Via Nebula – Martin Wallace buja w obłokach

Pierwsze spotkanie zawsze pozostawia w pamięci pewien obraz i chociaż ten wcale nie musi w 100% zgadzać się z rzeczywistością, to właśnie on stanowi bazę dla późniejszych odniesień i modyfikacji. W przypadku gier Martina Wallacea takim pierwszym spotkaniem był dla nas Brass – świetna, ekonomiczna eurogra osadzona w realiach rewolucji przemysłowej. Wraz z upływem czasu i rozrostem naszej kolekcji, kolejne tytuły jedynie potwierdzały, że to historia i przemysł stanowią dla brytyjskiego projektanta najistotniejsze źródło inspiracji. W tym przekonaniu trwaliśmy aż do roku 2011, kiedy to – w barwach własnego wydawnictwa – ten sam autor dał nam pierwszą ze swych gier osadzonych w Świecie Dysku. Coś się zmieniło, Martin Wallace na chwilę opuścił kopalnie i huty, a wraz z nimi cięższą kategorię planszówek, dając nam możliwość poznania lżejszej części swojego warsztatu. Czytaj więcej

Cywilizacja: Poprzez wieki (3ed.) – Idea odbita w planszówce

W okresie późnej szkoły podstawowej hasło „Jeszcze tylko jedna tura” na dłuższy czas zastąpiło mi w słowniku klasyczne „Dobranoc”. Spędzając kolejne godziny przy pierwszym komputerze, wprost nie mogłem się oderwać od strategii turowych, wśród których królowały naprzemiennie Heroes of Might & Magic III oraz Sid Meier’s Civilization II. Aktualnie do komputerowych strategi siadam znacznie rzadziej, jednak – jak prawi mądrość ludowa – stara miłość nie znosi próżni (czy jakoś tak) …
Czytaj więcej

Trylogia Maski #2: Mexica – Maraton wśród grobli

Niespełna siedemset lat temu, na wyspie u brzegów jeziora Texcoco, w pocie czoła tysięcy robotników i budowniczych, niewielka osada wojskowa przeobraziła się w stolicę najsłynniejszego imperium Mezoameryki. Charakterystyczne świątynie, pałace, boiska, wiszące ogrody i dziesiątki tysięcy domostw przetrwały 200 lat, będąc niemym świadkiem triumfu i upadku cywilizacji Azteków. Wszytko to, niegdyś skąpane w odcieniach złota i obsydianu, dziś stanowi jednak tylko mgliste wspomnienie – obraz zastygły w oczach pierzastego węża Quetzalcoatla, którego roztrzaskane monumenty da się jeszcze odnaleźć pośród uliczek dzisiejszego Mexico City. Czytaj więcej

Fields of Arle – Obfity plon Uwe Rosenberga

Uwe Rosenberg od pewnego czasu częstuje nas grami dwuosobowymi. W małych i zgrabnych pudełeczkach kryjąc zarówno kompaktowe edycje swych największych hitów (Agricola, Le Havre), jak i pozycje całkowicie nowe (Patchwork). Wszystkie wspomniane tytuły cechuje stosunkowa krótkość rozgrywki, niewielkie gabaryty i dość proste zasady, co czyni z nich idealny prolog przygody z portfolio niemieckiego projektanta. Na szczęście – w ferworze tworzenia lżejszych dwuosobówek- uznany autor gier ekonomicznych, nie zapomniał o fanach swych najbardziej złożonych pozycji, oczekujących wielkiego pudła, kilogramów drewna i gęb do wyżywienia…
Czytaj więcej

Simurgh – „dragon placement” dla każdego

Odkrywając nowoczesne planszówki – prędzej czy później – wśród dostępnych tytułów zauważymy pewne schematy gatunkowe, dyktowane wykorzystywaną mechaniką. My, rozpoczynając przygodę z grami dobrych kilka lat temu, jako jeden z pierwszych, a zarazem do dziś ulubionych typów poznaliśmy „worker placement” (ang. „rozmieszczanie pracowników”, w grach mechanika polegająca na umieszczaniu własnych pionów w konkretnych miejscach planszy, w celu uzyskania wskazanych dóbr / aktywowania efektów). W ten oto sposób – rozgrywając kolejne partie w coraz to nowsze tytuły – wysyłaliśmy na planszę jaskiniowców, rolników, budowniczych, rycerzy, mnichów, awanturników i wielu, wielu innych. Jednak smoki? Nie, smoki to coś nowego! Czytaj więcej

Istanbul – Biegając między straganami

Nagrody Spiel des Jahres nie trzeba przedstawiać nikomu, kto w planszówkowym świecie zdążył spędzić już nieco czasu. Sami z zaciekawieniem śledzimy kolejne edycje i chociaż z decyzjami kapituły nie zawsze się zgadzamy, to jednak podchodząc do gry oznaczonej laurem zwycięscy, możemy spodziewać się produkcji co najmniej dobrej. W dzisiejszej recenzji przyjrzymy się laureatowi czwartej edycji nagrody Kennerspiel des Jahres – podkategorii „branżowych Oscarów” – w zamyśle poświęconej grom bardziej zaawansowanym. Czytaj więcej

Empires: Age of Discovery – Okręt flagowy „worker placementów”

W przypadku gier planszowych dobra licencja, nawiązująca do uznanej serii gier wideo, filmów, czy książek potrafi zdziałać cuda, poszerzając grono potencjalnych odbiorców o rzeszę fanów pierwowzoru. Co więcej, można śmiało założyć, że spora część aktualnych planszówkowych geeków rozpoczęła swą przygodę z grami, właśnie od licencjonowanych tytułów. Dzieje się tak wtedy, gdy finalny produkt reprezentuje sobą coś więcej, niźli tylko wykupione logo znanej marki, a tak bez wątpienia jest w przypadku Empires: Age of Discovery.

Czytaj więcej

Five Tribes – Opowieści z krainy tysiąca i jednego meepla

Tegoroczne targi SPIEL zbliżają się milowymi krokami. Na dwa miesiące przed startem, zarówno na forach, jak i pośród moich planszówkowych znajomych panuje jeszcze względny spokój, lecz już we wrześniu w oczach większości graczy zapłonie ogień… Ponownie zaleje nas fala przecieków, zapowiedzi i dysput na temat potencjalnych „hitów Essen”.  Rokrocznie – w toku takich dyskusji, sond i recenzji pisanych na gorąco, często jeszcze w hotelowych pokojach – kształtują się listy gier, za którymi my planszówkowicze – z dużym prawdopodobieństwem – będziemy szaleć przez dłuższy czas. Jednym z najgłośniejszych tytułów ubiegłorocznej edycji targów – wielokrotnie pojawiającym się na listach „The best of Essen’14” – jest Five Tribes.
Czytaj więcej

Odkrycia: Dzienniki Lewisa i Clarka – Roll through the hills

Tworzenie kontynuacji hitu zawsze obarczone jest sporą dozą ryzyka. Kto pisze się na podobne zadanie, musi brać pod uwagę niezliczone porównania z oryginałem… Niejednokrotnie nawiązanie do ciepło przyjętego pierwowzoru nie wystarcza, by zadowolić rzeszę oczekujących fanów, stąd też od książek, przez komiksy, filmy, gry wideo, a na planszówkach kończąc – każde medium ma swoje własne przykłady sequeli, które z jakiegoś powodu uważa się za nieudane lub przynajmniej niedorastające do wielkości poprzednika. W dzisiejszej recenzji sprawdzimy, jak na tym polu poradził sobie Cédrick Chaboussit, autor święcącego trumfy na targach Spiel 2013 – Lewisa & Clarka, wracający tego lata z Dzienniakami pełnymi odkryć słynnych podróżników. Czytaj więcej

Trylogia Maski #1: Tikal – Indiana Jones świata planszówek

W szale zakupów, w nieodpartej chęci poznawania nowych tytułów każdy geek w pewnym momencie dochodzi do punktu, w którym szafy, portfel, rodzina lub przyjaciele zaczynają – mniej lub bardziej delikatnie – sugerować zwolnienie obrotów. Moment ten przychodzi wraz z wyrobieniem własnego planszówkowego gustu, kiedy to mniej więcej wiemy już, jakie gry uważamy za warte miejsca na półkach, a z którymi możemy się pożegnać. Sam rozstałem się w ten sposób z ponad 60 pełnoprawnymi tytułami oraz setką dodatków (tak, spora w tym zasługa LCG), toteż dziś już kilka partii niezawodnie decyduje o być albo nie być dla poznanej nowości. Piszę to wszystko gdyż gra, o której chcę Wam dziś opowiedzieć przetrwała wszystkie czystki, jakie zgotowałem swojej kolekcji na przestrzeni ostatnich siedmiu lat. I nie – nie z powodu zakopania pod stosem innych pudeł, co nomen omen mogłoby świetnie współgrać z jej tematem, lecz z racji niezmiennie zachwycającej mechaniki. Czytaj więcej