„ZnadPlanszy” nie zawsze musi unosić się aura rywalizacji. Najlepszym dowodem na to jest istnienie gier kooperacyjnych. Tę kategorię poświęcamy recenzjom, przeglądom i artykułom poświęconym grom, w których najważniejsza jest współpraca.

SHORT(y) #3: Space Alert – Kooperacja na kosmicznym poziomie

Szeroko pojęta kooperacja stanowi dziś jeden z najpopularniejszych typów gier planszowych. Przykładem są kolejne projekty ufundowane dzięki Kickstarterowi, nowe wersje uznanych tytułów, jak – recenzowany w zeszłym tygodniu – kościany Pandemic oraz wznowienia gier nieco starszych, które – na fali aktualnej fascynacji planszówkową współpracą – mogą na nowo zabłysnąć.

Space Alert wpisuje się w ostatnią z wymienionych grup, gdyż wydany w roku 2008, lecz pozbawiony rodzimej edycji, w naszym kraju nigdy nie wyszedł poza grupę najwierniejszych fanów. Na szczęście wydawnictwo Rebel.pl postanowiło wznowić szalony program wypadów w odległe rubieże kosmosu i to właśnie dzięki niemu zabieramy Was w testowy lot pod dowództwem kapitana Vlaady Chvátila.
Czytaj więcej

Do plecaka #19: Pandemic: Lekarstwo … na chwilę nudy

Osiem lat. Sporo czasu upłynęło odkąd sięgnęliśmy po pierwszą odsłonę Pandemica. Seria, której nowego reprezentanta przyjdzie nam dziś recenzować, zdążyła w tym okresie zdrowo namieszać na rynku gier planszowych, wliczając w to kilkuset procentowe zwiększenie zainteresowania graczy tematem kooperacji. Wystarczy – z pomocą serwisu bgg – cofnąć się do roku 2007, by spostrzec, że święcący dziś triumfy gatunek, był wtedy jedynie delikatnie zaakcentowany, a naprawdę dobre tytuły (zazwyczaj wpisujące się w „szkołę amerykańską” jak np. Arkham Horror) dało się policzyć na palcach jednej ręki.
Pandemic spopularyzował kooperację, pokazał jej inne oblicze, a przy tym doprowadził do poziomu mechanicznej elegancji, który nawet przez późniejszych twórców nie zawsze był osiągany. Seria z marszu zaskarbiła sobie bogate grono fanów na całym świecie, owocując wydaniem w wielu językach oraz szeregiem rozbudowanych dodatków. Dziś – porzucając główny, planszowy trzon – przyjrzymy się jedynej jak dotychczas produkcji pobocznej znanego cyklu, która klimat kryzysowej kooperacji stara się oddać za pomocą garści kolorowych kości. Czytaj więcej

Magia i myszy – Errare myszum est

Jak doskonale wiecie od pomysłu na grę do jej ewentualnego wydania droga jest kręta i daleka. Prototypy, dziesiątki – ba setki testów, a także – co nie mniej ważne – przygotowanie ostatecznej, klarownej wersji zasad, które w formie instrukcji pokierują przyszłych graczy. Jako osoba bardzo często tłumacząca gry innym, wiem z autopsji jak diametralnie różne jest poznawanie zasad w tej formie od zwyczajowego odczytywania instrukcji. Używam skrótów myślowych, łączę fakty często rozrzucone na kilku stronach tylko po to, by słuchacz poznawał grę jako całość – powoli porastający treścią szkic, a nie zbiór klocków, z którymi w gruncie rzeczy nie wie co zrobić.
Nim jednak przystąpię do tłumaczenia sam muszę poznać zasady, wertując instrukcję, rozwiewając ewentualne niejasności z pomocą for itp. Mam świadomość, że od tego czy poprawnie odczytam reguły zależy nie tylko moje własne zdanie o danym tytule, lecz również to jak odbiorą go współgracze, a w przypadku recenzji – również czytelnicy … Czytaj więcej

Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie – Zielona wyspa gier kooperacyjnych

29 X
Sterta połamanych desek, kilka skrzyń zapasów i sprzętu, płótno żaglowe – tyle zostało z naszej ukochanej Nocnej bryzy – miejmy nadzieję, że konwój kupiecki niebawem minie ten archipelag…
Wszystko stało się tak, szybko – można powiedzieć, że Bryza pokonała zbyt wiele sztormów, a może to nasz cieśla nie przykładał się do swojej roboty? Dość jednak domysłów – musimy zacząć działać. Po pierwszym rekonesansie wyspa wydaje się być dziewicza, jak sądzę nietknięta stopą białego człowieka. Opodal plaży odnaleźliśmy niewielką jaskinię – na jakiś czas da nam osłonę przed kaprysami matki Ziemi.
Od jutra zacznę przeszukiwać plażę – być może ktoś jeszcze ocalał? Czytaj więcej

Tajemnicze Domostwo – Piękna zbrodnia

30 VII 1879 r. godz. 18.30

Do posiadłości dotarłem bez szwanku mimo, iż warunki podróży dalece odbiegały od przyjętych dziś standardów. Nie sposób jednak dziwić się przewoźnikowi, skoro droga prowadząca do domostwa od lat pozostawała niekonserwowana. 

Rozpakowawszy podręczny bagaż przysiadłem na werandzie (gdzie piszę te słowa), by – zażywając ostatnich promieni słońca –  w spokoju wyczekiwać pozostałych uczestników naszego niecodziennego zgromadzenia. Czytaj więcej

Robinson Crusoe: Wyprawa H.M.S. Beagle – ewolucja w dobrym kierunku

Porywisty wiatr targał żagle statku, Charles niespokojnie przechadzał się po pokładzie raz po raz wyglądając upragnionego lądu. Wypchaną notatkami teczkę dzierżył niczym żołnierz pełniący wartę przed pałacem jego Królewskiej Mości, co akurat nie było porównaniem dalekim od prawdy – w rękach przyrodnika to nauka stanowią najsilniejszy oręż.
– Ziemia! – nad głowami zabrzmiał donośny okrzyk.
Darwin przycisnął notatnik do piersi i w zadumie udał się do kajuty.

Czytaj więcej

Mice and Mystics – czyli w czym tkwi klimat?

(Uwaga – poniższy tekst powstał w oparciu o błędnie odczytane zasady! Zostaje na stronie w formie ciekawostki pokazującej, jak wiele w odbiorze gry może zmienić jedna drobna pomyłka. Nowa recenzja, napisana na podstawie poprawnych rozgrywek dostępna jest TUTAJ.)

Książę Collin bacznie obserwował najciemniejszy kąt kuchni. Wśród kurzu i resztek jedzenia poruszały się niewyraźne kształty… Mieli coraz mniej czasu, a ten który im jeszcze pozostał nieubłaganie zdążał ku wydarzeniom malującym się w ponurych barwach. Musieli podjąć decyzję natychmiast – kierują się bezpośrednio do ogrodu, czy zaryzykują pomoc pannie Maggie? 

Heroizm zwyciężył i chwilę później cała gromada siłowała się z obluzowanym kaflem podłogi. Marmurowa płyta okazała się nie lada wyzwaniem, lecz w końcu udało się uzyskać odpowiednią szczelinę. Niestety, nie było im dane odpoczywać zbyt długo, gdyż nim się obejrzeli otoczyły ich karaluchy. Kiedyś zapewne by ich nie zauważyli, lecz teraz, gdy każdy z nich mierzył zaledwie kilka cali wzrostu insekty stanowiły całkiem realne zagrożenie. Za króla! – krzyknął Collin i rzucił się na wroga z miniaturowym mieczem…

W tej samej chwili w innym miejscu i czasie trzy niewielkie sześciany potoczyły się po drewnianym blacie, dwie pary oczu z uwagą śledziły każdy obrót, by ostatecznie dać wyraz swemu rozczarowaniu – gdzieś pośród murów zamku 4 szare myszy przegrywały walkę.  Czytaj więcej