Domek – pod jednym dachem z dobrą zabawą

– Mamo, pobawmy się w domek?

– Babciu, narysujesz mi domek?

– Tato, zbudujemy domek!?

[…]

Dom, to ogólnie rzecz ujmując, wciąż jeden z najbardziej uniwersalnych elementów dziecięcych zabaw. Przerabianie klockowych zamków na urocze mieszkania,urządzanie lokum dla lalek w udekorowanym pudełku, czy wycinanie okien w pustych kartonach nie są nam obce. Stąd też sądzimy, że pewnie i w tej chwili nie jeden rodzic słyszy, jedno wymienionych wyżej pytań, do których – po przeczytaniu tej recenzji – zapewne dopisze własne:

– Kochanie, a może zagrajmy w Domek?

Pewnego razu na Pionku

Domek, czyli niewielka gra rodzinna wydawnictwa Rebel, przykuł naszą uwagę przede wszystkim fantastyczną oprawą i chociaż nieczęsto sięgamy po tego typu tytuły,ten zwyczajnie musiał trafić na nasz stół. Jak się okazuje, decyzja o zgłoszeniu się po egzemplarz recenzencki była strzałem w dziesiątkę, gdyż w zaledwie tydzień po pierwszych rozgrywkach, z ochotą tłumaczyliśmy (i polecaliśmy) grę kolejnym rodzinom odwiedzającym zabrzańskiego Pionka.

To właśnie wrażenia z tamtego konwentu, wypełnione rozmowami z rodzicami i obserwacją grających dzieci, stały się dla nas podstawą do przygotowania tego tekstu. Między innymi dlatego,postaramy się przedstawić w nim nie tylko nasze, geekowskie spojrzenie na ten sympatyczny tytuł, lecz również zebrać dla Was wrażenia, jakimi podzielili się z nami Pionkowicze.

Budowlanka dla najmłodszych, czyli zasady

By w dalszej części recenzji móc przejść do wrażeń graczy, musimy wpierw – przynajmniej szkicowo – nakreślić jak przebiega rozgrywka. Przyjrzyjmy się zatem elementom przygotowanym na stole.

Przygotowanie gry zajmuję zaledwie chwilę.

Przed rozpoczęciem zabawy, każdy z uczestników (a może to być od 2 do 4 osób) otrzymuje planszę własnego domku, na której przedstawiono trzy kondygnacje z zarysowanymi polami – to na nich będą z czasem pojawiać się karty. Skoro już o nich mowa, dzielimy je na dwa stosy:

  • Talię Pomieszczeń – w których skład wchodzą najróżniejsze Pokoje i Aneksy, możliwe do zagospodarowania w domu;
  • Talię Dodatków – a w niej karty Narzędzi, Dachu, Pomocników i Wyposażenia.

Tak przygotowane stosy umieszczane są na – przypominającej pulpit majsterkowicza – specjalnej planszy dobierania. To z niej będziemy pozyskiwać karty do budowy i ulepszania domku.

Podstawowa zasada rozgrywki jest banalnie prosta – począwszy od pierwszego gracza, każdy uczestnik zabawy wybiera jedną z pięciu odsłoniętych na torze par kart pomieszczeń i dodatków. W zależności od tego jaki typ kart został dobrany należy odpowiednio rozdysponować je na lub obok własnej planszy domu.

  • karty pomieszczeń umieszczamy na przeznaczonych dlań polach w domku (każda z dostępnych na torze par zawsze zawiera taką kartę)
  • karty wyposażenia rozgrywamy zgodnie z ich indywidualnym opisem (np. łóżko możemy umieścić w sypialni, by dało nam dodatkowe punkty)
  • karty dachu trafiają na specjalny stos, by zostać rozstrzygnięte pod koniec gry
  • z narzędzi możemy skorzystać wedle zapisanych na ich kartach poleceń (niekoniecznie od razu)
  • pomocnicy natomiast – w większości – przyniosą nam punkty po zakończeniu gry, o ile spełnimy wskazane warunki.

Pomijając specyficzne zasady działania kart, obostrzenia w regułach rozmieszczania pomieszczeń oraz warunki punktowania, powyższa akcja jest jedyną podejmowaną w rundzie, zaś cała rozgrywka sprowadza się do kolejnych serii wybierania i umieszczania kart na swojej planszy domku – tak długo, aż zabraknie ich w stosach, czyli po 12 kolejkach. Bardzo łatwe w tłumaczeniu nowym graczom, a dzięki opisanym niżej zasadom szczegółowym – niebanalne.

Jak w każdym domu, tak i tu pierwsze skrzypce grają pomieszczenia i ich wyposażenie. Lokowaniu wspomnianych kart na naszej planszy, towarzyszy kilka prostych zasad, z których najważniejszą jest budowanie wyłącznie wtedy, gdy dane miejsce nie ma pod sobą (w niższej kondygnacji) pustego pola – wszak w powietrzu budować się nie da. Pozostałe zasady skupiają się na rozmiarach i wzajemnych zależnościach samych pokoi, oraz związanym z tym aspektem lepszego punktowania tychże, umieszczaniem wyposażenia i używaniem narzędzi, które to często w twórczy sposób naginają zasady podstawowe. Wszystko to ma zaś na celu uzyskanie jak najlepszego, ogólnego wyniku punktowego.

Mając na uwadze powyższe zasady, głównym wyzwaniem intelektualnym, jakie stawia przed graczem Domek, jest oszacowanie, która – z aktualnie dostępnych na torze dobierania –par kart najlepiej pasuje do naszego domu, a także które z pozostałych dadzą przewagę przeciwnikom. Zdarza się, że warto coś komuś podebrać, czasami można poświecić ciekawe pomieszczenie by skorzystać z wyjątkowo korzystnego dodatku, a innym razem istotną decyzją może być wybranie pary gwarantującej pierwszeństwo wyboru w kolejnej rundzie. Jak widać mimo ogólnej prostoty, gra wymaga ruszenia głową i uważnego śledzenia tego co pojawia się na torze, stąd też chcąc rozegrać partyjkę z pełnymi zasadami warto zastosować się do zalecenia na pudełku i zaprosić do stołu minimum 7-latka.

Minimalny wiek graczy wydaje się oszacowany sensownie, szczególnie w świetle dość złożonego systemu punktowania które przebiega po 12 kolejce. Wtedy to podliczane są pomieszczenia na planszy (często ich wielkość i relacja względem tzw. Aneksów ma znaczenie – np. Sauna lepiej sprawdzi się obok łazienki, a Spiżarnia korzysta z towarzystwa Kuchni), wyposażenie w pokojach, dach (jeśli jest jednolity i z okienkiem – da nam więcej punktów), usługi pomocników oraz specjalny bonus za funkcjonalność, czyli zbudowanie domku który ma po jednej łazience na piętro i/lub składa się z miedzy innymi Łazienki, Kuchni oraz Sypialni.

Przyznacie, że troszkę tego jest, ale nic straconego – już za moment postaramy się Was przekonać, że nawet znacznie młodsze dzieci mogą świetnie bawić się z wykorzystaniem elementów tak reguł, jak i samej zawartości pudełka Domku.

Gra wielofunkcyjna

Jako doświadczeni gracze podchodzimy do Domku nieco inaczej niż grupa docelowa szczególnie, że i sam wariant dwuosobowy daje nieco większe pole do kombinowania i psucia szyków przeciwnikowi (na początku rundy, pierwszy gracz zawsze wyrzuca jeden z zestawów nim wybierze swój). Takie spojrzenie pozwoliło nam przetestować  Domek w kategorii filerka, szybkiej i lekkiej gry, odskoczni od ciężkich tytułów, która w sumie leży na półce dla innych okazji, lecz może od czasu do czasu być rozkładana przez geeka. Było przyjemnie, los miał swój wpływ na rozgrywkę, lecz na tyle mały, by nie determinować wyników. Częściej korzystaliśmy z narzędzi, większą role odegrali pomocnicy – słowem było nieźle, więc bardzo możliwe, że i Wasz egzemplarz nie będzie kurzył się na półce bez ustanku, jeśli w pobliżu nie będzie akurat najmłodszych.

Naturalnie Domek nie jest tytułem dla graczy i nie powinien być w tych kategoriach oceniany, dlatego – jak wspominaliśmy we wstępie – ubiegły Pionek minął nam pod znakiem promowania tej sympatycznej gry wśród uczestników oraz – przy okazji – zbierania recenzenckich doświadczeń. Zasłyszane opinie można z grubsza podzielić na 4 grupy:

  • pierwsza to grające rodziny, gdzie udało się bez przeszkód wytłumaczyć zasady, a dzieci były rozmowne i wyraźnie obyte z grami. W takich sytuacjach chwalono przede wszystkim istotną rolę planowania, wyważoną interakcję i niezmiennie – bajeczne wydanie.
  • drugą grupą były osoby, wiekiem odpowiadające założeniom twórców, lecz nieobyte z grami. Tu również nie było większych problemów z tłumaczeniem. Nieco więcej miejsca wymagało jedynie omówienie kart z napisami, łamiących podstawowe reguły oraz wyjaśnienie punktowania. W ogólnym rozrachunku rozgrywka przebiegała jednak dość płynnie, zaś uczestnicy chwalili sobie wiele możliwości zdobywania punktów i brak wyraźnej losowości, przekładający się na podejmowanie świadomych decyzji przez dzieci(brak kostek i temu podobnych).
  • wśród uczestników znalazły się też dzieci ciut za małe na wariant pełny, które brały dział w rozgrywce opartej na budowaniu bez użycia specjalnych zdolności kart, zestawiając jedynie kolory i pamiętając o zasadzie pustych kondygnacji. Mimo niepełnych wrażeń gra wyraźnie sprawiała im radość. I na nasze oko może bez problemu być poddana takim „domowym” modyfikacjom.
  • ze sporą doza sympatii wspominamy też rodziców nieco mniejszych pociech, którzy Domek – z braku innej możliwości – potraktowali jak interesującą, ładną zabawkę. Wspólne układanie pomieszczeń, wskazywanie i nazywanie przedmiotów sprawiało radość szczególnie dziewczynkom.

Bez względu, do której z „grup” się zaliczali, rodzice jednogłośnie chwalili walor edukacyjny gry i możliwość wykorzystania jej zarówno zgodnie z przeznaczeniem, jak i w innych zabawach. Co najmniej kilku zostawiliśmy namiary na sklep, w którym grę mogliby kupić, gdyż niestety wydawca nie był obecny na konwencie.

Jeśli zaś idzie o wskazywane „wady” skupiano się najczęściej na napisach na kartach i potrzebie okazjonalnego odrywania się od gry, by sięgać do instrukcji. Były to jednak sytuacje charakterystyczne dla rozgrywek z młodszym odbiorcą.

Dekorator wnętrz, kilka słów o wykonaniu

Pod względem jakości wykonania Domek jest prawdziwą willą. Pudełko ładnie prezentuje się na półce, zaś w jego wnętrzu znajdziemy dedykowaną, plastikową wypraskę, w której każdy element ma swoje miejsce. Do tego należy dodać lakierowane karty, sztywne planszetki domków i sympatyczny drewniany znacznik pierwszego gracza. Słowem nie sposób narzekać.

Na osobną pochwałę zasługuje urzekająca oprawa. Zaczynając od opakowania, a na kartach kończąc ilustracje Bartłomieja Kordowskiego zalewają graczy barwnymi szczegółami. Pomieszczenia, choć pozbawione mieszańców (może by tak dodatek „Rodzinka”?), pełne są życia i „słońca”, zachęcając najmłodszych do rozgrywki.

Zagrajmy w domek!

Recenzowanie gry Klemensa Kalickiego było dla nas miłym zaskoczeniem. Nie spodziewaliśmy się, że ten niewielki tytuł zafunduje nam tak wiele sympatycznych wrażeń – tak przy stole, jak i na pionkowej hali. Podziękowania za przedstawienie gry, uśmiechy najmłodszych to najlepsze czego może oczekiwać recenzent, a przecież cieszyliśmy się tym, nim jeszcze powstał tekst :)

Sukces Domku na konwentach lokalnych, lecz również na międzynarodowych targach gier w Essen podyktowany jest najpewniej tym, że na tle wielu dotychczas wydanych gier rodzinnych, wybija się nie tylko dzięki bajecznej oprawie i wyjątkowo trafnie dobranemu tematowi, lecz również za sprawą swej uniwersalności. Starsi docenią zaskakująco istotną wagę decyzji, nieco młodsi skupią się na planowaniu przestrzennym, zaś najmłodsi spędzą czas bawiąc się elementami gry.

Na zakończenie chcielibyśmy poruszyć kwestię, która w naszych recenzjach pojawia się niezwykle rzadko, lecz w tym konkretnym przypadku pełni istotną rolę. Jest nią cena, jaką przyjdzie nam za Domek zapłacić. Pudełko pełne barwnych elementów, zapewniające zabawę całej rodzinie możemy zdobyć już za 70 zł, co czyni go jednym z najlepszych kandydatów chociażby na gwiazdkowy prezent. Zatem drodzy rodzice, jeśli dość macie rysowania, zabaw i budowy domków, spróbujcie zagrać, to znacznie ciekawsze!

  • WYKONANIE: 10/10

    + szczegółowe i barwne ilustracje

    + wysokiej jakości elementy

    + czytelna i wyczerpująca instrukcja

    + solidne pudełko z dobrą wyprską

  • MECHANIKA: 9/10

    + proste zasady, które wytłumaczmy każdemu

    + płynna rozgrywka

    + sprawdzi się wśród dzieci w najróżniejszym wieku

    + dobrze się skaluje

    +/- geeka raczej nie zadowoli (to nie minus!)

    – nieco zbyt powtarzalna

  • OCENA: 9+/10

    W Domku Klemensa Kalickiego zamieszkały pospołu wszystkie cechy dobrej gry dla najmłodszych: proste zasady, piękną, szczegółowa oprawa oraz przyjazny temat. Tytuł ten zaciekawi, skłoni do myślenia, a przede wszystkim pozwoli rodzicom miło spędzić czas ze swymi pociechami (niekoniecznie trzymając się litery zasad ;) ).

Dziękujemy wydawnictwu REBEL.pl za przekazanie egzemplarza gry.