Do plecaka #18: Patchwork – nowe szaty króla Uwe

Jako geek – kompulsywnie wręcz – upodobałem sobie tworzenie najróżniejszych list i rankingów. Począwszy od znanego wszystkim graczom serwisu boardgamegeek, a kończąc na excelowych arkuszach – szereguję, bo lubię, co tylko się da. Najbliższym Wam – czytelnikom i czytelniczkom naszego bloga – jest coroczny przegląd polecanek prezentowych, będący syntetycznym wyciągiem ze wspomnianej bazy.

Dziś przedstawimy tytuł, który nie tylko sporo namieszał w temacie list „najlepszych dwuosobówek” oraz „tytułów do plecaka”, lecz również ma sporą szansę pojawić się w tegorocznym zestawieniu „gier na prezent”.

Uwe Rosenberg jest autorem, którego nazwisko – niemal od początku mojej przygody z planszówkami – przewija się przez rozliczne TOPlisty. At the gates of Loyang, Agricola i Le Havre, tworzące słynną „trylogię żywieniową” wciąż pozostają w ścisłej czołówce najlepszych eurogier, w jakie miałem okazję zagrać. Również wydanym nieco później, dwuosobowym wariacjom na ich temat nie można odmówić uroku, zaś niedawny kolos – Fields of Arle – jedynie potwierdził, że w żonglowaniu surowcami, trzodą i bydłem sympatyczny Niemiec nie ma sobie równych. Nic więc dziwnego, że mając za sobą tak wiele spotkań z grami Uwe, byliśmy niemal w stu procentach przekonany, iż nie prędko zaserwuje nam pozycję tematycznie różną od wymienionych poprzedniczek. W tym świetle Patchwork – najnowszą, dwuosobową propozycję autora Agricoli przyjęliśmy z niemałym zaskoczeniem.

„Mamy szyć kołderki?”

„Zamiast soczystego euro, główkować nad grą logiczną?”

Już ta diametralna zmiana stylów zaintrygowała nas na tyle, by wciągnąć oryginalną nowość na wishlistę.

Prostota finezją podszyta

Osoby regularnie zaglądające na naszego bloga zapewne pamiętają, że prócz gier planszowych równie chętnie sięgamy po łamigłówki logiczne z serii ThinkFun oraz Smart. W perspektywie bogatego, układankowego doświadczenia, Patchwork przypomina nam jedną z takich właśnie łamigłówek, tyle że zgrabnie dostosowaną do rozgrywki dwuosobowej.

Tematem gry, jak sama nazwa wskazuje, jest szycie wielobarwnej kołdry z różnokształtnych łatek materiału. Skrawki te podobnie jak tetrisowe klocki, składają się z kwadratów, jednak tu zarówno ich liczba, jak i układ pozwalają na ciekawsze, bardziej złożone kombinacje.

Przygotowanie zabawy, jak i sama rozgrywka nie zajmują wiele czasu – odpowiednio kilka i kilkanaście minut. Trzeba jednak przyznać, że jak na niewielką grę dwuosobową, która bez trudu zmieści się w plecaku, Patchwork zajmuje całkiem sporo miejsca – przynajmniej na początku partii. Łatki, a jest ich XX należy bowiem rozłożyć w okrąg tak, by utworzyły swego rodzaju ścieżkę dla specjalnego znacznika. To właśnie ten pion będzie wskazywał, które spośród skrawków będą w danej turze dostępne do zakupu. Prócz na start każdy z graczy otrzymuje planszetkę o rozmiarze 9×9 pól, 5 sztuk guziko-waluty, zaś na środku stołu umieszcza się tor upływu czasu – odmierzający postęp partii. Niby niewiele, a jednak trzeba się trochę nagimnastykować, by upchnąć grę na mniejszym stole.

Tak jak proste jest przygotowanie, tak nieskomplikowana w swych założeniach jest również sama rozgrywka, co jednak nie oznacza, że brak tu głębi (o czym postaram się przekonać Was już niebawem). W jej trakcie naszym celem jest zapełnienie skrawkami materiału, jak największego obszaru planszy, gdyż każde wolne pole to pod koniec gry aż dwa punkty ujemne. Chcąc ów cel osiągnąć, w – nie do końca naprzemiennych – turach, przyjdzie nam wybierać spośród dwóch dostępnych akcji.

Są to:

A. Przesunięcie się na torze czasu i dobranie guzików. Swój znacznik przemieszczamy zawsze w przód – o jedno pole przed dysk przeciwnika, pobierając przy tym guzikową walutę w liczbie równej przebytym polom.

B. Zakup oraz umieszczenie skrawka na planszy. Materiały kupujemy spośród dokładnie trzech kolejnych, leżących przed drewnianym znacznikiem. Następnie kolejno – przesuwamy pion na miejsce zakupionego kształtu (co otwiera nowe możliwość zakupów), płacimy odpowiednią liczę guzików – wskazaną na dobranej łatce, dokładamy kształt na planszę, a ostatecznie przesuwamy swój dysk na planszy czasu o wskazaną liczbę pól – zbliżając partię ku końcowi oraz zyskując ewentualne bonusy (o czym niżej).

Jak widać ogólne zasady są banalnie proste, dopiero szczegóły pozwalają zrozumieć dlaczego Patchwork zbiera niemal wyłącznie pozytywne opinie wśród fanów szybkich gier dwuosobowych.

Jednym z najciekawszych rysów mechaniki jest odejście od naprzemiennego wykonywania ruchów. Tutaj, to gracz będący „w tyle” na planszy postępu rozgrywki, wykonuje ruchy tak długo, aż w ich wyniku wyprzedzi przeciwnika. O ile w przypadku akcji A tura kończy się natychmiast, a kolejka przechodzi w ręce przeciwnika, tak wybrawszy zakup (akcję B) o tym jak daleko przemieścimy znacznik decyduje zakupiona łatka, gdyż każda posiada swój własny czas „doszywania”. W ten oto sposób, może się zdarzyć, że będąc daleko w tyle wykonamy kilka ruchów pod rząd.

Z ruchem na torze postępu związane są również „pola bonusowe”. Przekraczając je mamy okazję pobrać guziki (w liczbie równej tym przedstawionym na naszych skrawkach) lub – w kilku przypadkach – jesteśmy nagradzani specjalnym kwadratowym materiałem, który pozwoli załatać dziury w patchworku. Niejednokrotnie minięcie odpowiedniego bonusu znacząco wpłynie na sytuację w kolejnym ruchu.

Ostatnim z elementów ubarwiających rozgrywkę jest dodatkowa, warta 7 punktów płytka, którą zdobywa ten, kto pierwszy w pełni pokryje materiałem obszar o wymiarach 7×7. Wszystko to, w połączeniu z różnorodnym kosztem i kształtem poszczególnych skrawków sprawia, że z każdym ruchem stajemy przed nowymi dylematami:

  • kupować kształty z guzikami (droższe, lecz punktujące), czy bez?
  • kupować to czego sami potrzebujemy, czy to co jest ważne dla przeciwnika?
  • kupić kilka tanich „czasowo” kształtów, czy jeden droższy pozwalający przekroczyć bonusowe progi?
  • kupować cokolwiek, czy może wstrzymać się, licząc że przeciwnik swym ruchem podsunie nam ciekawsze kształty?
  • przeć ku bonusowej płytce, czy skupić się na guzikach itd.

Jak na maksymalnie 20 minut zabawy, miejsca na główkowanie jest aż nadto.

Patchwork jak się patrzy

Jak na grę o szyciu kołderki z łatek przystało – Patchwork wita feerią barw i wzorów. Szczęśliwie zdecydowano się na nieco bledsze odcienie, toteż gra mimo łączenia wielu kolorów nie kłuje w oczy. Zarówno wymiary pudełka, jak i jakość użytych materiałów przywodzą na myśl pozostałe „dwuosobówki” Uwe Rosenberga, toteż o żywotność tytułu nie musimy się martwić. Szkoda jedynie, że zamiast kartonu, w pudełku nie znajdziemy prawdziwych guzików – na pewno dodałyby grze uroku.

Podsumowanie – nowe szaty króla Uwe

Przyznaję, że nie do końca wierzyłem w sukces Patchwork. Owszem w momencie zapowiedzi gra zaintrygowała nas, lecz bardziej na zasadzie dwugłowej owcy w idealnym stadku eurogier Uwe Rosenberga, niż potencjalnego hitu. Jak się okazało pierwsze recenzje szybko zrewidowały niedowierzanie i od tego momentu wprost nie mogliśmy się doczekać, aż sami sprawdzimy, jak w praktyce sprawdza się ten niezwykły „skok w bok”autora Agricoli. Dziś, mają za sobą już dobrych kilka partii jesteśmy zachwyceni. Tytuł ten sprawnie łączy banalne zasady (tłumaczenie trwa mniej niż 5 minut) z pełną zagwozdek, pozbawioną losowości rozgrywką. Przenosi mechanizmy znane z łamigłówek logicznych w ramy zaciętej gry dwuosobowej, wymagającej czujnego analizowania zarówno ruchów własnych, jak i przeciwnika.

Daję słowo – od dawna żaden mały tytuł nie namieszał tak mocno w moich TOPlistach.

  • WYKONANIE: 9+/10

    + oprawa idealnie wpisana w temat

    + solidna jakość materiałów

    -/+ brak prawdziwych guzików w zestawie

    – żetony guzików mogłyby być nieco większe

  • MECHANIKA: 10/10

    + banalne w tłumaczeniu zasady

    + wiele drobnych decyzji do podjęcia

    + szybka rozgrywka (15-20 min)

    + mechanika kolejności rozgrywania tur

    + zerowa losowość, a jednak wysoka regrywalność

    – nie wyśpisz się pod nią

  • OCENA: 9+/10

    Patchwork to hit. Dobble wśród stonowanych gier dwuosobowych. Tytuł, który będę polecał wszystkim nowym graczom, jako idealną pozycję na lekki start w świat nowoczesnych planszówek.
    Uwe Rosenberg przygotował elementarz, który – idę o zakład – wychowa mu kolejne pokolenie fanów.

Dziękujemy wydawnictwu REBEL.pl za przekazanie gry do recenzji.