Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie – Zielona wyspa gier kooperacyjnych

29 X
Sterta połamanych desek, kilka skrzyń zapasów i sprzętu, płótno żaglowe – tyle zostało z naszej ukochanej Nocnej bryzy – miejmy nadzieję, że konwój kupiecki niebawem minie ten archipelag…
Wszystko stało się tak, szybko – można powiedzieć, że Bryza pokonała zbyt wiele sztormów, a może to nasz cieśla nie przykładał się do swojej roboty? Dość jednak domysłów – musimy zacząć działać. Po pierwszym rekonesansie wyspa wydaje się być dziewicza, jak sądzę nietknięta stopą białego człowieka. Opodal plaży odnaleźliśmy niewielką jaskinię – na jakiś czas da nam osłonę przed kaprysami matki Ziemi.
Od jutra zacznę przeszukiwać plażę – być może ktoś jeszcze ocalał?

Pamiętam, kiedy w okolicach podstawówki po raz pierwszy zetknąłem się z powieściami Juliusza Verne’a – to było coś! Przygoda, barwne postacie – ciągłe zwroty akcji. Zakochałem się w literaturze przygodowej – była czymś zupełnie innym od często nudnych, skostniałych „dzieł” serwowanych nam w paśmie tzw. lektur obowiązkowych.
Jakież było moje zaskoczenie, gdy po kolejnej perle literatury polskiej, przyszło mi zagłębić się w „Przypadkach Robinsona Crusoe”. Lekturze szkolnej, która okazała się tak fascynująca, jak poznane wcześniej książki Verne’a, Szklarskiego, czy Kiplinga.
Wspomnienia tamtych lat ożyły, gdy niespełna dwa lata temu Portal ogłosił wydanie gry kooperacyjnej, opartej na książce Defoe i szeroko pojętej literaturze podróżniczo-przygodowej.
Kilka miesięcy później okazało się, że planszowy Robinson jest dla gier kooperacyjnych tym, czym jego książkowy odpowiednik był dla czytanych przeze mnie lektur obowiązkowych.

Dzień z życia rozbitka

13 XI
Podstawowe racje skończyły się w ciągu pierwszych 3 dni. mamy jeszcze nieco solonego mięsa i sucharów, zachowanych na czarną godzinę. Staramy się polować, by w miarę możliwości zaspokajać głód świeżymi posiłkami. Wyspa okazałą się umiarkowanie niegościnna i chodź z oporem, to poddaje się naszej woli. Nie jest to życie, do którego przywykliśmy – my, stare okrętowe wygi, lecz jesteśmy przekonani, że wciąż jeszcze może być gorzej. Ta myśl przeraża nas, a zarazem podnosi na duchu.
[…]
Dzisiejszego dnia inicjatywę przejął Edwin. Nasze zapasy drewna topnieją z dnia na dzień, toteż postanowiliśmy porąbać stary maszt. Wedle moich obliczeń – poczynionych na podstawie obserwacji tutejszego nieba – konwój będzie przepływał w tej okolicy za około 2 tygodnie. Jeżeli uda się nam przeżyć – będziemy przygotowani.
Nie złamie nas wichura, wiecznie niszczona palisada, czy pomruki dochodzące co wieczór z głębi puszczy – musimy być zdeterminowani, w innym wypadku możemy już teraz kopać sobie groby w rozgrzanym piasku.

Zasiadając do partii Robinsona należy pamiętać, że o wygranej decyduje tu scisła współpraca, gdyż tytuł ten jest grą kooperacyjną (rozgrywka polega na wspólnym dążeniu do określonego wcześniej celu, pokonując po drodze przeciwności serwowane przez grę, wygrana lub porażka dotyczy całej drużyny). Częstokroć podstawową wadą tego typu gier jest monotonia w czasie rozgrywki i powtarzalność kolejnych partii. Autorzy bronią się przed tym w najróżniejszy sposób, najczęściej sięgając po element losu, lecz i on nie zawsze się sprawdza, gdyż użyty w nadmiarze może spłycić mechanikę. Ignacy Trzewiczek poradził sobie z tym problemem w sposób najlepszy z możliwych – aplikując nie tylko losowość w obrębie partii – która jednak jest uzasadniona i możliwa do częściowego opanowania – lecz również tak projektując zasady główne, by z łatwością podlegały mniejszym lub większym modyfikacjom. Robinson jest zatem grą kooperacyjną opierającą się na scenariuszach, z których każdy niesie ze sobą unikalną historię i dodatkowe zasady. Mamy klasycznych rozbitków uciekających z bezludnej wyspy, przygodę w stylu Indiany Jonesa, walkę z czasem w celu uratowania damy w opresji, niebezpieczną przygodę pełną wygłodniałych kanibali, scenariusz rodem z „Rodziny Robinsonów”, a nawet egzorcyzmy i łapanie King Konga. Jest w czym wybierać, a to tylko scenariusze zawarte w pudełku z grą – o pozostałych, przygotowanych przez wydawcę i fanów wspomnę niżej.

Sami widzicie, że Robinson oferuje spory wachlarz zróżnicowanych przygód, by je przeżyć trzeba jednak wpierw poznać ogólne założenia rozgrywki. Załóżmy, że plansza jest już przygotowana, scenariusz wybrany, a wy zasiadacie do pierwszej partii …

Wyobraźcie sobie, że oto jako grupa rozbitków trafiacie na bezludną wyspę. Niech każdy z Was wybierze postać, której wysiłkami będzie kierował. Jest Cieśla – fachowiec w mig budujący coś z niczego, Kucharz – wprawiony długimi rejsami potrafi napełnić brzuchy czymkolwiek i rozweselić długie noce, Odkrywca – dla niego nawet najbardziej dziewicza wyspa jest, jak własne podwórko, oraz Żołnierz – zdyscyplinowany i gotowy bronić kompanów przed niebezpieczeństwem.

Zdecydowawszy, losami którego z rozbitków pokierujecie – rozpoczynacie rozgrywkę.
Wszystkie rundy zaczynają się porankiem, który nieczęsto niesie ze sobą dobre nowiny, a to za sprawa dobieranych kart wydarzeń. Może to być zbliżająca się wichura, dzika bestia zaobserwowana opodal obozu lub osuniecie gruntu po obfitych opadach. Wydarzenie zmusza nas do realizacji pewnych natychmiastowych efektów, a następnie trafia na planszę, gdzie dwupolowy tor określa kiedy jego dalsze skutki wejdą w życie. Na szczęście nie jesteśmy skazani na niepowodzenie, gdyż jeśli tylko się postaramy, unikniemy przykrych konsekwencji. Rozpatrzywszy wstępną część dobranego wydarzenia sprawdzamy stan determinacji naszych rozbitków. Ta w zależności od sytuacji na wyspie może być dodatnia lub ujemna, co skutkuje otrzymaniem odpowiednich żetonów lub wręcz przeciwnie – ich zwrotem. Żetony determinacji pozwalają na korzystanie z specjalnych umiejętności postaci, które to nie raz uratują nam skórę, naginając podstawowe zasady gry. Jest to zatem niezwykle cenny „surowiec” toteż należy dbać, by nasi bohaterowie nie podupadali zbytnio na duchu.
Odpowiednio zmotywowani zbieramy drewno i pożywienie z najbliższej okolicy, pobierając zasoby odpowiednie dla kafelka wyspy, na jakim rozbiliśmy obóz, którym początkowo będzie plaża. Zorientowani w aktualnej sytuacji, zdeterminowani do działania zasiadamy, by zaplanować kolejny dzień na wyspie. To właśnie ta faza jest sercem rozgrywki i to tu staniemy przed podstawowymi dylematami.

Czas, surowce i determinacja – to trzy podstawowe zasoby, którymi przyjdzie nam operować w Robinsonie. Wszystkie postacie dysponują dwoma pionami akcji – każdy z nich wyraża czas, jaki gracz poświęca na wykonanie pewnej czynności. Podejmując się jej z wykorzystaniem tylko jednego pionu ryzykujemy rzut kością, gdzie – w zależności od typu działania – z różnym prawdopodobieństwem czeka nas kombinacja trzech z pośród następujących wyników: sukcesu, porażki, dodatkowej determinacji, przygody lub rany, jeżeli zaś zdecydujemy się wykonać akcję dwoma pionami (sami lub z innym graczem) – wtedy to dokładność włożona w działanie da nam gwarantowany, bezpieczny sukces. Oczywiście prócz czasu często będziemy zmuszeni zainwestować w akcję zebrane zasoby lub wspomóc się charakterystycznymi dla naszej postaci zdolnościami. Wszystko to nie byłoby tak trudne i w gruncie żeby nie wymagałoby wiele pomyślunku gdyby nie fakt, że pionków mamy kilka o do załatwienia całą masę spraw!

Możemy starać się zapobiec konsekwencjom wynikającym z działania karty wydarzenia (z tej lub zeszłej rundy), polować na dzikie bestie w poszukiwaniu skór i pożywienia, zbierać surowce na odkrytych dotąd terenach wyspy, odkrywać nowe w poszukiwaniu przydatnych drobiazgów i nowych źródeł zasobów, regenerować siły, porządkować obóz obmyślając plan kolejnego dnia oraz BUDOWAĆ. Ostatniej ze wspomnianych akcji należy się nieco więcej miejsca, gdyż to właśnie dzięki budowaniu życie na wyspie stanie się dla nas nieco łatwiejsze.
Rozpoczynając grę mamy do dyspozycji tylko to co da nam plaża, lecz odkrywając kolejne treny – góry, rzeki, równiny wpadamy na nowe pomysły, które sygnalizowane są na planszy odpowiednimi kartami. Wystarczy poświęcić nieco czasu, by taki pomysł wcielić w życie! Dotarłszy w góry nazbieramy krzemieni, by później móc krzesać ogień, na równinach znajdziemy trawy, które po osuszeniu posłużą na kosze itd. Budowaniu warto poświecić się również w obozie, gdzie wznosząc dach oraz palisadę obronimy się przed pogodą i czającymi się w dziczy bestiami. Możliwości jest tak wiele, jedynie wspomniany czas ucieka nieubłaganie.

Jak bardzo byśmy się nie starali, kolejny dzień dobiega końca – wracamy do obozu, by podzielić się z pozostałymi tym, wieściami o tym co udało się nam naprawić/wykonać/upolować/odkryć/nazbierać. W cieplejsze dni wystarczy  jedzenie, lecz z czasem przyjdą deszcze, przed którymi uchroni nas tylko solidny dach lub jaskinia,  zaś w najgorszym wypadku anomalie pogodowe sprowadzą na wyspę śnieg, co zmusi nas do zużycia kolejnych zapasów drewna… Sztormy będą szarpały naszą palisadą, dzikie zwierzęta przestaną się bać obcych, a magazynowane owoce w końcu zgniją. Życie na przeklętej wyspie to nie bajka – z tą myślą kładziecie się spać, a znacznik rundy – obecny na karcie scenariusza –  przesuwa się na kolejne pole, odliczając czas pozostały do końca przygody.

Przyznacie, że wygląda to zachęcająco? A przecież to tylko szkielet podstawowych zasad i dostępnych akcji. Dodajmy do tego wyjątkowe reguły i cele poszczególnych przygód, skarby które czasami uda się nam zdobyć, karty przygód losowane przy rzutach kością, a wśród nich wszelkiego rodzaju urazy, choroby, przeklęte cmentarze – słowem kolejne atrakcje tajemniczej wyspy. Do tego gra oferuje liczne warianty reguł, w tym ułatwienia w postaci Piętaszka i wiernego Psa (na zasadzie pionów-pomocników) oraz wariant solo.
Wszystko to wręcz kipi przygodowym klimatem, od strony zasad zachowując zręby europejskiego rodowodu.
Połączenie idealne? Dla mnie zdecydowanie tak!

Wspomniawszy wyżej o zasadach muszę podkreślić, że mimo całej ich obszerności – która bierze się raczej z wielości przykładów – są niezwykle intuicyjne i naprawdę łatwo zapadają w pamięć. Zapomnijcie o katordze w stylu Horroru w Arkham – gdzie drobiazgowe regułki wciąż zatruwają mi kolejne partie. Tutaj zasady szczegółowe znajdziecie na karcie konkretnego scenariusza, zaś cała reszta – to jest główny trzon mechaniki – dąży w kierunku ujednolicenia i standaryzacji, przywodząc na myśl gry w stylu europejskim. Gdyby jednak – mimo wszystko – pojawiły się problemy w zrozumieniu – na pomoc przychodzi ilustrowany przykład rundy oraz liczne objaśnienia w treści instrukcji.

Wyspa skarbów

18 XI
Dzisiejszy dzień okazał się dla nas łaskawy. Jane wróciła do obozu ciągnąc za sobą niewielką skrzynkę. Złocone okucia kiedyś pewnie przyprawiłyby mnie o szybsze bicie serca, lecz dziś liczyłem jedynie, by zawartość okazała się być czymś innym, niż kolejnym zaginionym skarbem. Zasiedliśmy przy palenisku wzniesionym z ociosanych kamieni, by wspólnie przejrzeć zawartość kuferka. Kłódka okazała się przerdzewiała na tyle, by Edwin z łatwością rozłupał ją prowizorycznym młotkiem. Unosząc wieko wstrzymaliśmy oddech – każdy z nas liczył na coś dla siebie, choć przecież utknęliśmy tu razem. Oddałbym wszystko za dobrą książę – już teraz muszę pisać oszczędnie – powoli rozglądając się za materiałami, które umożliwią mi to w dalszej przyszłości.
Wewnątrz było zupełnie sucho – już sama skrzynia będzie dla nas nie małym pożytkiem – wśród złotych pamiątek znaleźliśmy sprawną lunetę, kompas oraz zwitek pergaminu. Po policzkach popłynęły nam łzy …

Otwierając pudełko Robinsona w edycji Gra Roku, można poczuć się jak pirat, który wróciwszy z kolejnej łupieżczej wyprawy, uchyla wieko skrzyni pełnej skarbów lub podróżnik podziwiający panoramę nieznanego lądu. Zarówno od strony jakości materiałów, jak i oprawy graficznej Robinson prezentuje poziom światowy. Kolory są żywe i dobrane odpowiednio do prezentowanej treści, zaś sam projekt ilustracji planszy i kart to prawdziwa tematyczna bomba.

Setki solidnych kart, dwustronne arkusze postaci na grubej tekturze, trzy woreczki drewnianych elementów – w tym przygotowane specjalnie dla tej gry znaczniki zasobów, arkusz naklejek z wizerunkami postaci, sztywne arkusze scenariuszy oraz pomocy gracza, plansza, 12 specjalnych kości, gruba bogato zilustrowana instrukcja i cała góra żetonów. Czego bym tu jednak nie napisał i tak liczbę oraz jakość wymienionych elementów najlepiej prezentują zdjęcia, do których przejrzenia zachęcam.

Z lotu ptaka

 ?? X
Kolejny dzień, muszę ograniczyć notatki do jednej na miesiąc – dokładniejsza rachuba czasu umknęła nam pośród niekończącego się oczekiwania.
Obóz rozrasta się, udomowiliśmy kilka kóz, a nawet dzikiego psa. To nie łatwe życie, lecz co innego nam pozostało. Jesteśmy tu już drugi rok – tak przynajmniej wynika z mojej rachuby. Doświadczyliśmy załamań pogody, przeziębień, które omal nas nie zabiły i ataków zwierzyny zawziętej i dzikiej. Mimo to żyjemy – na przekór wszystkiemu pniemy się w górę, wnosząc w dzicz zalążek cywilizacji. Jeżeli ktoś przybędzie tu po nas, jeżeli będzie przemierzał te same dziewicze łąki i góry – zauważy ślady kilku śmiałków, którzy przetarli mu szlak.

Od premiery pierwszej edycji, Robinson nieprzerwanie cieszy się popularnością i uznaniem wśród graczy. Kolejne nakłady znikają, a Portal z każdym miesiącem rozszerza dostępność edycji zlokalizowanych o kolejne obszary. Można śmiało powiedzieć, że aktualne Opus Magnum Ignacego odniosło globalny sukces, o czym świadczą między innymi tysiące pozytywnych ocen na bgg (w tym przeważająca liczba to te z przedziału 8-10), 15 nominacji i nagród przyznanych przez serwisy branżowe z całego świat oraz zaszczytne miejsca 2 najlepszej gry tematycznej oraz 13 najlepszej gry w rankingu ogólnym BGG (największego na świecie serwisu o grach planszowych)!

Przyznam, iż taka sytuacja zupełnie mnie nie dziwi, gdyż w dwa lata po premierze Robinson nadal jest grą żywą i rozwijaną. Od strony wydawcy otrzymaliśmy dotychczas całą masę materiałów dodatkowych, a w tym nowe scenariusze, mini rozszerzenia, karty promo, naklejki na piony (nim zostały elementem standardowego wydania), czyste arkusze postaci, kart i scenariuszy – z powadzeniem zachęcające fanów do własnej twórczości, a całkiem niedawno również kolejną, grywalną postać – Marynarza.

Prócz wyżej wymienionych, nie sposób nie wspomnieć, że już rok po premierze Robinson doczekał się pierwszego dużego dodatku. Wyprawa H.M.S. Beagle zebrała bardzo pozytywne recenzje, w których chwalono między innymi  idealne oddanie klimatu podróży Darwina oraz niezmiennie świetne wykonanie. W tym miejscu zapraszam do zapoznania się moją recenzją, gdzie szczegółowo opisuję wszystkie zmiany, jakie niesie ze sobą opisywane rozszerzenie.

Podsumowanie

13 XI
Kilka dni temu do pobliskiej zatoki zwinął niewielki okręt. Przywitałem załogę, jak gdyby to moja własna rodzina odwiedziła mnie po długiej nieobecności … Słowa te piszę we włąsnej kajucie, nowym piórem na czystej karcie. Mimo niepowodzeń i dni pełnych rozpaczy, mam zamiar wrócić na wyspę z kolejną wyprawą. Jej dziewicze piękno stanowi niesamowity przykład natury w swej najdzikszej postaci, kryjąc zarazem dziesiątki nierozwiązanych jeszcze tajemnic. Tymczasem kończę ów rozdział mego życia, spoglądając ku niknącemu na horyzoncie „domowi”.

Zdanie o Robinsonie wyrobiłem sobie w miesiąc po zakupie – przetrwało do premiery dodatku, a dziś w niezmienionej formie wyrażam je recenzując edycję jubileuszową. Patrząc na liczbę wydawanych rokrocznie gier to nie małe osiągnięcie. Bywa, że dawne hity blakną w świetle nowych, giną w głębi szafy, trafiają na sprzedaż. Robinson przetrwał. Co więcej jako jedna z zaledwie pięciu innych gier na mojej liście BGG otrzymał i nieprzerwanie zachowuje notę 10/10, którą i w tej recenzji wystawiam.

Robinson jest grą przygodową na jaką czekałem od dawna, a zarazem jednym z niewielu koopów, który podobał mi się zarówno od strony mechaniki, jak i tematu.
Od wykonania, przez liczne, lecz łatwe do przyswojenia zasady, masę regrywalnośći, a na klimacie poszczególnych scenariuszy kończąc jest to gra kompletna i dopracowana. Jeżeli dotychczas nie mieliście okazji zagrać w Robinsona, najnowsza edycja jest idealnym momentem, by naprawić ten błąd.

Dziękujemy wydawnictwu Portal za przekazanie egzemplarza nowej edycji gry do recenzji.

Powyższa recenzja dotyczy gry w najnowszym wydaniu „Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie (Edycja Gra Roku)”. Wszystkie zmiany w stosunku do poprzednich wydań zostały odnotowane na stronie wydawcy.

  • Marco

    Szkoda tylko, że Portal jak zwykle wydał nie do końca pełną grę na początku (nie wspomnę już o wersji beta co się nazywała 51 Stan, a dopiero Nowa Era była pełną, poprawną grą, bo to już naprawdę mega-kpina była), po to by chwilę później w wersji tzw. jubileuszowej dołożyć to co wcześniej sami musieliśmy sobie wydrukować, pokleić itd. A pieniądze wydane takie same :(

    Inna rzecz, że nie wyrażę słowem nawet jak mocno zabolało mnie to iż Imperial Settlers jest najpierw promowane na zachodzie (nawet filmik w języku angielskim) a nie w kraju.
    Ja rozumiem, że w USA większy rynek i prędzej czy później każdy za kasę się sprzeda, ale cholera, tu też są fani dzieł Ignacego i Portalu. A fuj.
    (A Witcher?? Choć, to może jeszcze wyjdzie grze na dobre. FFG, ma dobrą renomę (i złą jeśli chodzi o dodatki i wyciąganie kasy, wydawanie niepełnych gier itd.) no i graficy są jednymi z lepszych… tyle, że podobnie jak nasi, polscy.
    Ale co tam, nasi tradycyjnie olani i zapomniani)

    • Film do Osadników będzie w języku polskim, a wersję angielską opublikowaliśmy wcześniej (ZnadPlanszy.pl) na naszą prośbę. Premiera Osadników w PL będzie prawdopodobnie w tym samym czasie co angielska (sierpień), może z leką różnica +/-. A co do Witchera, to nie wydaje go Portal Games.
      Proponuję nie nakręcać się bez powodu. Gry mają bawić.

    • pelnaparaZnadPlanszy

      Recenzja dotyczy nowego wydania gry Robinson i byłoby miło, gdyby również twoje komentarze wpisywały się w ten temat. Do ogólnej dyskusji polecam http://www.gry-planszowe.pl/.

    • vojtasass

      Nie zawsze można wydać grę tak, jak by się chciało. Nie zawsze są na to pieniądze i czas. Z każdym rokiem nabiera się również doświadczenia, wymyśla nowe patenty, podpatruje dokonania fanów i konkurencji. Niemniej Portal wyszedł naprzeciw posiadaczom wcześniejszych wydań – udostępniono wiele z powyższych uaktualnień w formie plików do samodzielnego wydrukowania i/lub minidodatków, które za 5-10 zł można kupić w sklepie internetowym czy na konwentach. Powinieneś się cieszyć, że Portal wykazuje wiele empatii względem klientów i ciągle się uczy.

      „Każdy za kasę się sprzeda” – nie chcę deptać Twoich złudzeń, ale Portal i jego planszówki to biznes, a nie działalność charytatywna. Sprzedają wszędzie tam, gdzie mogą, i na taką skalę, na jaką to koniecznie by odnieść sukces. A sukces to nie tylko dobra gra, ale też dobre wyniki finansowe. Argument „sprzedali się!” jest absurdalny – od lat się sprzedają w Polsce i na świecie. Poza tym jakoś nie zauważasz, że Portal zmienił swoją politykę i zaczął wydawać gry z całkowicie spolszczonymi tytułami. Stronghold – gdyby wyszedł dzisiaj – nazywałby się Twierdza. Ale wracając do tematu: premiera Osadników będzie w sierpniu, więc w czym problem?

      Wiedźmin jest wydawany w Polsce przez CD Projekt RED i to on – a nie FFG – decyduje, co z planszową marką będzie się działo. Z tego, co wiem, polska i zagraniczna edycja wyjdzie jednocześnie na jesień, więc o co w ogóle chodzi?

    • Adam Kobylinski

      Marco daj spokój,
      nowe scenariusze do Robinsona powstają cały czas, prawdopodobnie jest to proces powolny i nie da się określić, kiedy wpadnie się na następny dobry pomysł. Pomysły z naklejkami i kartami cech postaci też pewnie nie były od razu, więc nie ma co się nakręcać. Nowa Era jest udoskonaloną wersją 51. Stanu, ale są tacy, którzy twierdzą, że w 51 grało się lepiej i nie widzą potrzeby udoskonalania tej gry. Więc tutaj ponownie nie widzę powodu, aby wietrzyć spisek i nazywać 51 półproduktem.
      Swoją drogą, prawie uroniłem łzę nad Twoim bólem wobec promocji Settlersów w pierwszej kolejności na rynku zachodnim. A to, że Imperial Settlers wydani są najpierw na rynek amerykański… nie jest to chyba żaden cios w polskich graczy, bo ci i tak grę po polsku dostaną tyle, że dwa-trzy miesiące później. A do tego czasu mamy możliwość grać w inne dobre gry… niekoniecznie od Portalu.

      • To nie są 2 – 3 miesiące później – z tego co Trzewik mówi to raczej 2-3 tygodnie później (jak nie szybciej).

        • pelnaparaZnadPlanszy

          Zgadza się – zgodnie z informacjami podanymi na Portalkonie – polska premiera ma ma odbyć się równo lub niedługo po amerykańskiej. Wszystko zależy od drukarni, która w okresie przedessenowym jest mocno obłożona.

        • madeusz

          No to tym bardziej nie rozumiem biadolenia :)

  • Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #383 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()

  • Pingback: RECENZJA: Pełną parą! | Portal Games()

  • Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #387 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()

  • Pingback: Pełną parą | Świąteczny poradnik prezentowy PełnejPary ZnadPlanszy.pl()

  • Agalaura
    • pelnaparaZnadPlanszy

      Grunt to fachowa i wyczerpująca rada ;)