Have fun – najważniejsza z reguł
Czy to aby na pewno miała być 1 czarna kostka na gracza? Czy mogę zagrać kartę przed rzutem? Ile rund rozgrywamy po pasowaniu? Komu …
Ile razy zdarzało się Wam pochylać nad tego typu pytaniami?
Rozkładamy grę – masa kart, dziesiątki żetonów i instrukcja … Robinsona znam przecież jak własną kieszeń, tłumaczyłem grę na gliwickim Pionku, uczestniczyłem w testach dodatkowego scenariusza, a jednak złamało mnie przygotowanie rozgrywki z dodatkiem. Pojawiło się natrętne pytanie, w sumie błaha sprawa, której rozwiązanie zaczęło przysłaniać perspektywę zbliżającej się rozgrywki.
Wertuję instrukcję – nic, instrukcję dodatku – nic, szukam odpowiedzi w internecie – bgg, forum – nic – ot cały palnszówkowy świat nie ma tego problemu, znowu dzielę włos na cztery, ale to przecież ważna kwestia, muszę wiedzieć czy gram zgodnie z zasadami… a może nie?
Postanowiłem poszukać pomocy u źródła, szybka wiadomość do Ignacego Trzewiczka – jak żyć, znaczy się tfu – jak grać? pomocy! odpowiedź przyszła po chwili:
– Nie mam Beagla w domu, nie chcę wprowadzać w błąd … Have fun* – to jest najważniejsza reguła.
Mój mózg przesuszony na wiór rokiem intensywnego feldowania doznał olśnienia – przecież nie muszę grać idealnie, przecież nie zostaną spisane czyny i rozmowy, a do drzwi nie zapuka inspektor Palmer z reprymendą ;)
Czekaj, sprawdzę na forum
Wszystko zaczęło się od gier FFG – opasłe tomiska pełne drobiazgowych reguł, Arkham Horror – nasze pierwsze poważne nemezis. Do dziś nie jestem pewien tego, czy którąkolwiek z partii rozegraliśmy w 100% zgodnie z zasadami, a zasiadając do kolejnych praktycznie nigdy nie obywa się bez rendezvous z instrukcją.
Pamiętam partię, która nie doszła do skutku z powodu zbyt długiego wertowania i rozstrzygania sporów związanych z zasadami … był to skrajny przypadek, ale świetnie obrazuje mój problem – chęć rozgrywania idealnych partii, zgodnie z zasadami co do joty, a przecież tak naprawdę nie o to w tym wszystkim chodzi.
Przecież nawet nieświadomie naginając zasady mogę się świetnie bawić, a gdy ostatecznie okaże się, że partia była niepoprawna i tak nikt nie odbierze mi wspomnienia przyjemnie spędzonego czasu. Czasu pozbawionego ślęczenia, gdybania i dopytywania o „kolor kosteczki usuwanej w piątej rundzie”.
Więcej stanowczości – oto co sugeruję! Nie ma sensu zastanawiać się przed i w trakcie partii nad drobiazgami – wtedy mam czas na grę, niech ta się toczy- przyjmę możliwą interpretację, zajrzę do instrukcji, ale koniec z kilkunastominutowymi wstępami i przerwami na sesje konsultantów do spraw poprawności zasad. Nigdy więcej Planszówkowej Inkwizycji!
Kwestia nowości
Zapytacie – a co ze źle rozegranymi pierwszymi partiami, po których mamy wrażenie, że gra jest słaba – przecież pierwsze wrażenie jest najważniejsze.
Odpowiem – bardzo dobre pytanie!
Rokrocznie spotykam się z podobnymi dyskusjami w forumowych wątkach dotyczących essenowych nowości – „X grał źle stąd tak niska ocena”. W moim przypadku wygląda to następująco – jeśli po pierwszej partii gra mi się nie podoba, zaglądam do internetu, czytam forum – dzielę się wrażeniami, czytam opinie – zazwyczaj dość szybko wypływają błędy i wtedy oceniam na ile zmiana w zasadach wpłynęłaby na odbiór całości.
A jeśli nawet odrzucimy grę po tej pierwszej nieudanej partii – nic straconego – jeśli jest naprawdę dobra wróci do nas. Prędzej czy później i tak się nią zainteresujemy, jeśli temat lub główny rys mechaniki kiedykolwiek znaczył dla nas coś więcej – nie da nam o sobie zbyt łatwo zapomnieć.
Otaczają nas dziesiątki, ba setki dobrych gier i wciąż pojawiają się nowe. Myślę, że kwestia – czy akurat to niedzielne popołudnie spędzę nad znanym i lubianym tytułem, czy też nad nową, lecz pochopnie odrzuconą nowością nie jest tym, co powinno spędzać mi sen z powiek …
W gruncie rzeczy – najważniejsza z zasad to „have fun!” :)
* z ang. baw się dobrze
PS. Partia Wyprawy zakończyła się spektakularnym sukcesem – mieliśmy „fun” jak mało kiedy – Ignacy, dzięki za dobrą radę! Gdyby nie ona – całkiem możliwe, że w ogóle byśmy nie wypłynęli … :D



