SHORT(y) #3: Space Alert – Kooperacja na kosmicznym poziomie

Szeroko pojęta kooperacja stanowi dziś jeden z najpopularniejszych typów gier planszowych. Przykładem są kolejne projekty ufundowane dzięki Kickstarterowi, nowe wersje uznanych tytułów, jak – recenzowany w zeszłym tygodniu – kościany Pandemic oraz wznowienia gier nieco starszych, które – na fali aktualnej fascynacji planszówkową współpracą – mogą na nowo zabłysnąć.

Space Alert wpisuje się w ostatnią z wymienionych grup, gdyż wydany w roku 2008, lecz pozbawiony rodzimej edycji, w naszym kraju nigdy nie wyszedł poza grupę najwierniejszych fanów. Na szczęście wydawnictwo Rebel.pl postanowiło wznowić szalony program wypadów w odległe rubieże kosmosu i to właśnie dzięki niemu zabieramy Was w testowy lot pod dowództwem kapitana Vlaady Chvátila.

Istotny rozrost gatunku gier kooperacyjnych na przestrzeni ostatnich kilku lat, objawia się nie tylko liczbą tytułów, lecz również coraz ciekawszymi wariacjami na temat formy samej współpracy. Mamy więc grupę najszerszą – standardowe coopy, gdzie w kolejnych turach dążymy do określonego celu. Ta reprezentowana jest przez pełne spektrum planszówek, karcianek i gier kościanych – od Eldritch Horror, przez Władcę Pierścieni LCG, a – na recenzowanym niedawno – Lekarstwie kończąc. Dla fanów knucia i spisków projektanci tworzą pozycje z motywem ukrytego zdrajcy (przykład najświeższy to Martwa Zima), zaś miłośnicy bezpośredniej konfrontacji mogą zdecydować się na tytuły pół-kooperacyjne, gdzie wspólnie mierzą się z jednym przeciwnikiem (Descent, Imperium Atakuje, Drakula).

Ostatnią z grup, wydzieloną tu ze względu na specyfikę przebiegu rozgrywki, są gry toczone w czasie rzeczywistym, gdzie prócz wymogu współpracy musimy mierzyć się z presją upływającego czasu. Na naszym blogu mieliście już okazję czytać recenzję Ucieczki ze świątyni zagłady, pozycji wpisującej się w ten nurt. O ile jednak tamta, sporo oddawała w ręce losu i związanych z nim kośćmi, tak Space Alert jest grą, w której ścisła koordynacja działań stanowi jedyną możliwą drogę do zwycięstwa.

Czeska misja kosmiczna

Grom Vlady Chvatila nie sposób odmówić klimatu – zarówno tego wpisanego w mechanizmy, jak również wylewającego się ze stron instrukcji. Wystarczy zaledwie jedna misja testowa, by przekonać się, że Space Alert nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Oto my – załoga kosmicznych odkrywców na pokładzie statku badawczego należącego do sławnej firmy Wyzysk i Spółka. Zadaniem statku i centralnego komputera jest zebranie niezbędnych danych, do nas zaś należy zadbanie o to, by 10 minutowy skan nieznanych zakątków galaktyki odbył się z jak najmniejszym szwankiem dla sprzętu i załogi.

Wspomniane 10 minut przed skokiem to faza planowania. Czas ten jest dla nas najważniejszą częścią każdej partii – to właśnie w tym momencie podejmowane są wszystkie decyzje. Planowanie polega na układaniu sekwencji działań z otrzymanych podczas przygotowania, losowych kart. Sekwencje te – wraz z zakończeniem 10 minutowych przygotowań – zostaną równocześnie rozegrane, zatem bardzo istotne jest, by gracze odpowiednio skoordynowali swoje decyzje. W innym przypadku może okazać się, że kolega kanonier strzela z dział bez zasilania, gdyż inżynier mający podać napięcie utknął na mostku, z którego właśnie odjechała winda zajmowana przez nawigatora …. Planowanie ruchów przypomina nieco leciwą już grę Robo Rally lub być może bliższe Wam – z racji świeżości i tekstu na naszym blogu – Lords of Xidit. Tu również nasi towarzysze nie wiedzą do końca jakie ruchy wykonamy, ponieważ karty umieszczane na panelach sygnalizują jedynie o typie akcji (ruch/działanie), nie zaś jej konkretnym rodzaju.

Planowanie być może nie byłoby tak stresujące, gdyby nie rzeczony komputer pokładowy. Wybierając misję włączamy bowiem odpowiedni podkład dźwiękowy z dołączonej do pudełka płyty CD. Wraz z rozpoczęciem partii z głośników zacznie się zatem sączyć nieco zmechanizowany, kobiecy głos, informujący nas o niebezpieczeństwach i problemach poszczególnych sekcji statku. Od kosmicznych piratów do awarii systemu komunikacji, która – a jakże – zabroni nam porozumienia się. Jak klimat to klimat!

Następująca po planowaniu faza rozstrzygania jest emocjonującą, ale jednak formalnością. Figurki dzielnych odkrywców biegają po statku zgodnie z wydanymi rozkazami, a my śledźmy poprawność kolejności wykonywanych czynności. Jeżeli wszystko się zgadza, nikt nie pomylił drogi, a poszczególne części statku nie otrzymały w wyniku naszych działań więcej niż sześciu uszkodzeń – misja kończy się sukcesem. Zostaje nam podliczyć punkty, w końcu każdy lubi bić własne rekordy.

Regulamin werbunku – czyli garść informacji dla zainteresowanych

Od lat wiadomo, że służba pod kapitanem Chvatilem nie każdemu przypada do gustu. To dowódca specyficzny, którego zasady można pokochać lub znienawidzić już przy pierwszym kontakcie. Nie inaczej jest z udziałem w programie Space Alert, zatem nim wejdziecie na pokład, pamiętajcie o kilku podstawowych zasadach, które tam obowiązują.

  • „współpracuj lub cierp” – komputer pokładowy nie wybacza błędów. Jedna pomyłka może zaważyć na sukcesie misji, zatem jeżeli pragniecie doświadczyć ścisłej współpracy i koncentracji na najwyższym możliwym poziomie – zapraszamy do załogi.
  • „nie licz na szczęście”odbyte loty nauczyły nas, że jeżeli coś może pójść źle to najpewniej pójdzie. Nic tu nie jest zależne od szczęścia. Wyłącznie nasze wspólne decyzje kreują wynik partii, zatem jeśli lubisz bawić się w szacowanie ryzyka wracaj do swojej galaktycznej ciężarówki, to nie miejsce dla byle kuriera.
  • „nie podskakuj kapitanowi” – na statku każdy zna swoje miejsce. Żółtodziób powinien trzymać się planu, a jeżeli uważa że wyłącznie wiedza wyniesiona z instrukcji i szkoleń da mu pełnię głosu – jest w błędzie. Tu liczy się doświadczenie!
  • „nie patrz na zegarek, nie ma czasu”na przygotowanie mamy 10 minut, 600 sekund i ni jednej więcej. W tym czasie każdy powinien zaplanować działania, dokładnie przysłuchać się komunikatom, a pomiędzy tym wszystkim studiować informacje „wyświetlane” na kartach. Nie potrafisz działać pod presją? To nie miejsce dla Ciebie.
  • „skompletuj załogꔿyjemy we wspaniałych czasach, technologia mknie do przodu, ale mimo wszystko – kiedy ważą się losy misji – musisz mieć pod ręką prawdziwych towarzyszy, a nie kupę „inteligentnego” złomu. Bez kompletnej, ludzkiej załogi, daruj sobie lot.
  • „odwiedzaj stare szlaki”uważasz, ze 10 minutowy skan da Ci pełnię informacji? Że podjecie się zlecenia ponownie, nie wniesie nic nowego do okrętowej bazy danych? Ponownie jesteś w błędzie! Kosmosu nie da się przeliczyć, nigdy nie wiesz co napotkasz na swojej drodze po drugiej stronie tunelu czasoprzestrzennego.

Kosmos oczami Stanisława Lema

Recenzowana gra dzieli uniwersum z innym tytułem czeskiego projektanta – „Ciężarówką przez galaktykę”, lecz poza oczywistą bliskością tematu mamy tu również do czynienia z bardzo podobną stylistyką i analogicznie solidnym wykonaniem. Na pierwszy plan wysuwa się jak zwykle genialna instrukcja, która bogato upstrzona wstawkami fabularnymi, z typowym dla autora humorem, jasno tłumaczy wszelkie zawiłości zasad.

Pozostałe elementy, a w tym karty, planszę oraz żetony utrzymano w charakterystycznym dla świata klimacie humorystycznego retro sci-fi. Pełno tu zatem znanych miłośnikom kuriera spiralnych działek laserowych oraz tarcz energetycznych. Nie jest to może szczyt planszowej estetyki, znany z gier FFG, lecz nie sposób odmówić Space Alertowi specyficznego uroku.

Najsłabszym ogniwem zestawu są elementy plastikowe, a w szczególności walce służące za beczki paliwa oraz znacznik rundy. Te, w ferworze misji, mają tendencję do przewracania się, co jak nie trudno się domyśleć, nie ułatwia i tak trudnego zadania. Również figurki pilotów oraz androidów nie prezentują się zbyt okazale, przywodząc na myśl wyobrażenia kosmicznych podróży rodem z PRLu. Wszystko to jednak można podciągnąć po wspomniany już klimat retro, bliski „Dziennikom gwiazdowym” autorstwa Stanisława Lema.

Kooperacja na kosmicznym poziomie

Space Alert jest naprawdę świetną grą … szkoda tylko, że 10 minut unikalnych w planszówkowym świecie emocji obwarowano tak wieloma, często trudnymi do spełnienia warunkami. Nie przypominam sobie innego tytułu, który tak silnie wymagałby graczy o równym poziomie wtajemniczenia. Innymi słowy, jeżeli nie grywasz regularnie, w tym samym towarzystwie zapomnij o równych szansach przy stole. I nie twierdzę, że istnieje tu „problem lidera”, ba w sytuacjach krytycznych „lider” jest osobą pożądaną, należy jednak odróżnić okresowe konsultacje decyzji z kapitanem – przy pełnej świadomości ich konsekwencji od działania pod dyktando bardziej doświadczonego gracza. Dodając do tego wymagania przedstawione wyżej – w formie humorystycznych wstawek – możemy nakreślić cechy grupy docelowej, którą tytuł ten powinien w pełni zadowolić. Jeżeli zatem grywacie regularnie w tym samym 4-5 osobowym gronie, macie mocne nerwy i potraficie działać pod presją, a wpisany w zasady dowódca (nie „lider”)  nie stanowi dla Was problemu – powinniście rozważyć zaokrętowanie się chociaż na kilka testowych lotów. Bardzo możliwe, że Space Alert odkryje przed Wami zupełnie nowe, nieznane oblicze planszówkowego wszechświata.

  • WYKONANIE: 7/10

    + świetnie napisana instrukcja

    + solidne elementy kartonowe

    + profesjonalnie przygotowana polska ścieżka dźwiękowa

    +/- grafiki w stylu retro

    – plastikowe figurki, które nie każdemu przypadną do gustu

    – nieporęczne plastikowo walce

  • MECHANIKA: 8/10

    + klimat rodem z pokładu krążownika Enterprise

    + krótka i ekstremalnie emocjonująca rozgrywka

    + zróżnicowane misje

    + wysoka regrywalność

    +/- wymaga ścisłej współpracy

    +/- wymaga stałej grupy graczy

    +/- funkcja lidera wpisana w zasady

    +/- niemal zerowa losowość

    – gra działa sensownie wyłącznie w wariancie 4 i 5 osobowym, w duecie czar współpracy ulatuj

  • OCENA: 8-/10

    Jeżeli w dzieciństwie marzyliście, by – wespół z dzielną załogą – zająć miejsca na mostku statku kosmicznego, stawiając czoła przeciwnościom kryjącym się w niezbadanej przestrzeni – Space Alert da Wam taką właśnie możliwość… O ile poświęcicie mu wystarczająco dużo wspólnego czasu i cierpliwości, pozwalając wynieść się na wyżyny planszówkowej kooperacji.

Dziękujemy sklepowi REBEL.pl za przekazanie polskiej edycji gry do recenzji.