Orléans – Euro-wycieczka do francuskiego miasteczka

Carcassonne było jednym z pierwszych planszowych klasyków po jaki sięgnęliśmy, a zarazem pierwszą grą kafelkową w naszej kolekcji. Caylus stanowił wstęp do prawdziwych euro-strategii, zaś Le Havre na dobre rozkochało nas w tym gatunku. Dzięki Troyes szerzej zainteresowaliśmy się mechaniką dice placement, a nie tak dawno Orléans przedstawiło nam bag bulding… Pięć gier, pięciu różnych autorów, pięć miast i jeden kraj – Francja.

Pomijając ewentualne teorie spiskowe, tak jakoś wyszło, że europejscy projektanci upodobali sobie umiejscawianie swych kolejnych planszówek pośród katedr i pól kraju nad Loarą. I w sumie wcale się im nie dziwimy, gdyż zaanonsowane tytułami miasta to miejsca niezwykle urokliwe, które sami z przyjemnością byśmy odwiedzili. Niestety takie wycieczki to wydatek znacznie większy od nowej planszówki, zatem póki co opuśćmy strefę marzeń i skupmy się na grach, a właściwe na jednej grze.

Orleans, będąca głównym bohaterem dzisiejszego tekstu, to gra niezbyt rozsławionego dotychczas projektanta z Niemiec – Reinera Stockhausena. Można powiedzieć, że tytuł ten na dobre wyciągnął tegoż autora z dotychczasowej mielizny średniaków i to wyciągnął w sposób nie byle jaki, wszak pozycja ta okazała się jedną z najlepszych gier 2015, co potwierdza chociażby nominacja do „Kennesrpiel des Jahres 2015” (Reiner – dla nas jesteś zwycięzcą!). Co sprawiło, że z pozycji rzemieślnika Niemiec awansował na pretendenta do najbardziej prestiżowej nagrody w branży? Naszym zdaniem innowacyjna mechanika i podobna najlepszym klasykom klarowność zasad.

Worek pełen żetonów

Tak jak wspomnieliśmy, Orleans było dla nas pierwszym kontaktem z tzw. mechaniką bag buildingu, czyli ujmując dosłownie „budowaniem worka”. Tak, to zdecydowanie nie brzmi dobrze, zatem pozwólcie, że wyjaśnimy w czym rzecz, by nie było potrzeby dłużej używać tego słownego potworka. Otóż wszystkie akcje jakie przyjdzie nam podejmować w trakcie gry wymagają użycia żetonów, zaś te losujemy właśnie z płóciennego woreczka. W wyniku podejmowanych decyzji woreczek ten zapełni się kolejnymi żetonami, które znów dociągniemy itd. Jak sami wiedziecie mechanika ta skupia się na zarządzaniu pulą posiadanych żetonów, biorąc pod uwagę prawdopodobieństwo ich późniejszego wylosowania. Jeśli w tym momencie na myśl przychodzi Wam deckbuilding znany chociażby z Dominion, to jesteśmy w domu – z tą różnicą, że tu tasowanie przebiega natychmiast i jest znacznie szybsze.

W grze wcielamy się w zarządcę średniowiecznego miasta, który dysponując niewielką liczbą wykwalifikowanych pracowników ma za zadanie – w czasie 18 rund – jak najlepiej rozwinąć swe włości poprzez zapełnianie skarbca, pozyskiwanie towarów, zakładanie faktorii oraz pozyskiwanie zadowolenia mieszczan (czyli przekładając na język euro-gier – zdobywanie punktów zwycięstwa). Początkowo na swe rozkazy mamy zaledwie cztery żetony startowe, odpowiednio po jednym rolniku, rzemieślniku, flisaku i handlarzu. Nim się jednak obejrzymy, pula możliwości znacznie się poszerzy.

Przygotowując rozgrywkę na stole umieszczamy planszę główną, na której przedstawiono tory zaawansowania poddanych graczy w sześciu profesjach, miejsce na specjalne wydarzenia, tor wiedzy/technologii oraz mapkę regionu z zaznaczonymi szlakami handlowymi. Obok planszy podstawowej kładziemy nieco mniejszą planszę ratusza, a także tworzymy dwa stosy budynków specjalnych, zaś każdy z uczestników gry otrzymuje również swą własną planszetkę i komplet drewnianych elementów. Jak widać Orleans wymaga nieco miejsca na stole, szczególnie, gdy toczy się w pełnym, 4-osobowym składzie.

Kiedy wszystkie plansze i planszetki spoczywają już w odpowiednich miejscach na stole, możemy rozpocząć zabawę. Ta przebiega w klasycznym podziale na rundy i tworzące je fazy. Nie chcemy jednak zanudzać Was w tym miejscu każdym z szczegółów, zatem w telegraficznym skrócie… Rundę inicjuje zapowiedz specjalnego wydarzenia (dobrego lub złego – zależy jak się wylosuje) – gracze mają więc możliwość zapoznać się i przygotować na to, co nastąpi pod jej koniec. Następnie jednocześnie losujemy odpowiednią liczbę żetonów z własnych woreczków, później rozmieszczamy je na polach akcji (również jednocześnie, co upłynnia rozgrywkę), by ostatecznie – teraz już naprzemiennie i zgodnie z ruchem wskazówek zegara – rozegrać wybrane (lub wszystkie) spośród zaplanowanych w ten sposób działań. Rundę domyka rozpatrzenie wspomnianego wydarzenia. Naturalnie jest to schemat uproszczony i pomijający pewne niuanse, ale zdecydowanie oddający ogólny przebieg zabawy. Mając to na uwadze czas przyjrzeć się co ciekawszym szczegółom mechaniki.

Na początek rzućmy okiem na planszetkę gracza, wszak to na niej przyjdzie na podejmować większość akcji. Spójrzcie na powyższe zdjęcie, widać tam 4 wydzielone ramkami obszary:

  • u dołu planszetki znajduje się Rynek, to tam umieszczamy dociągane co rundę żetony, nim te trafią na odpowiednie pola akcji;
  • wyżej znajdziemy pięć podstawowych pól akcji, odnoszących się do wszystkich siedmiu profesji w grze (Rolników, Mnichów, Uczonych, Rycerzy, Handlarzy, Rzemieślników i Flisaków);
  • następnie dwie specyficzne akcje: Skryptorium i Ratusz;
  • oraz na samym szycie sekcja poświęcona sieci szlaków handlowych.

Bez względu na sposób działania, każda z przedstawionych akcji, do aktywowania wymaga wypełnienia odpowiednimi żetonami – wskazanych pod jej nazwą – pól specjalistów. Dla przykładu chcąc skorzystać z profitów oferowanych przez pole Farmy, należy umieścić pod nią po jednym flisaku i rolniku. Jak wspomnieliśmy, rozmieszczenie żetonów – tak pełne, jak i połowiczne – nie obliguje graczy do skorzystania z danej akcji w bieżącej rundzie. Ten sprytny mechanizm stanowi nie tylko remedium na losowy dociąg żetonów, jest również istotnym elementem strategii pozwalając zwodzić przeciwników, przygotowując pole pod bardziej złożone kombinacje.

Wraz z postępem partii nasze możliwości będą się poszerzać zgodnie z przyjętą strategią. W zależności od tego, które z typów żetonów będziemy zdobywać częściej, przesuniemy się na konkretnych torach profesji planszy głównej, co poza wspomnianymi żetonami, da nam przypisane doń profity.

  • Rolnicy zapewnią punktogenne zasoby,
  • Flisacy zapewnią dodatkowe monety,
  • Rzemieślnicy pozwolą dobrać specjalne żetony mechanizacji, które ułatwią podejmowanie akcji na naszej planszetce, poprzez permanentne zasłonięcie jednego z wymaganych pól żetonów,
  • Kupcy umożliwią zakup budynków specjalnych, często oferujących ulepszone akcje podstawowe lub zupełnie nowe zagrania – to jeden z najistotniejszych elementów gry,
  • Uczeni poszerza możliwości podejmowania akcji (ich żetony są wymagane przy bardziej zaawansowanych polach naszej planszetki i budynków), a dodatkowo powiększą naszą wiedzę, ta zaś pomaga w walce z wydarzeniami i stanowi mnożnik przy końcowej punktacji,
  • Rycerze podobnie jak uczeni otworzą furtkę do nowych typów akcji z naszej planszetki i budynków, a prócz tego powiększą minimalny dociąg żetonów z woreczka.
  • Mnisi natomiast działają na zasadzie jokera, są zamiennikiem dowolnego żetonu.

Sporo kombinowania, a to jeszcze nie wszystko. Wciąż nie wspomnieliśmy o dwóch ostatnich obszarach planszetki gracza.

Pierwszy z nich, będący centrum miasta, mieści Skryptorium i Ratusz. Skryptorium nie wymaga wielkiego komentarza –zwyczajnie pozwala zdobyć nieco dodatkowej wiedzy, której zastosowanie już znacie (tak, mnożnik punktów i wydarzenia). Znacznie bardziej ciekawy jest Ratusz, którego planszetka umieszczana jest na stole obok planszy głównej. Ratusz pozwala oczyścić pulę żetonów z mniej potrzebnych wzorów, a zarazem skorzystać z profitów wskazanych przy polu, na którym dany żeton umieścimy. Oczywiście im bardziej poświęcimy się działalności w ratuszu, tym większe będą zyski.

Najbliżej górnej krawędzi planszetki gracza widnieje ostatnia sekcja, ta poświęcona jest szlakom handlowym. Przedstawione tam akcje pozwalają na wędrowanie wodnymi/lądowymi szlakami planszy głównej i w konsekwencji zdobywanie żetonów towarów, a także zakładanie faktorii, podczas przebywania w miastach. Oba działania – koniec końców – dają nam punkty.

W ten sposób, zdobywając kolejne żetony i poszerzając tym samym własne możliwości gra toczy się przez 18 rund, które zamyka finalne punktowanie. Prócz klasycznego sumowania wartości monet i zasobów, dość ciekawym elementem jest tu mnożenie sumy zdobytych żetonów zadowolonych mieszczan (otrzymujemy ich za osiągnięcie istotnych postępów w każdym z aspektów gry) oraz faktorii przez nasz poziom wiedzy. Uff pan Stefan Feld byłby niewątpliwe dumny, gdyż mechanizm ten sprawia, iż musimy skupiać się niemalże na każdym aspekcie rozgrywki – wszak kilkadziesiąt dodatkowych punktów piechotą nie chodzi.

Miasto pełne punktów

Musimy przyznać, że do Orleans podchodziliśmy z rezerwą. Oto autor średniaków prezentuje średnio wykonaną grę w bardzo wysokiej cenie. Cóż, w świetle ogromu dobrych tytułów, w pierwszej chwili uznaliśmy, że przed nami kolejny generyczny euro-suchar z średniowiecznym miasteczkiem tle… Na szczęście, dzięki wideo prezentacji Rahdo, zrewidowaliśmy te pierwsze – mylne wrażenie – i czym prędzej zamówiliśmy własny egzemplarz. Okazało się bowiem, że najnowsza gra Reinera Stockhausena trafia dokładnie w punkt naszych euro-growych upodobań.

Jak pewnie zauważyliście śledząc przedstawiony wyżej opis zasad, tytuł ten jest prawdziwą kopalnią wzajemnie zazębiających się akcji. Każdy ruch pociąga za sobą nowe możliwości, otwiera kolejne perspektywy budowy naszego małego silniczka, który później posłuży do zdobywania punktów. To właśnie balansowanie między przygotowaniem do, a samym punktowaniem stanowi główne zadanie, jakie stawia przed graczem Orleans. W tej kwestii na szczególną uwagę zasługuje opisana na początku tekstu mechanika bag buildingu, połączona z możliwością wstrzymywania się z wykonaniem zaplanowanych akcji, aż do dogodnego dla nas momentu. Zebrawszy te dwa elementy razem otrzymujemy bowiem bardzo ciekawą mieszankę strategii i taktyki – potrzeby realizacji założonego planu, stale modyfikowanej o – do pewnego stopnia – losowy dociąg żetonów.

Rozbicie fazy planowani i wykonywania akcji ma również znacznie bardziej prozaiczny plus – upłynnia rozgrywkę. Dzięki temu – bez względu na liczbę graczy przy stole – zabawa toczy się tak samo sprawnie. Oczywiście taka płynność nie byłaby zachowana, gdyby nie bardzo przystępne zasady. Nie zrozumcie nas źle – jest tu sporo do przyswojenia, jednak tylko na początku! To gra złożona, przeznaczona dla średnio-zaawansowanych graczy, lecz mimo wszystko bardzo czytelna i pozbawiona niepotrzebnych wyjątków. Naturalnie wszystko byłoby jeszcze prostsze, gdyby autor nie poskąpiłby nam nutki klimatu, nieco lepiej zakorzeniając reguły w średniowiecznym temacie. A tak pozostaje nam stosunkowo prosty do załapania, lecz jednak sucharek.

Nieco tylko gorzej wypada kwestia regrywalności, gdyż jej podstawowym motorem (poza wydarzeniami) są budynki specjalne, a te trafiają do gry wszystkie lub niemal wszystkie – za każdym razem. Sprawę do pewnego stopnia ratuje wariant zaawansowany, w którym przed partią usuwamy kilka budynków z talii, wymuszając niejako nowe podejście do kombosów, lecz mimo wszystko po kilkunastu (świetnych!) partiach miło byłoby zobaczyć jakieś urozmaicenie. Z tego samego założenia wyszedł prawdopodobnie również sam autor, gdyż na rynku mamy już kilka pakietów nowych budynków i potężny dodatek z scenariuszami, kompletnie zmieniającymi zabawę. Być może nieco więcej napiszemy o nich innym razem.

Pudło pełne tektury

W parze z świetną mechaniką gry idzie również dobre wykonanie. Grafiki autorstwa Klemensa Franza idealnie wpisują się w średniowieczny temat, będąc zarazem jedynym filarem klimatu. Zarówno postacie, jak i estetyczna stylizacja pól akcji spełniają swoją rolę w 100%, pozostając przy tym maksymalnie czytelnymi – jak na rasową eurogrę przystało.

W pudełku znajdziemy solidne plansze oraz garść kolorowego drewna – nic czego nie spodziewalibyśmy się po grze w niemieckim stylu. Nieco do życzenia może postawiać jedynie wygoda losowania niewielkich, cienkich, tekturowych żetonów z przepastnego woreczka. Lepiej sprawiają się tu drewniane meeple z naklejkami, które można dokupić w formie „ulepszenia”. Z tego co wiemy, polska akcja na platformie wspieram.to również da taką możliwość i to w niższej cenie! My już ustawiamy się w kolejce.

Jeśli zaś idzie o jednoznaczne mankamenty wydania, wskazalibyśmy na brak sensownego skrótu zasad / przeglądu tury. W pudełku znajdziemy jedynie filigranowy kafelek, do tego tylko jeden na wszystkich graczy…

Udana wycieczka, czyli podsumowanie

Musimy przyznać, że z kolejnej wycieczki do Francji wracamy więcej niż zadowoleni. Fakt, niemieckie biuro podróży policzyło sobie dość słono (w polskim ma być taniej), jakość części wyposażenia mogłaby być lepsza (żetony), jednak chwil spędzonych w Orleanie nie żałujemy! Słowem wrażenia z obcowania z mechaniką Orleans są jak najbardziej pozytywne, a to jest wszak najważniejsze.  Tytuł ten, jak na oferowaną liczbę możliwości, zaskakuje płynnością, a przy tym przedstawia stosunkowo nowe rozwiązania, pozostając przy tym bliskim temu co znane. Jeżeli więc w planszówkach szukacie przede wszystkim sprawnego połączenia świeżych rozwiązań z nutką klasyki, sądzimy, że i Wy powinniście zabukować bilet na platformie wspieram.to.

  • WYKONANIE: 8/10

    + estetyczna oprawa

    + klimatyczne grafiki

    + dobrze napisana instrukcja

    + solidna jakość elementów …

    +/- chociaż żetony można by już w standardzie zastąpić np. drewnianymi dyskami

    – brak sensownego skrótu tury

  • MECHANIKA: 8+/10

    + świeża mechanika główna (bag building)

    + płynność rozgrywki (brak przestojów)

    + „kombosogenność” mechaniki

    + świetne skalowanie rozgrywki

    + jak na oferowane możliwości – prosta w tłumaczeniu nowicjuszom

    + kompletna, lecz z sporym potencjałem na nowinki w dodatku/dodatkach (np. nowe kafelki)

    +/- oprawa to jedyny aspekt klimatu tej gry (tak, to klasyczny euro-sucharek)

    +/- regrywalność mogłaby być wyższa (wariant zaawansowany nieco łagodzi ten mankament)

  • OCENA 8+/10

    Świeże jak krucha bagietka, bogate niczym bukiet czerwonego wina, Orleans podtrzymuje dobrą passę gier poświęconych francuskim miastom, przywodząc na myśl najlepsze spośród średnio zaawansowanych eurogier.

    Egzemplarz do recenzji zdjęliśmy z naszej półki ;)

  • Wojciech Sosnowski

    Dodajcie jeszcze Belfort do litanii :)

    • pelnaparaZnadPlanszy

      Tak, tak, ale nie byliśmy pewni czy te krasnale i elfy to aby na pewno ten Belfort hehe ;)

      • Wojciech Sosnowski

        jest jakiś Belfort na Kaszubach, ale to byłyby stolemy i kraśnięta :)