Robinson Crusoe: Wyprawa H.M.S. Beagle – ewolucja w dobrym kierunku

Porywisty wiatr targał żagle statku, Charles niespokojnie przechadzał się po pokładzie raz po raz wyglądając upragnionego lądu. Wypchaną notatkami teczkę dzierżył niczym żołnierz pełniący wartę przed pałacem jego Królewskiej Mości, co akurat nie było porównaniem dalekim od prawdy – w rękach przyrodnika to nauka stanowią najsilniejszy oręż.
– Ziemia! – nad głowami zabrzmiał donośny okrzyk.
Darwin przycisnął notatnik do piersi i w zadumie udał się do kajuty.

Kto czytywał moje wcześniejsze teksty – ten wie, że w grach bardzo cenię sobie należycie oddany klimat.
Klimat, który wynika przede wszystkim z odpowiednio skonstruowanych zasad, a dopiero w dalszej kolejności z opisów fabularnych i podobnych temu ornamentów. Kwestię tę wypadało przypomnieć, gdyż Robinson to bez wątpienia gra, która powyższy schemat w pełni realizuje; dlatego też zajmuje i pewnie jeszcze długo zajmować będzie, miejsce w moim ścisłym top 3 gier o silnie zarysowanym temacie.

Robinsona znam jak własną kieszeń, o czym pisałem niedawno w krótkim felietonie – mimo wszystko jest to gra, do której wciąż zasiadam z przyjemnością i której n-te tłumaczenie nowicjuszom nie budzi we mnie uczucia znużenia. Trudno się dziwić, że zapowiedziany dodatek stanowił u mnie jeden z najważniejszych punktów w programie tegorocznych premier „około essenowych”.

Dziś, gdy udało się nam bezpiecznie zawinąć do macierzystego portu, mogę podzielić się z Wami naszymi wrażeniami z wyprawy.
Okazja to nie byle jaka, bo przecież to właśnie dziś przypada 154 rocznica wydania najważniejszego z dzieł Karola Darwina – O powstawaniu gatunków.

Z wizytą w ładowni

Z dodatkami do gier bywa baaardzo różnie. Zdarzają się pudełka małe, a po brzegi wypchane zawartością, lecz bywa również tak, że głównym elementem dodatkowym, oferowanym przez wydawcę okazuje się powietrze o zapachu farby drukarskiej.

Jak jest w przypadku Wyprawy? Spójrzcie na zdjęcia.

Jak sami widzicie najnowszy dodatek od wydawnictwa Portal to pod względem zawartości i wykonania kawał świetnej roboty. Oko przykuwa przede wszystkim szata graficzna – na każdym kroku starająca się (z powodzeniem) oddać poruszany temat.
W pudełku wypchanym zawartością znajdziemy dziesiątki nowych kart i żetonów, drewniany stateczek, kość, nową grywalną postać – Misjonarkę/Misjonarza, dwie tekturowe plansze statku, oraz kartę postaci samego Darwina. Od strony jakości wydania, dodatek trzyma poziom drugiej edycji – tektura jest solidna, żetony chyba najlepsze, jakie w grach Portalu widziałem, instrukcję zaś wydrukowano na przyjemnym w dotyku papierze.

Rozłożywszy wszystkie elementy dodatek prezentuje się nadzwyczaj okazale, już na pierwszy rzut oka liczba różnych typów kart i żetonów wskazuje na to, iż nie jest to urozmaicenie banalne.

Lektura instrukcji utwierdza w tym przekonaniu.

 Rozwijamy żagle

Wiecie już, że w kwestii technicznej dodatek oferuje wszystko, czego można od tego typu produktu wymagać – czas zatem przyjrzeć się temu, co Wyprawa wnosi do Robinsona od strony mechaniki i klimatu.

Po pierwsze i najważniejsze Wyprawę zaprojektowano tak, by kolejne scenariusze tworzyły zwartą opowieść, toteż możemy rozegrać je kolejno w trybie Kampanii.
Wybrawszy postacie i członków załogi (nowe karty oferujące liczne i bardzo użyteczne zdolności), przygotowujemy rozgrywkę uwzględniając wszystkie zmiany w zasadach zapisane na karcie scenariusza oraz w nowej instrukcji, pozostałe zasady zawsze zostają bez zmian.
W każdym z pięciu etapów wyprawy uczestniczy również sam Darwin, którego na potrzeby większości zasad traktuje się tak, jak pełnoprawnego gracza – musi jeść, mieć gdzie spać, a przydzielony do akcji wykona ją nie gorzej od innych postaci.

Po zakończeniu pojedynczej partii przechodzimy do kolejnej przygody – biorąc pod uwagę masę danych z właśnie zakończonej partii, dzięki temu mamy wrażenie spójności kolejnych, następujących po sobie scenariuszy. W tym miejscu uwaga dla niemających czasu na rozegranie pełnej kampanii jednego dnia – proponuję przeczytać wstęp do kolejnego scenariusza nim spakujecie grę! Następnie zapiszcie (karta rejestru dostępna na stronie wydawcy) lub sfotografujcie stan gry, by móc bez problemów zacząć kolejną partię, zachowując poczynione postępy. [dotyczy pierwszego scenariusza]

Wysiłki w kolejnych scenariuszach premiowane są punktami, a ich odpowiednia liczba odblokowuje pomocne w przyszłości drobiazgi, jak żeton skarbu, dodatkowa żywność, czy lepsze samopoczucie Darwina.

Drobna uwaga – Wyprawa HMS Beagle – to prawdziwa przygoda obfitująca w masę ciekawych wydarzeń, toteż przybliżę Wam jedynie zarys poszczególnych scenariuszy nie wnikając we wszystkie meandry mechaniki – po co serwować sobie planszówkowy spoiler.

W instrukcji, opis każdego ze scenariuszy rozpoczyna lista zmian w przygotowaniu rozgrywki, zaś dalej przedstawiono kilka przykładów działania zawartych na karcie scenariusza nowych specjalnych zasad. Dzięki takiemu rozwiązaniu, wszystkie przygody, jakie przyjdzie nam przeżyć w towarzystwie Darwina, są od siebie wyraźnie rożne, a i wybijają się bardzo pozytywnie na tle scenariuszy znanych z gry podstawowej.
W części z nich zmianom ulega jedynie część zasad – poszczególne akcje zostają poszerzone lub zmienione, w innych przebudowie ulega dużo większa część gry, a w jednym przyjdzie nam stanąć za sterem HMS Beagle, by na czas rozgrywki pożeglować po zmienionej we wzburzone morze planszy! Jest tego cała masa, ale tak jak wspomniałem wyżej – nie chcę zdradzać wszystkiego – uwierzcie mi na słowo – zabawa jest znacznie lepsza, gdy odkryjecie te smaczki sami. Jeżeli jednak coś szczególnie Was zainteresuje – nie krępujcie się zapytać w komentarzu.

Przyrodnik

Darwin wybiegł na rozgrzaną słońcem plażę, tymczasem załoga zajęła się znoszeniem bagaży- powoli przygotowując obóz tymczasowy. Kolejne dni upłyną im na wytężonej pracy – kufry chwilowo puste muszą zapełnić się eksponatami, notatnik – jeśli wyprawa ma przynieść odpowiedni efekt – właściwie nie powinien się zamykać. Charles wiedział, że czeka go wiele pracy – spojrzał na linię wybrzeża i otaczające je skały, w jednej z nich dostrzegł koncentryczne białe kształty… Z błyskiem w oku ruszył przez gorący piasek czując, że już dziś na dnie kufra wyląduje pierwsze znalezisko.

W tym miejscu przedstawię kilka, lecz nie wszystkie, ciekawe elementy, jakie w obrębie zasad wprowadza Wyprawa HMS Beagle.

Pierwszy scenariusz dodatku HMS Beagle to raj dla wszystkich, którzy tak jak ja w dzieciństwie marzyli o zamorskich podróżach, odkrywaniu nieznanych gatunków egzotycznych roślin i zwierząt oraz grzebaniu w piachu w poszukiwaniu skamielin. To początek naszej wyprawy, mamy jeden cel – zebrać jak najwięcej różnych eksponatów, które posłużą za materiał badawczy do powstającej książki. Przy okazji wypada rozbudować obóz, gdyż załamanie pogody jest nieuniknione.

Rdzeń rozgrywki nie ulega wielkim zmianom – poszczególne akcje wzbogacono o możliwość pozyskiwania eksponatów i to wokół nich będziemy ogniskować większość naszych starań. Odpowiednia kolekcja pozwoli nam rozpocząć drugi scenariusz z dodatkowymi bonusami, a pod koniec kampanii znacząco wpłynie na wynik punktowy. Co ciekawe złapane zwierzęta – w przypadku skrajnych sytuacji w toku kompanii mogą zostać zabite dla pożywienia – kolejne mrugniecie autora w stronę klimatu.

Kolejny scenariusz zaczyna się od przysłowiowego „trzęsienia ziemi”, które w tym miejscu reprezentuje tropikalna burza.
W tej i kolejnej przygodzie będziemy korzystać z planszy statku, by tam oznaczać postęp napraw oraz, w późniejszym czasie – uszkodzeń statku. Naprawiwszy obóz i zebrawszy co się da – wypływamy w morze!

W czasie żeglugi odwiedzimy dziewicze wyspy, na których zbierzemy potrzebne do przetrwania zapasy, a kto wie może jednak przyjdzie nam rozebrać fragment statku? W tym samym czasie Darwin poświeci się badaniu napotkanych wokół okrętu ławic.
Wszystkie akcje przeprojektowano tu tak, by odpowiadały warunkom morskiej żeglugi – jestem pod wielkim wrażeniem elastyczności i mechanicznej pojemności Robinsona, ten scenariusz to dla mnie spore zaskoczenie.

Następnym przystankiem badawczym wielkiej Wyprawy jest dziewicza Ziemia Ognista, kraina zamieszkana przez liczne dzikie plemiona – dla przyrodnika to wspaniałą okazja, by zdobyć cenną widzę i artefakty niezbadanych kultur. Plemiona stają się więc główną osią czwartego scenariusza, w którym wykorzystamy specjalnie przygotowaną na tę okazję kartę przychylności plemion – tak, o względy plemion musimy zabiegać, przekonywać je do nieznanego i negocjować. Pamiętajmy jednak, że autochtoni nie należą do zbyt ufnych…

Akcja ostatniego scenariusza toczy się po 5 latach od wyruszenia w tę pełną niebezpieczeństw misję badawczą. Darwin, bogatszy o epokowe dla ludzkości doświadczenia z nadzieją spogląda w przyszłość, kompletując zaplanowaną publikację. Niestety lata  nieustannej podróży to nie lada ciężar dla załogi i jednego statku – marynarzy dopada uporczywa choroba, a sam okręt wymaga napraw. Rozpoczyna się wyścig z czasem o życie i stan zebranych eksponatów. W scenariuszu tym, między innymi, dokładnie przeanalizujemy plażę pobliskiej wyspy, zbierzemy zioła dla naszych chorych pobratymców oraz pomożemy Darwinowi w konserwacji zebranych okazów. Wszystko po to, by ostatecznie szczęśliwie dotrzeć do macierzystego portu.

Zakończywszy kampanię sumujemy punkty za zdobyte znaleziska i inne podlegające punktacji osiągnięcia – im większa ich wartość – tym donioślejsze dzieło wyjdzie spod ręki Karola Darwina!

Skrzynia skarbów

Wiecie już w telegraficznym skrócie jak wielkie jest bogactwo mechaniczne i tematyczne najnowszego dodatku do Robinsona.
Rozbudowane scenariusze, które możemy rozgrywać pojedynczo lub w trybie kampanii są bez wątpienia sercem tego rozszerzenia, nie możemy jednak zapomnieć o elementach możliwych do użycia w rozgrywkach podstawowych.

Mowa tu o :

  • 14 nowych kartach wydarzeń, które jeszcze bardziej uprzykrzą nam życie,
  • nowej grywalnej postaci Misjonarce o umiejętnościach przydatnych szczególnie w rozgrywkach z udziałem 3+ graczy.
  • 5 kartach załogi, które oferują ciekawe zdolności specjalne – jak np. leczenie, dodatkowa determinacja itp. Gra z przynajmniej jedną z nich jest dużo przyjemniejsza.

Niby niewiele, a jednak cieszy fakt, że również podstawowe scenariusze mają szansę nabrać nowych barw.

Zapadał wieczór, Darwin od kilku godzin niezmiennie zajmował miejsce przy swoim biurku, kończył jeden z ostatnich niezbędnych rysunków, puentował ostatnie punkty wywodu. Praca była niemal ukończona, zmęczony wstał, zamykając skórzaną oprawę notatnika. Z filiżanką herbaty w ręce podszedł do największego z okien. Rozgwieżdżone niebo mieniło się blaskiem niezliczonych gwiazd, lecz tej nocy, mimo wielu lat wytężonej pracy, to oczy naukowca biły najjaśniejszym blaskiem.

Ewolucja w dobrym kierunku

Po wielu godzinach emocjonujących rozgrywek, Wyprawę HMS Beagle uważam za jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy powrót do ogranego wcześniej tytułu. Dodatek, jaki wyszedł spod ręki Ignacego Trzewiczka i Roberta Massona to od strony projektowej wzór do naśladowania dla innych twórców, przymierzających się do wzbogacenia własnych gier.

W Wyprawie nie ma zbędnych elementów, wszystko co znajdziemy w pudełku służy sensownym i spójnym założeniom całości i w równej mierze kreując pozytywne odczucia wyniesione z rozgrywek. Pomysł, rozwiniecie i wykonanie zasługują tu na najwyższe noty, które z przyjemnością wystawiam, oczekując „vol. II”, a ten jak wiadomo prędzej czy później się pojawi.

Dziękujemy wydawnictwu Portal za przekazanie gry do recenzji.

 PS. Z racji natłoku prac i obowiązków nie mam szans na wykonanie zdjęć polskiego wydania, toteż na potrzeby tej recenzji wykorzystałem materiały Wydawcy (za jego zgodą).
Mam nadzieję, że brak ten zrekompensują Wam wspaniałe oryginalne grafiki z publikacji Darwina.

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Jest juz przekonany, ze pod choinka znajde podstawke Robinsona :-) A potem pozostanie tylko znalezienie czasu na gre…

  • I jak tu nie kupić dodatku? :)

  • Krzysztof Pilch

    A coś więcej o Twoich wrażeniach z gry? Też się przymierzam do recenzji, ale, żeby zagrać więcej niż jedne raz w każdy scenariusz, to potrzebuję jeszcze sporo czasu.
    Tak więc zazdroszczę, bo po lekturze instrukcji i scenariuszy, aż che się grać :)

    • pelnaparaZnadPlanszy

      Przede wszystkim – grę można spokojnie dostosować do swoich potrzeb – jeśli jest zbyt trudna dobieramy większa załogę i poziom nieco spada. Toteż możemy poziom trudności śrubować lub obniżać, co bardzo mi się podoba.
      W wariancie normalnym gra jest wymagająca – poza dbaniem o podstawy często trzeba zdobywać rzeczy niezbędne, by przetrwać w kolejnym scenariuszu lub zapunktować.
      Jak pisałem bardzo podoba mi się tryb kampanii – scenariuszy jest 5 a każdy diametralnie inny – dodano całą masę ciekawych akcji do wykonania – odkrywanie ich pozostawiam graczom.
      Nie wiem co mógłbym więcej napisać, bo wydaje mi się, że oddałem tekstem istotę gry i to co sobie w niej cenię najbardziej. Dzielić włosa na cztery i opisywać konkretnych zagrań nie chcę, bo też nie lubię czytać recenzji w tym stylu ;)

  • mat_eyo

    Zwykle nie czepiam się literówek, ale gdy przeczytałem ostatnie zdanie tekstu i wyobraziłem sobie Ciebie oSZczekuącego Trzewika żeby zabrał się za drugą część Robinsona to nie mogłem się powstrzymać :D

    • pelnaparaZnadPlanszy

      hah – Dzięki – poprawione.

  • Pingback: Pełną parą | Świąteczny poradnik prezentowy PełnejPary ZnadPlanszy.pl()

  • Pingback: Pełną parą | Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie – Zielona wyspa gier kooperacyjnych ZnadPlanszy.pl()