Do plecaka #13: Słońce i Księżyc

Jeszcze kilkaset lat temu wierzyliśmy, że wszechświat jest otoczony kryształową kulą upstrzoną gwiazdami, które tkwią nieruchomo na swoich miejscach. Nie minęło nawet sto lat od czasu, kiedy byliśmy przekonani, że kosmos nie sięga poza Drogę Mleczną. Dziś wiemy, że obejmuje on przestrzeń o wiele większą, rozciągającą się co najmniej 130 miliardów trylionów kilometrów wokół nas…
Pomyśleć, że ów niesamowity rozwój astronomii zapoczątkowało zainteresowanie ruchem zaledwie dwóch, najbliższych nam, ciał niebieskich – Słońca i Księżyca.

Jako miłośniczka astronomii z zainteresowaniem przyglądam się nie tylko gwiazdom i ciałom niebieskim, lecz również wszystkim grom, które ich temat poruszają. Nic dziwnego, że niewielkie pudełeczko w ofercie wydawnictwa Granna, zwróciło moją uwagę.

Od strony wizualnej „Słońce i Księżyc” prezentuje się dobrze. Na wyróżnienie zasługują ujmujące prostotą i ciekawą estetyką grafiki, których autorem jest Johann Rüttinger. Niestety estetyka przegrywa w tym miejscu z funkcjonalnością, gdyż łatwo przeoczyć przedstawione na niektórych z nich zwierzęta, będące istotnym elementem mechaniki. Kontrastuje to nieco z dużymi i wyraźnymi cyframi, które są świetnie widoczne nawet dla osób mających problemy ze wzrokiem – jest to moim zdaniem pewna niekonsekwencja. Problemem może być również nietypowy wymiar kart, uniemożliwiający zabezpieczenie ich za pomocą koszulek, które z racji częstego tasowania byłyby bardziej niż wskazane.

Rozgrywkę rozpoczynamy z pięcioma losowymi kartami na ręce oraz żetonem Słońca i Księżyca przed sobą. Od tego momentu – wykładając karty obok odpowiedniego żetonu, będziemy dążyć do tworzenia co najmniej pięcioelementowych sekwencji złożonych z (niekoniecznie kolejnych) kart o rosnącej numeracji. W każdej turze możemy dołożyć tylko jedną kartę – wedle uznania w rzędzie swoim lub jednym z tworzonych przez przeciwnika. Jest to podstawowy wybór jaki stawia przed nami gra – czy dana karta bardziej przyda się nam – jako element ciągu – czy też lepiej poświecić ją, by pokrzyżować szyki oponenta? Na interakcję wpływają również karty zaćmienia, które ułożone na innej, obecnej już w sekwencji karcie, powodują przerwanie ciągu, co również może napsuć krwi graczowi z naprzeciwka. Wystawiając kolejne karty, najpewniej prędzej czy później zagramy którąś z ozdobionych – wspomnianym wcześniej – motywem zwierzęcia. W takiej sytuacji powinniśmy natychmiast zagrać kolejną. To i kolejne z następujących po sobie tur sprawią , że liczba kart na naszej ręce zmniejszy się, lecz w przeciwieństwie do innych karcianek, kolejne dobierzemy dopiero w momencie całkowitego opróżnienia ręki. Wyjątkiem jest – pojawiająca się najczęściej pod koniec gry – sytuacja, gdy nie jesteśmy w stanie kontynuować żadnego z wyłożonych rzędów, wtedy to gra wymusza na nas odrzucenie wszystkich kart i ponowne dobranie do pięciu. Przyznam, że nie do końca spodobało mi się tak nieeleganckie rozwiązanie problemu. Z tego względu koniec partii staje się jeszcze bardziej losowy, a przy tym dość żmudny.

Poza wykładaniem kolejnych kart, co jakiś czas któryś z graczy zdecyduje się zakończyć sekwencję, odkładając całość lub jej część (złożona przynajmniej z pięciu kolejnych kart), na swój stos zwycięstwa. Im dalej tym stos ten będzie stawał się większy, a talia z której dobierana są nowe karty mniejsza. Rozgrywka zakończy się, gdy wspomniana talia zostanie całkowicie wyczerpana, a nam zabraknie kart na ręce. Wtedy to zwycięża gracz posiadający najwięcej kart w swoim stosie zwycięstwa. Ale uwaga! W tej grze naliczane są również punkty ujemne, po jednym za każdą kartę, która postała przed graczem nie tworząc sekwencji.

 Podsumowanie 

Słońce i Księżyc zaskakuje przede wszystkim sporą dozą negatywnej interakcji, toteż jeśli nie przepadacie za wzajemnym „psuciem” sobie zabawy zdecydowanie powinniście sięgnąć po inny tytuł. Jako gracze zaprawieni w bojach również nie znaleźliśmy tu wiele miejsca dla siebie, lecz jesteśmy w stanie wyobrazić sobie rodziców, dziadków lub osoby początkujące, którym ta niewielka gra sprawi sporo radości – szczególnie, że z racji kompaktowych rozmiarów – można zabrać ją dosłownie wszędzie. Plusem jest również możliwość zabawy w cztery osoby, która jednak potęguje i tak sporą losowość, co nie każdemu się spodoba. Słowem gra „nie wstrzymuje słońca i nie porusza ziemi”, lecz nadal może stanowić miłą odmianę od innych rozgrywek w domu początkującego gracza.

  • WYKONANIE: 7/10

    + skromne, lecz przyciągające uwagę grafiki
    + grube, poręczne żetony Słońca i Księżyca
    + bez pudełka można ją nosić choćby w kieszeni
    +/- solidne pudełko, które mogłoby być nieco mniejsze
    +/- dla starszych osób zwierzęta mogą być trudne w dostrzeżeniu
    – karty mogą szybko ulec uszkodzeniu

  • MECHANIKA: 6/10

    + proste zasady, które spodobają się początkującym graczom
    +  gra wymaga dobrej pamięci, liczenia kart, obserwacji i kombinowania
    +/- nie wszystkim spodoba się negatywna interakcja
    – spora losowość
    – nieelegancki mechanizm końca rozgrywki
    – dość szybko się nudzi

  • OCENA 6/10

    Słońce i Księżyc, podobnie jak wschody i zachody tytułowych ciał niebieskich – nie jest niczym, czego byśmy już gdzieś nie widzieli. Nadal może jednak pozytywnie zaskoczyć graczy, którzy dotychczas w planszówkowe niebo nie spoglądali.

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji.