PIONEK 2.0 – pomarańczowa relacja

Pionki towarzyszą nam od lat – te mniejsze i większe, drewniane i plastikowe, ale takiego jak ten próżno szukać gdziekolwiek indziej!

Na autobus wyszedłem jak zwykle za późno – trudno – ziąb, a ja biegnę, muszę zdążyć – przecież umówiłem się z nim na dziewiątą!

Nasza śląska linia „pośpieszna” tym razem przybywa z 8 minutowa obsuwą – ładnie się zaczyna…

Podróż do Gliwic – godzina wyjęta z życiorysu i jedna z ostatnich chwili tego weekendu, które spędzę na siedząco, słuchając muzyki – korzystam póki mogę…

I nareszcie jestem – kierowca rajdowiec + ogrzewanie na MAX – podróż pełna upojnych wrażeń – wciąż mi mało – czas na przesiadkę … a jednak niekoniecznie – właśnie uciekł mi autobus.

Idę pieszo mam jeszcze 25 minut – co z tego, że na wgranym jpegu nic nie widać :)

Czuję się jak odkrywca na nieznanym lądzie, cały czas mając wrażenie, że oto wytyczam najdłuższą z możliwych dróg do celu – spytam tubylca może coś poradzi?

DOTARŁEM – tak, nareszcie znajoma sala, znajome twarze – jestem w Domu!

Tym razem coś się zmieniło – mamy wieeelką salę po brzegi wypchaną stołami, mamy windę, by każdy mógł się do nas dostać. A mimo to tak naprawdę jest po staremu – jest nasza ulubiona pani w bufecie, jak zawsze serwując domowy obiad;  jest Trzewik, Merry i Lena; Michał Oracz niestrudzenie tłumaczący (tym razem) Tezeusza; są turnieje, konkursy (w tym i mój o którym niżej); jest sklepik i giełda, jest … nie – są dziesiątki znajomych twarzy – jesteśmy tu wszyscy razem :)

Właśnie za to kocham Pionka – za rodzinną atmosferę. Podchodzę do kolejnych stołów i widzę uśmiechnięte dzieciaki, które starają się udowodnić tacie, że to ich karty są najlepsze, pary główkujące nad Mr. Jackiem, Wnuczka z babcią grających w Faunę.

No, ale nie jestem tu, by spacerować – mam na sobie pomarańczową koszulkę – to zobowiązuje. Kierunek wypożyczalnia i zaczynamy polecanie!

Na każdą edycję przygotowuję sobie listę gier, które będę starał się podsuwać, tłumaczyć i w jakiś sposób promować. Tym razem padło na 51 Stan, Mr. Jacka i całkiem przypadkiem – CV.
Odważne posunięcie mając na uwadze, że 51 Stan trudniej sensownie wytłumaczyć niż zagrać. Na szczęście nikt nie z zrezygnował w połowie. Z nowojorskim (Mr. jack NY) rozpruwaczem szło dużo łatwiej – wszyscy w lot łapali zasady, a CV okazało się prawdziwym familijnym hitem Pionka.
Klasycznie już nie obyło się bez wyjaśniania zawiłości Robinsona – w końcu Ignacy – nie uwierzycie – też czasami musi coś zjeść ;)

Całe szczęście poza tłumaczeniem i wypożyczaniem gier znalazło się kilka chwil na rozmowę i wymienienie przyjacielskich uścisków.

Pogawędka z Tycjanem na temat losu recenzenta, komplementowanie Orionsa i okładki Piwnego Imperium, zazdrosne spojrzenie na wiewióra Squirrel, Sipio, KubaP, Kinga, Ozy, Adam, Mirek, WC, Pomarańczowi  cały Portal Team – tutaj cześć, tam kilka zdań rozmowy, tu pytanko, tam odpowiedź i Veridiana wyraźnie zdziwiona tym, że nazwa bloga to nie przypadek ;) jak widać na nudę nie mogliśmy z Iwoną narzekać.

Chyba najwięcej serdecznego uśmiechu (prócz niezastąpionej Lenki) dostarczył mi duet Asiok & Tiamat, którzy na kursach od konkursu do wypożyczalni spalili zapewne z kilogram żywej wagi ;) Chłopaki – gratuluję samozaparcia i uczciwości – zasłużyliście na zwycięski laur!

Jeśli mowa o konkursach to wypada wspomnieć turnieje – klasyczna już Neuroshima, rozrywkowy Times Up oraz tytuły całkiem świeże potwory w Tokio i Netrunner – wszystko w wydzielonej sekcji sali pod czujnym okiem arbitrów.

Prócz tego stałe stoiska z grami Portalu, Suburbia do wypróbowania, prototypy z Ozym, pokaz Twilight Imperium …

Słowem działo się i tak nieprzerwanie przez dwa cudowne dni…

Jak wieść gminna niesie XXI edycje odwiedziło w sumie około 600 osób – to absolutny rekord w historii Pionka!
Również sklepik i giełda pod szyldem przyplanszy.pl zanotowała obroty, jak nigdy dotąd – góry gier, którymi obwarował się Jacek znikały w oczach – ku jego niekrytej radości. Nie ma się czemu dziwić – jak zawsze raczył uczestników atrakcyjnymi cenami.
Merry i jej pomocniczki w 2Pionkach również miały co robić – co rusz widywałem kogoś ze świeżutką grą pod pachą.

Wśród gier niekwestionowanymi hitami okazały się Tajemnicze Domostwo oraz Potwory w Tokio – co jak sądzę niebawem potwierdzi wynik plebiscytu na Grę Pionka.

XXI edycja za nami, wyniosłem z niej wiele wspomnień, które jeszcze długo będą rozgrzewać chłody zbliżających się dni. Szczególnie teraz, gdy praca nie pozwala już na tak częste spotkania…

Porzućmy jednak melancholię – dla wszystkich, którzy z jakiś powodów na Pionku być nie mogli mam małą niespodziankę – spróbujcie sił w moim konkursie, który burzył krew w żyłach największych planszówkowych wyjadaczy!

Zasady są proste – przed Wami litery wycięte z tytułów gier (niekoniecznie pierwsze) – waszym zadaniem jest zgadnąć z których tytułów pochodzą konkretne literki.
To jest część pierwsza – czas na drugą – literki na kartkach nie są wybrane przypadkowo – każda plansza to jedno hasło związane z planszówkami – wystarczy odpowiednio poukładać rozsypane litery ;)