Cywilizacja: Poprzez wieki (3ed.) – Idea odbita w planszówce

W okresie późnej szkoły podstawowej hasło „Jeszcze tylko jedna tura” na dłuższy czas zastąpiło mi w słowniku klasyczne „Dobranoc”. Spędzając kolejne godziny przy pierwszym komputerze, wprost nie mogłem się oderwać od strategii turowych, wśród których królowały naprzemiennie Heroes of Might & Magic III oraz Sid Meier’s Civilization II. Aktualnie do komputerowych strategi siadam znacznie rzadziej, jednak – jak prawi mądrość ludowa – stara miłość nie znosi próżni (czy jakoś tak) …

Echa najróżniejszych fascynacji już nie raz naprowadzały nas na trop świetnych planszówek – Horror w Arkham (a dalej Eldritch), będący dla nas bramą do świata gier planszowych, zagościł na stole dzięki miłości do prozy Lovecrafta, seria Summoner Wars dała nam możliwość odegrania papierowych bitew rodem ze słynnych „hirołsów”, nie spróbowalibyśmy Legendary: Encounters, gdyby nie tematyka Obcego itd. można by wymieniać jeszcze bardzo długo, a przecież nie oznaczałoby to, że po planszówki sięgamy wyłącznie w formie medium uzupełniającego. Zwyczajnie widać dziś coraz wyraźniej, że gry bez prądu śmiało i nareszcie z powadzeniem, wykorzystują liczne inspiracje lub wręcz licencje, wychodząc naprzeciw podobnym nam pasjonatom.

Miejsce szczególne pośród tego typu gier zajmują projekty, których autorzy nie mogli, bądź też nie chcieli firmować swojego dzieła pełną licencją, przez co z jednej strony dostajemy tytuł tematycznie oryginalny, z drugiej zaś wyczuwamy realny wpływ inspiracji znanym nam filmem, grą, czy książką. Tak ma się sprawa z wspomnianym już Summoner Wars i podobna idea przyświeca również głównej bohaterce dzisiejszego tekstu – najnowszej edycji Cywilizacji: Poprzez Wieki. Ta znana niemalże każdemu sympatykowi nowoczesnych planszówek produkcja, odnosi się – w nie do końca bezpośredni sposób – do wspomnianej wcześniej serii gier strategicznych z cyklu Sid Meier’s Civilization i to dzięki temu porównaniu po raz pierwszy zagościła w naszej świadomości, jako pozycja konieczna do sprawdzenia (na długo przed premierą oficjalnego spadkobiercy licencji serii Civilization, który to pojawił się na rynku w roku 2010 (nie liczymy tu zupełnie słabiutkiej gry z 2002 roku).

O dwóch Cywilizacjach …

Relacja między czeską grą, a materiałem źródłowym wydaje się ciekawa, gdy spojrzeć na nią właśnie przez pryzmat oficjalnej planszowej inkarnacji Sid Meier’s Civilization, przygotowanej przez FFG. Ta druga dosłownie odtwarza kultową grę elementami fizycznymi – przedstawia mapę, umożliwia wędrówki i podboje, posiada drzewka rozwoju – słowem wygląda na tyle podobnie do pierwowzoru, na ile pozwala papierowe medium. Niestety wspomniane nadmierne zanurzenie się w detale poskutkowało zagmatwanymi zasadami, które reprezentują chyba najgorsze cechy gier w stylu amerykańskim. Słowem odnosimy wrażenie, że starano się raczej opisać pierwowzór planszowymi zasadami, niż przygotować coś świeżego (co ciekawe w podobną pułapkę wpadli autorzy polskiej adaptacji sagi Heores of Might & Magic …). W przypadku flagowego w portfolio Vlaady Chvatila tytułu  sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Cywilizację: Poprzez wieki najlepiej opisuje – popularne w języku filmowców – określenie „na motywach”, bowiem w istocie tytuł ten kipi wręcz od znanych z dzieła Meiera motywów. Podstawowa różnica tkwi tu w sposobie ich przedstawienia, bo o ile gra FFG stara się tu wiernie odtwarzać zarówno wygląd, jak i relacje między poszczególnymi elementami mechaniki oryginału, tak już czeski autor sięga głębiej, obierając za szkielet swego projektu ogólne założenia przyświecające komputerowej serii. W skrócie – być może FFG ma oprawę cyfrowego Civilization, lecz to Czechom najlepiej udało się uchwycić ducha serii – opisać zasadami – w sposób logiczny i mimo gabarytów instrukcji wciąż klarowny – mechanizmy towarzyszące rozwojowi cywilizacji (w jej uproszczonym, znanym z ekranów ujęciu).

Tak się składa, że poza faktem bycia grą opartą na motywach innego medium, Cywilizacja jest przy okazji tytułem, no cóż … wybitnym. Owszem, nie ma najmniejszego sensu kryć się z tym aż do podsumowania, gdyż zwyczajnie na przestrzeni 10 lat od pierwszego wydania nie natknęliśmy się na niemal żadną poważną opinię, która zaprzeczałaby wielkości tego tytułu. Jasne tu i ówdzie pojawiały i pojawiają się głosy osób, którym zwyczajnie nie przypadł on do gustu, lecz nawet te nie odmawiają jej statusu gry wyjątkowo dobrej w swojej kategorii. Sami zetknęliśmy się z dziełem Vlaady Chvatila przy okazji wydania drugiego i od tamtej pory nie udało się nam zagrać w żadną inną grę cywilizacyjną, która zbliżyłaby się do omawianego przykładu złożonością i sensownością zasad. Zapytacie pewnie – po co właściwie tak przydługi wstęp? Otóż tytuły tego kalibru zazwyczaj mają na swoim koncie niezliczone recenzje, każda z nich wygląda podobnie i w momencie gdy jako recenzenci dostajemy w swoje ręce trzecie już wydanie (operujemy numeracją polskich wydań) takiegoż klasyka, stajemy przed pewnym dylematem – męczyć Was, czytelników kolejnym hymnem pochwalnym, na którego zwrotki przypadnie jedynie skrót zasad itp. elementy, czy może porzucić zwyczajową manierę opisywania reguł odchodząc w kierunku nieco bardziej otwartej i przekrojowej formuły?

Jak pewnie zdążyliście się domyślić, wybraliśmy drugą z wspomnianych opcji i podobnie jak w przypadku niegdysiejszego tekstu poświęconego Szogunowi, postanowiliśmy spojrzeć na Cywilizację z konkretnej, z góry przyjętej perspektywy. Dzieło Vlady Chvatila gościło na naszym stole nie raz, poświęcony grze temat na forum liczy sobie 70 stron z okładem dla nowej edycji, zaś na prywatnych facebookowych profilach, co rusz widujemy zdjęcia przedstawiające rozgrywki. To wszystko naprowadziło nas na pewną myśl – skoro tak liczną grupą uwielbiamy Poprzez wieki, może warto podzielić się tym z czytelnikami? Jasno określić, co konkretnie przemawia za tym, że chcemy do tej gry zasiadać, nie zaś jedynie pielęgnować jej mit, gdy ta – jak wiele „klasyków” – zbiera kurz na półce. Chcąc zrealizować tę idee postanowiliśmy podzielić tekst na dwie części – garść słów od Nas, autorów bloga oraz nie mniej od fanów – naszych znajomych, w tym innych blogerów oraz użytkowników forum. W ten sposób mamy nadzieję stworzyć swoistą laurkę dla dzieła Vlady, która zachęci Was do dyskusji, udziału w sondzie zamieszczonej pod wpisem, a jeśli Cywilizacji jeszcze nie znacie – również do sięgnięcia po ten tytuł.

(do lektury i rozgrywek szczególnie polecamy poniższą płytę – tworzy niesamowity klimat)

Bryk dla laika, czyli czym jest gra Cywilizacja: Poprzez wieki

Jeśli czytając ten tekst nie macie ochoty sięgać po zewnętrzne źródła, a zupełnie nie wiecie „z czym się je” rzeczony tytuł, poniżej – w  telegraficznym skrócie – postaram się zawrzeć istotę Cywilizacji (jeśli jednak znacie już grę, możecie tę część śmiało pominąć). Otóż jest to rozbudowana gra strategiczna, w której gracze poprzez rozwój własnych cywilizacji (symbolizowanych matą i umieszczanymi nań kartami) starają się uzyskań jak najlepszy wynik punktowy. Sercem mechaniki są cztery podstawowe wskaźniki: kultura, nauka, siła militarna oraz zadowolenie obywateli. Ich wartość zmienia się wraz z rozwojem naszej cywilizacji, czyli w momencie pozyskiwania nowych kart, które ulepszają te nadrukowane na matach. Do kart tych należą technologie, jak budynki wytwórcze, publiczne oraz jednostki wojskowe, a także ustroje społeczno-polityczne, liderzy i cuda świata. Wszystkie wymienione pojawiają się okresowo na ogólnodostępnym rynku, zgodnie z podziałem na następujące po sobie epoki – od Antyku do Współczesności, zatem wyłącznie od decyzji gracza zależy tu kształt, jaki ostatecznie przybierze jego cywilizacja. Niejednokrotnie rozwój w jednym kierunku sprawi, że zostaniemy osłabieni na innym polu, gdyż wspomniane wskaźniki nie istnieją w próżni.

Jeżeli nasza cywilizacja ma prosperować przynosząc punkty, swoich obywateli powinniśmy wysłać do pracy w budynkach wytwórczych, publicznych lub formacjach wojskowych. Należy jednak pamiętać, że obywatel pracujący choć generuje realny profit, wymaga również utrzymania, a także stwarza zagrożenie korupcji, toteż potrzeba zachowania równowagi między zyskiem i kosztem nie odstąpi nas nawet na krok.

Naturalnie rozwój własny nie jest jedynym aspektem, na który należy zwracać uwagę podczas rozgrywki, gdyż przeciwnicy nie śpią i u naszych „granic” prędzej czy później wyrosną konkurujące imperia. Stosunki między narodami reprezentują tu wojny, agresje, pakty i zapędy kolonialne, zatem wbrew pozorom Cywilizacja – a w szczególności nowe wydanie – nie jest grą wyłącznie o pokojowym dłubaniu nad punkcikami. Kontrola poczynań współgraczy jest jej immanentną cechą i nie sposób myśleć o zwycięstwie bez dobrej znajomości planów przeciwnika.

Tak w maksymalnym skrócie prezentuje się rozgrywka. Wszytko co najlepsze z komputerowego pierwowzoru udało się tu ująć za pomocą zależności między wspomnianymi wskaźnikami, których zmiany symbolizują kierunek rozwoju naszej cywilizacji.

Cywilizacja okiem Pełnej pary

Na początek powody, dla których sami wciąż sięgamy po grę Vlaady Chvatila.
Nie chcąc uciekać się do klasycznych list zalet postanowiliśmy jednak, że Adam wróci na chwilę do studenckich czasów i zaprezentuje argumenty w nieco filozoficznej perspektywie.
Wszak to filozofia leży u podstaw każdej wielkiej cywilizacji.

Powód 1 – Vlaada Chvatil projektantem cnotliwym, czyli elegancja w mechanicznej złożoności

Zapewne nieco rozbawił Was podtytuł tego punktu, jest on jednak jak najbardziej na miejscu, jeśli tylko zapoznamy się z klasyczną definicję cnoty Arystotelesa. Otóż zdaniem wielkiego filozofa „cnota jest to trwała dyspozycja do pewnego rodzaju postanowień, polegająca na zachowaniu właściwej ze względu na nas średniej miary, którą określa rozum, i to w sposób, w jaki by ją określił człowiek rozsądny. Idzie tu o średnią miarę pomiędzy dwoma błędami, tj. między nadmiarem a niedostatkiem.” Długo dumałem nad tym, jakimi słowami oddać uczucie dominujące podczas każdej partii cywilizacji i dopiero powyższy cytat ujął je w sposób idealny. Czeski projektant, tworząc mechanikę swego najważniejszego tytułu perfekcyjnie odmierzył proporcję złożoności do potrzeb, generowanych pozdejmowanym tematem. Wszytko ma tu swoje miejsce, w każdym momencie gry czujemy, że mechanizm z którego właśnie skorzystaliśmy jest dokładnie taki jaki być powinien. Niewiele jest gier tak mechanicznie gładkich, szczególnie gdy spojrzymy na tytuły złożone, jakim bez wątpienia jest Cywilizacja.

Powód 2 – Myślę, więc wygrywam, czyli wyzwanie intelektualne

Słynnego „cogito ergo sum” nie trzeba chyba przedstawiać nikomu, gdyż sentencja ta zaczerpnięta z „Medytacje o pierwszej filozofii” Kartezjusza, jest dziś nie mniej popularna, co reklamowe slogany (a zdarza się, że i sama w takowym ląduje). Nie chcąc wikłać Was – drodzy czytelnicy – w skomplikowane dywagacje, wyjaśnię jedynie, że autor tejże sentencji – wspomniany imć René Descartes poszukiwał niepowątpiewalnego podłoża dla wszelkiej ludzkiej wiedzy i znalazł je w myśleniu właśnie. Zastanówmy się – gdyby nawet zaprzeczyć istnieniu całego świata, przyjmując go za iluzję – musi wszak istnieć ów podmiot, który myśli i temuż istnieniu zaprzecza, zatem „myślę (zaprzeczam), wiec jestem” – sprytne prawda. Oto i cały urok filozofii, przejdźmy jednak do meritum. W wielu grach nie trzeba specjalnie myśleć, a nawet gdy myślimy złośliwy los potrafi spłatać nam figle. Cywilizacja jest natomiast pojedynkiem umysłów – grą złożoną i wielowymiarową opartą wyłącznie na myśleniu, gdzie tylko solidnie przygotowany plan i jego sukcesywna realizacja mogą dać nam zwycięstwo. Myślę – więc wygrywam – nie ma innej drogi.

Powód 3 – Sięgając do idei, czyli spójność z tematem

Nie mniej ciekawie prezentuje się w przypadku Cywilizacji kwestia jej umocowania w podejmowanym temacie. Sprawę tę sygnalizowałem już nieco wyżej, tu jednak chciałbym ją nieco rozwinąć. Bardzo trudno jest stworzyć planszową adaptację gry wideo, która będzie w istotnym stopniu nawiązywać do pierwowzoru, lecz przy tym posiadać własną „duszę”. W przypadku Cywilizacji operacja ta udała się znakomicie, między innymi dlatego, że autor zdecydował się odrzucić proste odtwórstwo i związany z nim bagaż wizualnych aspektów rozgrywki, by sięgnąć głębiej, za punk odniesienia obierając sobie raczej te same pomysły, niegdyś przyświecające Sidowi Meyerowi, niż samą komputerową serię Civilization, która na ich bazie wykiełkowała. Kolejny raz możemy pobawić się w planszówkowych filozofów, tym razem sięgając do platońskiej teorii idei. Obu autorom – w sposób właściwy dla medium, którym się zajmują – udało się odbić zarys idealnych proporcji gier cywilizacyjnych. Wypisz wymaluj – jaskinia platońska, gdzie wszyscy nieco inaczej postrzegamy cienie tych samych idei.

Powód 4 – Miażdżąc łeb Urborosa, czyli regrywalność

Czas na kilka słów o regrywalności, nim jednak przejdę do meritum, kolejna kapka filozofii. Słyszeliście o koncepcji wiecznego powrotu, często ilustrowanej wizerunkiem węża Uroborsa pożerającego własny ogon? Bardzo możliwe, gdyż jej propagatorem był między innymi jeden z ulubionych proroków internetu, nie kto inny jak Fryderyk „Młot” Nietzsche. W myśl jej założeń każdy nasz czyn dokonany raz – tak dobry, jak i zły, będzie powtarzał się przez wieczność w niezliczonych cyklach. Jak dla mnie średnio przyjemna perspektywa, zatem – ku radości Fryderyka, który w swej filozofii z lubością operował myślowym młotem – bez wahania roztrzaskajmy łeb węża, gdyż ten, w przypadku rzeczonej gry, nie jest nam straszny. W cywilizacji nie ma mowy o powtórkach, wspomniany „wieczny powrót”, tak boleśnie charakterystyczny dla wielu mniej udanych planszówek, jest tu zupełnie nieobecny. Choć za każdym razem mkniemy przez te same stulecia, historie naszych cywilizacji są zupełnie inne – przyświecają nam inne idee, głoszone przez innych liderów, obszar gry zdobią nowe cuda, które niegdyś zlekceważyliśmy. Każda karta ma szansę dostać tu swoje pięć minut, a oparta na trybikach przegiętych kombinacji machina wiecznego powrotu może przepełznąć obok, gdyż nie ma tu czego szukać.

Powód 5 – Definicje piękna, czyli wrażenia estetyczne

Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mi, że Cywilizacja Poprzez wieki jest jedną z najładniejszych i najbardziej konsekwentnych w oprawie gier planszowych wyśmiałbym go serdecznie, następnie szyderczo, a całość skwitował telefonem do najbliższego zakładu opieki psychiatrycznej. Pierwsze wydanie tej fanatycznej gry było zwyczajnie brzydkie – koniec dyskusji (a przy tym w kilku miejscach dość niewygodne). Oczywiście nie przeszkadzało to zupełnie, by omawianą grę kochać, jednak jej polecanie znajomym musiało wpierw przejść przez fazę „wstydliwego” przedstawiania – „dlaczego warto dać tej paskudzie szansę”. Dziś – wraz z najnowszą edycją – sytuacja zmieniła się diametralnie, ba – wracając do naszych filozoficznych rozważań – można śmiało założyć, że nowe wydanie wpisuję się w jakieś 80% definicji piękna znalezionych w podręcznikach estetyki. Wystarczy spojrzeć: niczego nie ma w nadmiarze – ilustracje nie ustępują pola czytelności i odwrotnie, barw jest wiele, lecz nie są krzykliwe – słowem od rozumienia klasycznego (piękno, jako harmonia) po czysto utylitarne (piękne to co użyteczne), każdy znajdzie coś dla siebie.

Cywilizacja okiem fanów

Wśród naszych znajomych, a także pośród użytkowników forum gry-planszowe.pl, nie trudno o osoby podobnie do nas zakochane w Cywilizacji Vlaady Chvatila. Chcąc nieco ożywić wpis szerszym spektrum spojrzeń na ten wyjątkowy tytuł, postanowiliśmy zadać wybranym dziewięciu fanom po 2 pytania:

1. Za co szczególnie cenisz sobie Cywilizację: Poprzez wieki?

2. Którą cechę nowego, trzeciego już wydania Cywilizacji odbierasz najbardziej pozytywnie?

Odpowiedzi, wraz z naszym drobnym wprowadzeniem znajdziecie poniżej.

Na pierwszy ogień nasz kolega z platformy ZnadPlanszy – Marcin „yosz” Krupiński:

  1. Najprościej by było gdybym odpowiedział – bo to ulubiona gra mojej żony, ale ponieważ my gramy w dużo gier to byłoby to trochę oszustwo ;) Cywilizację cenię za genialność mechaniki – Chvatilowi udało się coś co nie powinno być możliwe, czyli oddanie ducha gry cywilizacyjnej, na samych kartach bez mapy i poruszania po niej jednostkami. Wszystko jest wydestylowane do najczystszej postaci, dającej ogromną regrywalność i możliwości.
  2. Znowu najprościej powiedzieć, że za nowe wykonanie i grafiki, ale chyba przede wszystkim za zmiany, które autor postanowił wprowadzić do gry: zmienione działanie niektórych kart i nowe zasady atakowania, obrony i przyjmowania taktyk to zdecydowanie największy plus nowego wydania. I oczywiście otwarta droga do dodatku, który mam nadzieję że już niedługo do nas zawita.

Prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalna fanka Cywilizacji w Polsce – gorąca orędowniczka dobrej nowiny, począwszy od pierwszej edycji – Monika „Veridiana” Żabicka, redakcja GamesFanatic:

  1. TTA (skrót ang. tytułu „Through the Ages”) cenię sobie za niebywałą zdolność zamiany mechanicznego przesuwania kosteczek w poczucie tworzenia imperium. Za mozolne budowanie silniczka, za dumę z wprowadzenia go w ruch i za wymuszenie grania na najwyższym strategicznym poziomie. TTA daje satysfakcję nawet po przegranej partii. Bo zbudowanie sensownej i niezacinającej się w swych trybikach cywilizacji wymaga przede wszystkim pokonania własnych słabości. I to jest sukces. Pokonanie przeciwnika to już tylko wisienka na torcie
  2. W trzecim wydaniu najbardziej pozytywne są oczywiście grafiki, które przesłoniły suchy techniczny fundament gry. A od strony mechaniki, najbardziej cieszą mnie zmiany dotyczące obrony, które dopiero po wprowadzeniu uzmysłowiły mi, jak bardzo ich wcześniej brakowało

mat_eyo” – wyłowiony na forum fan Cywilizacji, którego wkład w poświęcony grze wątek nie pozostawił nas obojętnymi:

  1. Na tytułowe pytanie chciałoby się odpowiedzieć trochę przewrotnie. Za co szczególnie cenię Cywilizację? Za liczbę jej zalet w porównaniu do niewielu wad. Jeśli mam wybrać jedną i tylko jedną rzecz to będzie mi ciężko. Postawię jednak na to, że TTA jest jedyną grą cywilizacyjną, która dała mi kompleksowe poczucie budowania cywilizacji. Może być to o tyle zaskakujące, że jedną z najczęściej zarzucanych TTA rzeczy jest (pozorne) oderwanie od tematu.  Fakt, gra na pierwszy rzut oka nie wygląda imponująco. Brak mapy (jak to, cywilizacja bez mapy?!), figurek, skromne elementy i oszczędna oprawa graficzna. jednak w żadnej innej grze nie miałem takiego poczucia budowy. Nie mówię oczywiście o pojedynczych budynkach, a patrzeniu jak moja cywilizacja rośnie w siłę. Każdy wzniesiony cud, każda wynaleziona technologia, każde skolonizowane terytorium nas rozwija. Jasne, ktoś zobaczy kartę dających 4 niebieskie kostki do banku, ja widzę nowe, bogate w złoża naturalne tereny, które odkryli moi ludzie.
  2. Trzeba otwarcie powiedzieć, że najnowsze wydanie Cywilizacji to zdecydowanie bardziej ewolucja niż rewolucja. Zmiany w zasadach to praktycznie albo dopieszczanie balansu, albo ułatwienie graczom życia, jak zmiana kolejności produkcji i korupcji. Największa i najbardziej widoczna zmiana to oczywiście kompletna zmiana szaty graficznej. Tutaj pewnie nie będę zbyt oryginalny i tę właśnie cechę wskażę jako najważniejszą w nowym wydaniu. Bez zbędnego rozpisywania się – TTA w końcu dostało oprawę godną jednej z najlepszych gier na świecie. Ujmę to tak – mając drugie wydanie na półce kupiłem nową edycję bez zastanowienia. I cieszę się, że moja ulubiona gra w końcu nie wygląda jak arkusz kalkulacyjny. 

Artur „Nataniel” Jedliński – osoba bez której – z dużą dozą prawdopodobieństwa – planszówkowa Polska wyglądałaby zupełnie inaczej. Twórca słynnego forum, sklepu Rebel.pl oraz portalu GamesFanatic:

  1. TTA to dla mnie po prostu najlepsza gra na świecie  Ma idealne proporcje czasu rozgrywki do ilości i wagi podejmowanych w niej decyzji. Przez całą grę czuję, że mam wpływ na to co się dzieje – strategiczny kierunek rozwoju mojej cywilizacji, nadchodzące wydarzenia, taktyczny przebieg konkretnej tury, itp.
  2. Trzecia edycja jest wydana w końcu tak, jak gra na to zasługiwała – ma porządnej jakości karty, ładne ilustracje. Najważniejsze dla mnie są jednak zmiany w zasadach – niby nieznaczne, a jednak bardzo wpływające na płynność rozgrywki.

Kolejny kolega z platformy ZnadPlanszy, użytkownik forum i miłośnik gier cięższego kalibru – Adam Badura:

  1. Lubię gry cywilizacyjne. Zawsze lubiłem. Już jako dziecko zagrywałem się w komputerową Cywilizację Sid’a (zacząłem chyba od wersji 2…). Choć TTA jest jednak mocno odległa od Cywilizacji Sid’a, to broni się w pełni. Jest infrastruktura surowcowa, jest nauka, jest wojsko. Wiele dróg do wygranej. Wszystko, czego oczekiwałbym od gry cywilizacyjnej. Ponadto – może się to wydać dziwne – cenię w niej także długi czas gry. To oczywiście często jest wada, ale ja lubię się w grę wciągnąć, widzieć ten rozwój „poprzez wieki” – a TTA mi na to pozwala.
  2. Zmiany wokół wojskowości. A w tym głównie dzielenie taktyk i zakaz poświęcania wojska.

Od zamierzchłych czasów redaktor serwisu GamesFanatic, jeden z głosów Gradania, a także aktywny użytkownik forum – Jakub „Ink” Kurek:

  1. TTA to oficjalnie najlepsza gra świata (według Inka). Za co szczególnie je cenię? Najprościej byłoby napisać „za całokształt”, ale to unikanie odpowiedzi. Więc po kolei. Za poczucie prawdziwej rozbudowy cywilizacji, powolnego, acz zauważalnego rośnięcia w potęgę i kształtowania swojej nacji. Za to, że nie trwając wiele godzin (TTA to wszak gra dwuosobowa … prawda?) daje czas, żeby się tą rozbudową nacieszyć, a nie pędzić na łeb na szyję jak w wielu grach z prądu „5 rund i punktacja”. Za swobodę pozostawioną graczowi, który w swoim ruchu nie „musi”, tylko „może”. Za elegancję modelowania skomplikowanych mechanizmów niezwykle sprytnymi trickami mechanicznymi. Za tor kart, dający co rundę niepowtarzalne taktyczne możliwości, do których trzeba się dostosować, podążając równocześnie za główną myślą strategiczną. Chyba wystarczy :)
  2. W nowe TTA niestety grałem bardzo niewiele, szczególnie w porównaniu ze starszą edycją. Dlatego opiniuję bardziej z przemyśleń, niż z doświadczenia. Na pewno największe zmiany są w militariach: mitygujące losowość (zmiany z taktykami, obrona dowolną kartą), usuwające mechanizmy „jednostrzałowe” (poświęcanie wojsk), likwidujące część nadwyżkowych kart (poniżająca przegranego „święta wojna”). Wszystkie wyglądają bardzo sensownie. Na pewno uproszczenie procesów produkcji/korupcji ułatwi wprowadzanie nowych zainteresowanych, chociaż doświadczonym nie zrobi aż tak wielkiej różnicy. Znajdowaniu nowych graczy pomoże też fakt, że gra nie wygląda już jak wczesny prototyp gry , czyli dorobiła się oprawy graficznej. Doświadczeni natomiast docenią zmiany balansujące konkretne karty, przede wszystkim liderów, aby pozbyć się podziału na „zawsze branych” i „nigdy nie branych”. Ogółem – wszystkie zmiany są we właściwym kierunku, nie znalazłem żadnej, która zasługiwałaby na krytykę.

Mistrz planszówkowej szarady o duszy rasowego wodzireja – niezastąpiony Wojtek „wc” Chuchla:

  1. Cywilizacja to najcięższa z gier, w którą regularnie grywamy z żoną. Bardziej lubimy średnie euro, ale w TTA zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. W zasadzie grywamy tylko we 2, dużo większą radość czerpiąc z rozwoju nauki niż siły militarnej. Ale to za co najbardziej lubię tę grę. to wspomnienia. Przez pierwszych kilka (naście?) partii Joli nie udawało się ze mną wygrać. Każdą porażkę rekompensowała sobie… wyjściem na zakupy.
  2. Piękne karty (rewersy!!), jeszcze bardziej eleganckie reguły, rozbicie planszy na mniejsze modularne elementy. Zalet jest sporo. Wszystkie one razem i każda z osobna dowodzą , że ideał da się jednak podnieść na jeszcze wyższy poziom…

Jarosław „geko” Czaja, czyli trzeci w naszej małej ankiecie redaktor ZnadPlanszy, a także drugi z najaktywniejszych forumowiczów (ponad 6600 postów, wow):

  1. Za świetne przełożenie komputerowej klasyki na język eurogrowej mechaniki. Tutaj nie tylko wszystko świetnie się zazębia, jak w wielu porządnych eurograch, ale udało się wpleść w mechanikę wyścig zbrojeń, agresje, wojny i wydarzenia, którymi można trochę sterować. Dodatkowego kolorytu dodają wyjątkowi w swych zdolnościach liderzy oraz cuda świata. W efekcie mamy emocjonująca i świetnie zaprojektowaną gre, z fabularnym rysem rozwoju cywilizacji i elementami wojennymi.
  2. Odświeżenie mechaniki (szczególnie w kwestii przyjmowania taktyk oraz rezygnacji z możliwości poświęcania jednostek przy atakach), przeprojektowanie działania wielu kart oraz piękną oprawę graficzną.

cezner” forumowicz rzęsiście rozpisujący się w tematach Cywilizacji i nie tylko:

  1. Cenię TTA przede wszystkim za to, że to jest naprawdę gra o budowaniu cywilizacji, co niestety inne gry często tylko to udają. Tak jak np Cywilizacja Sida Meiera. Tam jeśli zajmiemy się budowaniem cywilizacji, to przegramy. Bo nie o to w tej grze chodzi. Cenię TTA za proste mechanizmy, które tak wspaniale symulują rozwój państwa. Dla jednych to tylko przesuwanie kosteczek, ale od każdej kosteczki położonej w pierwszej erze, zależy to jak będzie wyglądać nasza cywilizacja pod koniec trzeciej ery.  Jeśli za dużo tych kosteczek postawimy na jednostki wojskowe, to prawdopodobnie zabraknie nam na naukę i kulturę. Widziałem rozgrywki, w których jeden z graczy od początku szedł przede wszystkim w rozwój siły militarnej. Inni gracze, żeby nie być w tyle, także inwestowali w wojsko. Niestety na koniec trzeciej ery ich cywilizacje wyglądały bardzo marnie. Cenię w TTA to, że jest wiele dróg do zwycięstwa. Uwielbiam gry, gdy przeciwnik od początku inwestuje w produkcję kultury, ja inwestuję w naukę i surowce. W pewnym momencie jego przewaga w punktach kultury jest ogromna. I wtedy zaczynam go gonić i bardzo często na koniec gry wygrywam. Oczywiście nie zawsze się udaje, ale ta pogoń jest fantastyczna. Bo ta gra premiuje rozwój cywilizacji jako całości, a nie tylko wybrane jej aspekty. 
  2. Nowe wydanie: zmniejszenie siły Napoleona, udostępnienie zagranej taktyki dla wszystkich graczy, nowe karty wydarzeń.

Jak pewnie zauważyliście nasi ankietowani – niemal jednogłośnie – uznali, iż trudno jest wybrać tę jedną, jedyną cechę, która świadczyłaby o wielkości Cywilizacji i jest to chyba najlepsza rekomendacja.

Wspominaliśmy już wcześniej, że nie jest to typowa recenzja, lecz doskonale wiemy jak ważne są cyferki, zatem dla najnowszego wydania Cywilizacji – za całokształt – zasłużone:

10/10

Na zakończenie zapraszamy Was do wzięcia udziału w ankiecie.
Pokażcie za co Wy kochacie Cywilizację!

Dziękujemy wydawnictwu REBEL.pl za przekazanie najnowszej edycji gry do recenzji. 

  • Powtórzę to już po raz n-ty chyba, ale Królowa jest tylko jedna. Tak naprawdę na upartego wystarczy tylko ta jedna gra, żeby czuć się spełnionym planszówkowo. W domu musimy sobie ograniczać granie w Cywilizację, bo jak już siądziemy to potrafimy kilka partii w tygodniu rozegrać, a tu trzeba przecież grać w inne tytuły ;)

    • pelnaparaZnadPlanszy

      i jeść, i do pracy chodzić :D

  • Adamie, Iwono – jestem pod olbrzymim wrażeniem tego tekstu :) Widzę jak dużo pracy musieliście włożyć w jego przygotowanie i to czuć przy czytaniu. Recenzja na którą zasługuje tak wybitny tytuł jak Cywilizacja Poprzez Wieki :)

  • Adam Badura

    No, no… Widzę, że chyba tylko ja nie zachwycam się oprawą graficzną nowego wydania. Nie żeby była zła! (Nie licząc słabo widocznego symbolu liczby graczy.) Ale w poprzedniej niczego mi nie brakowało.

  • Adam Badura

    A w ile osób wolicie grać? Ja chyba wolę 4… Choć ma to konsekwencje w przestojach i zajętości stołu.

    • My gramy najczęściej w trzy i taki zestaw lubię. W 4 osoby muszą być to osoby dobrze ogarnięte i szybko myślące żeby rozgrywka się nie dłużyła

      • Adam Badura

        No tak. Klasyczny kompromis. Ma swoje uzasadnienie. Jak widać TTA jest tak zbalansowane, że nawet każda liczba graczy jest uzasadniona. ;)

    • pelnaparaZnadPlanszy

      A zgadnij? :)
      PS. akurat w tym konkursie nie ma nagród.

    • Ink

      Tak jak pisałem wyżej – dla mnie z kolei TTA jest dwuosobówką, a partie czteroosobowe wspominam jako ciężkie przeżycia do których zupełnie nie pragnę wracać :)

  • mat_eyo

    Świetny tekst! Gratuluję, podziwiam ogrom włożonej pracy i dziękuję, że mogłem dołożyć swoją malutką cegiełkę ;)