Maskarada – wino, kobiety i blef

Mistrz uniósł wieko niewielkiej szkatułki. W obitym atłasem wnętrzu umieszczono kilkadziesiąt złotych monet oraz szczupłą talię kart. Z wyglądu przypominała popularnego na dworze Tarota, lecz część zebranych doskonale widziała, że gra niewiele ma wspólnego z sztuką czarodziejską.
– Doroczny bal maskowy lady Salvaras odbędzie się za 10 dni. Interesem gildii jest abyście byli tam obecni i zdobyli wszelkie niezbędne informacje oraz – jeżeli nadarzy się okazja – coś więcej.
Obleczony w czarny strój mężczyzna spojrzał po zebranych przy stole. Wśród doświadczonych braci zauważył kilka nowych twarzy, arystokratów, rzezimieszków, chłopców stajennych – gildia zawsze miała własne – dość pokrętne – kryteria rekrutacji.
– Dziś po raz kolejny przeprowadzimy „grę”. Nowym przypominam, że ma na celu wyćwiczyć waszą retorykę, intuicję i blef – to one, a nie ostrza będą waszą bronią podczas Maskarady. cel jest prosty – zachować swą tożsamość w tajemnicy, a zarazem odkryć kto kryje się za „maską” przeciwnika.
Zwycięzcę czeka nagroda – mówiąc to Mistrz zagrzechotał monetami spoczywającymi na dnie szkatułki – zatem do dzieła bracia – niech zatańczą kłamstwa!

Wiele sytuacji zmusza nas do zakładania masek – wesołych, smutnych, zdecydowanych, uległych – jedne z nich leżą na nas lepiej, inne gorzej. Z czasem możemy stać się mistrzami tej życiowej maskarady… Przekonujące odegranie własnej roli lub ukrycie prawdziwych intencji często jest dziś jedną z matek sukcesu. Mając na uwadze tak urządzoną rzeczywistość trudno się dziwić, że i twórcy gier tworzą tytuły, których filarem jest blef i ukrywanie własnej tożsamości.
Jak myślicie, czy cieszą się popularnością?

Jasne, że tak. Nie spotkałem wielu osób, które odmówiłyby możliwości blefowania w świetle „prawa” (reguł). Ys, Cytadela, Battlestar: Galactica, Love letter i wiele innych – we wszystkich musimy knuć, kłamać lub migać się z ujawnieniem prawdziwej tożsamości. Maskarada, świeża jeszcze gra Bruna Faiduttiego to tytuł wpisujący się w ten nurt, ulokowany gdzieś między wspomnianym Listem miłosnym, a Cytadelą.

 Kłamać każdy może …

Trzonem rozgrywki jest w Maskaradzie niepewność i ciągły deficyt pewnych informacji. Nasze akcje często musimy wykonywać polegając na przeczuciu lub uciekając się do celowego blefu. Dlaczego? Na to pytanie odpowiedzą Wam zasady, które w tym miejscu postaram się w telegraficznym skrócie omówić (co nie będzie wilkiem wyczynem, gdyż w istocie nie ma ich wiele).

Rozpoczynając muszę podkreślić, iż Maskarada – mimo posiadania wariantu dla 2 i 3 osób – najlepiej sprawdza się począwszy od „kwartetu”. Wtedy to mechanika powoli rozwija pełnię skrzydeł, gdyż im więcej osób, tym więcej stylów gry i osobowości, które w rożny sposób opakują swoje kłamstwa. Jeśli już zbierzecie odpowiednią liczbę gości, rozdajcie każdemu z nich po jednej odkrytej karcie – to ich pierwsza tożsamość. W sumie jest ich 13, w tym 12 różnych, daje to sporą regrywalność, gdyż ich umiejętności znacząco się od siebie różnią. Otrzymana karta jest odkryta jedynie przez chwilę, toteż należy zapamiętać tak wiele jak tylko zdołamy. Siedzimy zatem przy stole wiedząc, że w danej rozgrywce bierze udział taki, a nie inny zestaw kart (liczbę i rodzaj dla konkretnego wariantu osobowego określa instrukcja), co symbolizują przygotowane wcześniej żetony postaci oraz pamiętając część z początkowych tożsamości przeciwników. Wiemy również, że naszym celem jest zdobycie 13 złotych monet. Poza tymi informacjami – nic tak naprawdę nie jest pewne. Wszystko za sprawą akcji „potencjalnej wymiany”, ale po kolei …

Cała rozgrywka przebiega w turach toczących się – jak to najczęściej bywa” zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W każdej z nich podejmujemy dokładnie jedną akcję wybraną z pośród trzech możliwych. Wyjątkiem są cztery pierwsze ruchy w partii – tutaj akcją obowiązkową jest wspomniana wyżej – potencjalna wymiana. Dzięki niej mamy szansę namieszać nieco w początkowym ustawieniu kart – dezorientując i/lub osłabiając przeciwników.

Na czym polega „potencjalna wymiana”? Otóż bierzemy swoją kartę postaci i kartę wybranego przeciwnika, a następnie w ukryciu – np. pod stołem – zamieniamy je (lub nie!) miejscami i odkładamy na odpowiednie miejsca. Co ważne w czasie wymiany nadal nie mamy prawa podglądać kart – ponownie bazujemy jedynie na dedukcji i przeczuciach.
Kiedyś trzeba jednak wprowadzić do tej beczki niewiadomych choć ułamek informacji, toteż kolejna akcja pozwala nam podejrzeć własną kartę. W tym jednym momencie uzyskujemy pełnię informacji o naszych potencjalnych możliwościach. Oczywiście wątpliwym jest, że uda nam się z tą konkretną kartą wytrwać do kolejnej rundy, by skorzystać z akcji użycia jej umiejętności. Osoba posiadająca pewne informacje to w Maskaradzie najgroźniejszy przeciwnik, toteż szybko trzeba mu te pewność odebrać.

Jeżeli już jakimś cudem wiemy/domyślamy się jaką kartę posiadamy lub chcemy zwyczajnie spróbować szczęścia w blefie – możemy podjąć się trzeciej możliwej akcji –  „ogłoszenia tożsamości”. Wołamy „jestem królem/wieśniakiem/złodziejem”! Nie pokazując przy tym awersu naszej karty. Jeżeli gracze przyjmą tę wiadomość milcząco – możemy skorzystać ze zdolności deklarowanej postaci, jeśli ktoś inny lub inni sprzeciwom się, deklarując bycie tą samą postacią – wtedy musicie odsłonić karty i ujawnić faktyczną tożsamość.
Kto trafił używa zdolności karty, kto kłamał płaci karę – jedną monetę do banku. Zdolności to – przede wszystkim – możliwość pobrania złota (z banku lub od innych garczy), lecz często przy okazji pozwalają dodatkowo namieszać w kartach – dokonując kolejnych zamian. Opcji jest 12, a na progu czeka dodatek, który wprowadzi kolejne!

W ten sposób mijają kolejne tury gry. Podglądamy, mieszamy, blefujemy, a gdzieś pomiędzy staramy się ugrać dla siebie jak najwięcej złota.

Główna sala powoli zapełniała się gośćmi. Kolejny taniec – kolejna zmiana par, a w międzyczasie kuglarskie sztuczki, rozmowy w kuluarach. Wielki bal lady Salvaras w pełnej krasie. Nie przewidzieli jednak drobnej zmiany – w tym roku pani domu zażyczyła sobie identycznych, nienagannie gładkich białych strojów – uszyto je na miarę w wybranych warsztatach krawieckich Złotego Miasta. Mistrz powiedział, że najpewniej gildia krawiecka ma lady w kieszeni, ale nie w tym leżał największy problem. Już po pierwszym tańcu lady ogłosiła, że pary mają wymienić się maskami… Jak rozpoznać cele w tłumie białych postaci? Lista gości i masek, którą wykradł jeden z braci była praktycznie bezużyteczna, jeśli któraś z par zapomni o zmianie maski, ich skrzętne obliczenia pójdą na marne …

 Goście z wyższych sfer

Maskarada to dla oka wytworny bal maskowy. Karty zilustrowano fantastycznymi, bogatymi w detale ilustracjami, pośród których moim faworytem jest błazen w stylu weneckim. Żetony i inne elementy tekturowe są odpowiednio grube, a pudełko kompaktowe i solidne. Trudno się tu do czegokolwiek przyczepić.
Mimo to, polecam wszystkim kupującym zakoszulkować karty, gdyż gra wymaga ich ciągłego obrotu – przekładania z rąk do rąk przesuwania itd. Nawet najlepsze długo by tego nie wytrzymały, a jak wiecie uszkodzona karta = znaczona karta. Pasujący rozmiar to np. MAYDAY Magnum Gold.

„Everybody lies”

Jak mawiał dr. House – „wszyscy kłamią”, sęk w tym, że nie każdy kłamać potrafi… Zabawa przy Maskaradzie jest przednia, jeśli tylko blef przychodzi nam z łatwością. Nie możemy się tu zbyt długo zastanawiać, a każdy brak przekonania powinien być wyrażany z najgłębszym przekonaniem! Jeśli tylko zgodzimy się na specyficzne zasady, dając się im porwać – rozgrywka może być naprawdę emocjonująca, pełna żartów i śmiechu, a przecież o to chodzi w grach około-imprezowych. Prócz blefu liczy się tu przede wszystkim dobra pamięć, gdyż – w zależności od ilości graczy – warto interesować się tym co może trafić do kogo i kto na tym skorzysta.
Warto mieć na uwadze, że Maskarady trzeba się nauczyć – pierwsze rozgrywki w nowym gronie mogą przytłoczyć z powodu potrzeby zapamiętania umiejętności wszystkich używanych postaci. Warto zatem dać sobie nieco czasu na wgryzienie się w mechanikę, gdyż dla lubiących blef gra zdecydowanie jest tego warta.

Po 3 posiłkach i ośmiu tańcach stracili rachubę … nadszedł czas improwizacji – przypadkowego plamienia gości winem, potykania się z tłustym jadłem w ręku, znaczenia sadzą z kominka, a w ostateczności „omyłkowego” zrywania masek w tańcu. Bez tego – nim minie północ – kompletnie zgubią trop, a na to nie mogą sobie pozwolić!

 Podsumowanie – Kłamstwo ma długie nogi

Czy warto zainteresować się Maskaradą? Czy zakładanie kolejnych masek jest tak samo zabawne, jak w przypadku wcześniejszych gier opartych na blefie? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Dzięki kompaktowym wymiarom i szybkości rozgrywki gra jest alternatywą dla lubianej przez wielu Cytadeli, zaś w stosunku do Listów Miłosnych wprowadza wiele interesujących zasad, które czynią z niej zupełnie inny tytuł. Oczywiście powinniśmy mieć świadomość, że w mniejszym gronie wymienione wyżej gry spisują się znacznie lepiej od Maskarady i to w grupach 4+ najnowsze dzieło pana Faiduttiego powinno znaleźć swoją niszę. Jeśli więc znasz kilku kłamców-estetów, którzy wraz z Tobą chcieliby od czasu do czasu zasiąść przy stole i pokłócić się o to kto jest królem maskarady – ten tytuł jest dla Ciebie!

Dziękujemy wydawnictwu REBEL.pl za przekazanie gry do recenzji. 

  • Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()

  • Padre

    Absolutnie nie szukam zaczepki, ale mam jedno zastrzeżenie do Waszych tekstów: opowiadania. Same recenzje lubię, ale wstawki fabularne są po prostu słabe i moim zdaniem szkoda włożonej w nie pracy. Klimatu za bardzo nie tworzą, tytułu nie przybliżają, daleko im do perełek, które czytałoby się dla samej przyjemności lektury. Podejrzewam, że istnieją tylko po to, by autor mógł zaspokoić pragnienie opowiadania historii, ale czy nie lepiej po prostu napisać opowiadanie?

    Jasne, mogę je ignorować, ale mimo wszystko psują mi obraz całości. A ja jestem troskliwy i martwię się, że fajne recki są „ciągnięte w dół” przez mizerne mikro-historie. Proszę, pomyślcie o tym :)

    Zdrówko,
    P.

    • A mi się to podoba i nie widzę problemu. Zawsze są wyróżnione i jak mam ochotę poczytać tylko recenzję to je omijam. Nie czuję też żeby Adam poświęcał swoja uwagę fabularnym wstawkom kosztem recenzji bo te zawsze trzymają wysoki poziom

    • pelnaparaZnadPlanszy

      Dzięki za uwagę. Myślę jednak, że sporo osób, właśnie w tej odmienności naszych tekstów dostrzega plus.
      Niechętnym snuciu opowieści polecam zwyczajnie ich nie czytać – celowo zawsze są wyróżnione kursywą, a także nie wpływają bezpośrednio na strukturę głównego tekstu.
      Dla Ciebie mogę być Edem Woodem planszówkowych recenzji ;)

      • Padre

        Trzymam za słowo :D

  • Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #402. - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()

  • Pingback: Pełną parą | Maskarada: Rozszerzenie – Nowi goście ZnadPlanszy.pl()