Mansions of Madness Second Edition – Stając u progu szaleństwa

„The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown” H.P. Lovecraft

Tak, przyznaję – bałem się nieco pierwszej rozgrywki w nową edycję Posiadłości Szaleństwa (link do zapowiedzi na stronie wydawcy). Do samego momentu odpalenia aplikacji, do pierwszego ruchu postaci wypełniało mnie przemożne poczucie obawy, wymieszane z gorliwością planszowego badacza. Ekscytacja nowością, mieszała się z strachem przed kolejnym rozczarowaniem. Nie trudno się jednak dziwić, kiedy nauczony doświadczeniami z przeszłości, mamiony sloganami fantastycznego klimatu, niejednokrotnie waliłem głową w ścianę nędznych zasad lub doszywanych  do mechaniki opowieści.

Niemniej FFG obiecało, a ja chciałem wierzyć …

„Tym razem będzie inaczej!” – pomyślałem, wybierając postać kamerdynera

I było.

Chwila na uruchomienie platformy Steam (tak, polecam grę na laptopie – więcej widać, lepiej słychać), aplikacja zainstalowana – wita nas ponura ambientowa muzyka i czytelne menu. Bez ryzyka – wybieramy scenariusz numer jeden, to nasza pierwsza rozgrywka, nie ma co szarżować – wszak ostatni zajmuje wedle aplikacji od 240 do 360 minut! Czas na wybór postaci – ja, jako gość wybrałem usłużnego kamerdynera, który może poświęcać swą akcję na rzecz innego gracza, do zespołu dołączyć też zakapior z łopatą i zakochana w książkach Azjatka. Klik i aplikacja wylosowała nam przedmioty. Whiskey – idealnie – Komuś polać? usłużny kamerdyner pochyla się z uśmiechem … grunt to budować klimat od początku ;)

Uwaga. Wszystkie przykłady są celowo nieco zmienione, by nie spoilerować!

Drzwi posiadłości przekroczyliśmy koło godziny 19:00. Pierwsza sprawa, podejrzane towarzystwo astronomiczne, bogaty kawaler, zmarła matka – nie chcę zdradzać więcej, ale gwarantuję Wam, ktoś tu porządnie przysiadł nad Lovecraftem, bowiem klimat wylewa się z każdego zdania, tak odczytywanego (z podziałam na role!) w formie wstępu, jak i każdej późniejszej wzmianki. Już pierwsze chwile obcowania z aplikacją podpowiadają nam, że w stosunku do pierwowzoru będzie płynniej i ciekawiej. Zacznijmy więc notatki.

Obserwacja I: Brak ustalonej z góry planszy generuje niesamowity klimat eksploracji – żadna gra FFG dotychczas nie miała tak dobrze zrealizowanego zwiedzania lokacji. Aplikacja generuje posiadłość wraz z naszymi ruchami. Otwieramy drzwi? Podchodzimy do wylotu korytarza? Pojawia się nowy kafelek wraz z niezbędnym opisem wnętrza i kompletem żetonów wskazujących na tzw. „points of interest” – ciekawe obiekty do zbadania. Wszytko odbywa najpłynniej jak to tylko możliwe. Nie ma mowy o rozłożonych przed startem gry kartach, czy wnioskowaniu wagi danej lokacji po wielkości stosu leżących nań przedmiotów.

Było cicho, gdzieś w tle sączył się jadowity ambient, to skrzypnęła podłoga, to zawył wiatr. Czas działać, poczęliśmy więc rozglądać się po pomieszczeniu. Klik i aplikacja kolejny raz udowodniła, że czeka nas prawdziwa przygoda …

Obserwacja II: Wszystko ma swój opis! Widzisz na ścianie obraz? Kliknij go w aplikacji, a pojawi się krótka notka dla tej pobieżnej obserwacji, poświęć akcję na zbadanie obrazu, a uzyskasz wyczerpującą analizę. Ba często takim kliknięciom będzie towarzyszył dźwięk – szepty, tłuczone talerze za drzwiami, odgłos szarpanego, zaryglowanego zamka. Spójna narracja towarzyszy nam na każdym kroku!

Co myślicie o tym obrazie? Może być istotny, czas więc sprawdzić co się na nim kryje. Poświęcam akcję – badam arcydzieło

Obserwacja III: Poświęcenie akcji na badanie ciekawych miejsc i przedmiotów generuje opis oparty na wyniku testu zadanej umiejętności. Np. im wyższa twoja spostrzegawczość, tym więcej wyniesiesz z analizy obrazu. I nic nie podpowie ci, czy to co zobaczyłeś to już wszytko? A może kryło się tam coś jeszcze? Ah ta aplikacja! Koniec kart na planszy, spoilerujacych nam ewentualne cele. Dostajesz tylko tyle informacji, na ile zasłużyłeś.

A więc za obrazem jest safe, jakież to przewidywalne! Macie kod? Nie?!

Obserwacja IV: Łamigłówki! Coś co kochałem i nienawidziłem w starej posiadłości. Tu działają idealnie, a z racji swej cyfrowej natury (rozwiązujemy je w aplikacji) FFG może je na bieżąco aktualizować. Nie ma mowy o sytuacji, gdy błędnie wydrukowane elementy blokują możliwość ogrywania dodatku. najważniejsze jest jednak to, że nie plączą się po stole, nikt ich nie ruszy, ich stan rozwiązania się zapisuje, a sam projekt zadań znacznie lepiej dopasowany do sytuacji. Łamigłówki wypadają nie gorzej niż w grach logicznych dostępnym w App Storze. czy Google Play.

Eksploracja trwa, odkrywamy kolejne pomieszczenia – pusto, gdzie podziali się ludzie? Czy zmierzamy w dobrym kierunku? Macie jakieś wskazówki?

Obserwacja V: Tik-tak, tik-tak czas ucieka. Ale ile tak naprawdę go mamy? Nie wiadomo! Być może ktoś gdzieś właśnie ginie, może kultyści przed chwilą przyzwali jedną ze starszych istot, a tymczasem my penetrujemy kuchenne szafki? To kolejny gigantyczny plus aplikacji. Gdzieś w tle każda nasza tura jest liczona, uruchamia szereg warunków, generuje specjalne wydarzenia, ba nawet monstra „poruszają się” po niewidocznych dla nas pomieszczeniach, by w pewnym momencie wejść w zasięg wzroku badaczy – jeśli dostatecznie długo sami ich nie odwiedzimy. Tu nic nie czeka na nasz ruch, raczej czyha …

Znaleźliście coś? Chyba notatki, to jakiś dziennik.

Obserwacja VI: Poza zwykłymi wskazówkami, pozyskiwanymi kontekstowo – np. za pokonanie wroga, w posiadłości ukryte są „dowody w sprawie„. Te specjalne wskazówki reprezentują wiedzę dotyczącą stricte aktualnego śledztwa, pojawiają się w przemyślanych i dobrze wkomponowanych w opowieść miejscach, a opatrzone są zazwyczaj rzęsistym opisem (np. pełen dziennik!), okazując się niezwykle przydatnymi tak w kontekście mechaniki jak i fabuły.

Ok, a poza nim? Jakieś fanty, coś przydatnego? Ja tu prawie postradałem zmysły, powiedź że masz jakieś tabletki, cokolwiek!

Obserwacja VII: Poza wskazówkami posiadłość kryje w sobie liczne przedmioty – tak zwykłe zwykłe, jak i specjalne, które aplikacja rozmieszcza z głową, tak by w lodówce nie znajdowały się naboje, a w sekretarzyku szynka ;) Z naszych obserwacji wynika, że nie ma kart zapychaczy – każdy przedmiot jest przydatny i prędzej zużyjemy go lub stracimy, nim uda się nam zebrać dużo większą ich liczbę. Koniec kieszeni bez dna – tu akcja wymusza działania z posiadanymi kartami!

Dobra skończyliście swoje akcje? Wszytko zebrane, szafki sprawdzone, to co? Faza Mitów?

Obserwacja VIII: Mroczny władca, Pan tajemnic, Ciemna strona – rożnie w grach FFG nazywano gracza, który kontrolował poczynania frakcji wrogo nastawionej wobec bohaterów. W tej odsłonie Posiadłości gracz ten został wykasowany. NIE MA GO. Koniec – kropka. To pełna kooperacja. Złym jest aplikacja … i wypada w tej roli lepiej niż nie jeden Mistrz Gry. Po każdej fazie badaczy (wykonaniu ruchów, badaniu, walce) następuje faza Mitów, gdzie kolejno pojawiają się wydarzenia, nowe monstra, a także co za tym idzie kolejne źródła wszechobecnej grozy (tak badacze nadal muszą testować swą poczytalność w kontakcie z wrogiem). Co ciekawe aplikacja zapamiętuje nasze wybory i w ten sposób mity i monstra są dopasowane do konkretnych decyzji. Np. jeśli ugasimy ogień – nie pojawi się informacja o spaleniu dowodów; dotkniemy przeklętej statuetki – z czasem może pojawić się coś niespodziewanego itd.

Hej, Adam co się z tobą dzieje, dlaczego rozwaliłeś to lustro?!

Obserwacja IX: Mity działają warunkowo, biorąc sobie za aktywator konkretną postaci lub nałożony na postacie stan, pomieszczenie lub umieszczony w nim żeton, potwora itd. Nie są to już kompletnie losowe zdarzenia, wszytko jest bardzo „osobiste”, gdyż aplikacja niejednokrotnie zawraca się wprost do naszych postaci. Już teraz działa to świetnie, a jeśli kiedyś zostaną dodane np. cechy charakteru – oj jest tu miejsce na kolejne wiadra klimatu, a już teraz różnorodność wydarzeń powala.

A cóż to za paskudztwo, wije się, tryska krwią – czy to ludzka dłoń?!

Obserwacja X: Walka. Podejmujemy się jej w fazie badaczy, gdy sami wypowiemy ją wrogowi lub w fazie mitów, gdy bronimy się przed atakiem. Kolejna rzecz zrobiona perfekcyjnie, dzięki aplikacji. Klikamy na wroga, wybieramy rodzaj broni i apka sama poda nam jaki test zrobić wraz z klimatycznym opisem starcia. Wykonujemy rzut i stosujemy się do warunków porażki lub sukcesu. Co ważne, w momencie obrony obrażenia można zablokować, również przez odwodni test, dzięki czemu gra zachowuje balans między wartką akcją, a poziomem życia postaci. Czy walka jest losowa? Tak jak w każdej grze z serii Arkham/Eldritch – czy można nad losowością zapanować tak, w sporym stopniu, dzięki licznym zdolnościom i wskazówkom.

Czy to krew? I co ty tam znów mamroczesz pod nosem?!

Obserwacja XI: Konsekwencją otrzymania obrażeń lub nieudanych testów przerażenia (gdy spotkamy potwora lub kontekstowo) jest ciągnięcie odpowiedniej liczby zakrytych lub odkrytych kart ran, traumy lub stanów. Każda z nich ma na rewersie tekst, który w momencie aktywacji przez np efekty kart mitów, może dać znać o sobie – ot stara rana się otwarła, lub ból głowy nie daje się skupić. Karty te są wiec zarazem licznikiem poziomu życia / poczytalności postaci, a przy tym tykającą bombką, która pozostawiona bez interwencji może wybuchnąć w najmniej pożądanym momencie. tak w tej grze wciąż obawiamy się o własne zdrowie! I to działa. (Ba, są nawet ukryte cele walki przeciwko drużynie w przypadku otrzymania stanu szaleństwo (np. stan szaleństwa „piromania” wymusza na nas spalenie posiadłości, jeśli chcemy wygrać)! – tak ta gra posiada elementy motywu zdrajcy!)

Już 23? Na dziś kończymy?

Obserwacja XII: Nareszcie mamy w pełni sprawny system zapisywania postępu gry. Klikasz save i wszytko zostaje zapisane, postacie do woreczków i można kontynuować nawet za tydzień. W razie czego poprzednie akcje można sprawdzić w logu.

 

To co? Gramy jeszcze raz?!

Obserwacja XIII, dodatkowa: Zgodnie z raportem znajomego, u którego miałem okazję zagrać – kolejne scenariusze są jeszcze ciekawsze od pierwszego! Mapy są większe, cele intrygujące i niejasne, a fabuły bardziej złożone. Co ciekawe, rozgrywając ten sam scenariusz jego przebieg może się nieco różnić, a główny cel może być zupełnie inny w zależności od tego, jakie decyzje podejmiemy. Dodając do tego stany szaleństwa, nakładające na pojedynczych graczy ich własne warunki zwycięstwa oraz fakt, iż wszystko co różnicuje scenariusze jest elementem aplikacji – dostajemy grę, która może zmieniać się dzięki aktualizacjom! Mogę spokojnie potwierdzić – regrywalność jest znacznie wyższa od pierwowzoru!

Poznajecie tych ludzi? Taa wyglądają dziwnie znajomo.

Obserwacja XIV, dodatkowa: Jak być może wiecie w pudełku z grą znajduje się specjalny zestaw „Conversion Kit„, który pozwoli posiadaczom pierwszej edycji i wydanych doń pudełkowych dodatków, na wykorzystanie w nowej odsłonie kart i figurek postaci, figurek potworów oraz kafli mapy. Wystarczy, że zaznaczymy w aplikacji odpowiednią opcję, a ta sama zacznie losować z poszerzonej puli elementów. Sprytne zagranie, chociaż ja liczę raczej na dodatki do „dwójki” i część pierwszą bez żalu sprzedałem. Wszak nie wyobrażanie sobie chyba, ze w tej edycji zabraknie Dextera Drakea, czy Koszmaru z Dunwitch? To tylko kwestia czasu.

/edit wystarczyło kilka godzin, by FFG zapowiedziało niedokładnie to o czym wyżej psiałem, a dwa „uzupełnienia” – pierwsze zawiera elementy podstawki , drugie obu rozszerzeń do pierwszej edycji. Każdy z nich to również jedna dodatkowa przygoda (posiadacze starych wydań dostaną ja gratis – tak bez dodatkowych kosztów!).

/edit, 2016-10-27, Niestety zestawy te wyceniono na 209 zł każdy, co na ten moment mocno zniechęca do zakupu. Bardziej optymistycznie wygląda perspektywa faktycznych dodatków do nowej edycji. Póki co wiemy, że cyfrowe scenariusze będą dostępne w cenie 4,99$, zaś pierwszy dodatek pudełkowy „Beyond the Threshold wyceniono na 29$. Ten ostatni zawierać będzie dwie nowe przygody, dwóch nowych badaczy, jednego potwora, garść kart oraz kafli – to już coś.

Poniżej – kolejno – prezentacja zawartości wspomnianych zestawów:

Patrz na planszę! No przecież patrzę!

Obserwacja XV, dodatkowa: Przeczytawszy kilka wypowiedzi na forum, dopisuję ten ostatni punkt… Aplikacja nie kradnie tej gry! (lecz moze skraść wasze serce i poczytalność) To wciąż planszówka. Postacie, potwory, czy efekty widoczne są tylko na fizycznej planszy. Karty trzymamy przed sobą, rzucamy prawdziwą kością itd. Aplikacja jest jak kalkulator i „księga tekstów fabularnych w jednym”. Odciąża nas w kwestii obliczeń, przekładania tony typów kart, a przy tym gra rolę skrupulatnego mistrza gry – pozwala zapomnieć o części zasad, by cieszyć się przygodą. To taki elektroniczny krupier. Wiesz, że jest, wiesz że jest baardzo ważny – ba bez niego nie zagrasz – ale i tak musisz patrzeć w swoje karty.

Z mojego opisu wynika, że tytuł ten nie ma wad, że to Graal dla fanów Lovecrafta. Cóż w istocie sporo w tym stwierdzeniu racji, jednak nie ma róży bez macek, czy jakoś tak …

Obawa I: Aplikacja generuje świetny klimat, układ lokacji podobno jest losowy, lecz idę o zakład że ich zawartość stała. Stawia to pod znakiem zapytania regrywalność tych samych misji. To znaczy ta na pewno jest wyższa od 1 edycji, jednak znajomość celu nieco spłyca klimat kolejnych podejść.

Obawa II: Gra jest płynna, arcyklimatyczna i nareszcie pozbawiona drobiazgów które wybijają z tego klimatu, jednak… to nadal tytuł, w którym głównym zdaniem graczy jest eksploracja na przemian z walką. Tytuł dla klimaciarzy, a nie wytrawnych taktyków. Pamiętajcie o tym!

Trauma I: Figurki są średnie – nie oszukujmy się. W dobie CMON jakość FFG pozostawia wiele do życzenia, a tu na domiar złego kuleją same projekty.

Trauma II: Za cenę 400 zł naprawdę niewiele tu fizycznych elementów gry. Naturalnie aplikacja to kawał świetnej roboty, ale nadal otwarcie pudełka postawia pewien niedosyt. /edit, 2016-11-08, cena polskiej edycji to około 329 zł (w zależności od sklepu w jakim kupicie i aktualnej akcji rabatowej. Nam udało się kupić za 301 zł ;) )

Czym zatem jest druga edycja Posiadłości Szaleństwa? Prawdopodobnie najlepszym miksem planszówki z grą paragrafową w jaki kiedykolwiek grałem. Pozostawia w cieniu Time Stories, gdyż nie zapomina o tym, ze jest przede wszystkim grą planszową, a nie interaktywnym doświadczeniem, które starczy na 1-2 partie.
Apka stanowi tu tło i źródło klimatu, jednak poza czytaniem opisów i rozwiązywaniem łamigłówek skupiamy się na tym co mamy przed sobą, czyli elementach fizycznych. Całość osiągnęła tu idealną symbiozę.
Nie mogę doczekać się polskiej edycji i całej tony dodatków – ten tytuł jest niczym odtwarzacz niesamowitych historii, wystarczy wgrać odpowiedni scenariusz i kliknąć „New game”.
Nie obawiajcie się nieznanego – strach jest dobry!

Pamiętajcie, polska edycja ukaże się już w grudniu tego roku, dzięki wydawnictwu Galakta.

(wszystkie grafiki wykorzystane w tekście pochodzą ze strony i filmu promocyjnego wydawcy)

.

0 Udostępnień