Alchemicy – Mikstura planszowej świeżości

Pewien grecki filozof powiedział niegdyś, że wszystko ulega ciągłym zmianom i to zmiana jest najistotniejszą cechą każdego bytu. Cóż, patrząc na otaczający nas świat nie sposób przynajmniej częściowo, nie zgodzić się z mądrością starożytnych. Wystarczy spojrzeć na najbliższe nam podwórko, by przekonać się, iż bez zmian również nasze ulubione hobby prędko zginęłoby śmiercią naturalną. Od lat obserwujemy ciągłe zmiany tematów, mechanik, formatów – wszystko po to, by przykuć uwagę nas – graczy.

Dzisiejszy wstęp, do recenzowanej gry odnosi się w sposób dwojaki – po pierwsze Alchemia, jako dziedzina specyficznych badań wyrosła w linii prostej od filozofii, po drugie zaś, gra ów temat podejmująca reprezentuje jeden z kierunków, w jakim zmierzają nowoczesne planszówki, a w którym sięga się po środki „poza analogowe” celem ubarwienia rozgrywki. Mowa tu o aplikacjach instalowanych na urządzeniach przenośnych (telefonach, tabletach), będących integralną częścią mechaniki danej gry planszowej. Część osób zapyta zapewne – „Ależ po co to?” lub wykrzyczy – „To przeczy idei planszówek!” Cóż, pozornie wydaje się to rozumowaniem w pełni uzasadnionym, jednak przyjrzawszy się przez chwilę rozwojowi naszego ulubionego hobby na przestrzeni ostatnich kilku lat, dostrzegamy zmiany podkopujące początkową pewność.

Cyfrowa (r)ewolucja?

Lata temu na komputery osobiste wydano pierwszą edycję gry Osadnicy z Catanu, nieco później internet obrodził serwisami skupionymi wokół grania w znane planszówki online. Taka forma prowadzenia rozgrywki bardzo szybko znalazła całą rzeszę fanów, ba znam osoby, które w pewne tytuły wręcz wolą grać na PCecie np. z racji uciążliwości przygotowywania partii analogowych edycji. Wraz z pojawieniem się urządzeń przenośnych opartych na Adroidzie i iOS otwarła się kolejna furtka dla elektronicznych planszówek, stąd dziś możemy cieszyć się dziesiątkami bardziej lub mniej udanych implementacji. W tej perspektywie kwestią czasu pozostało wykorzystanie tabletów i telefonów, jako elementu wpisanego w mechanikę całkowicie nowej analogowej planszówki, łączącej możliwości obu nośników.

Za próby prekursorskie i swego rodzaju pierwotne w tej materii, można uznać gry karciane wydawane na konsolę PS3, które to do działania wykorzystywały kamerę skanującą kody QR. Już tam starano się rozszerzyć papierową rzeczywistość o dodatkowy wymiar, jakkolwiek w tym przypadku miało to służyć jedynie spotęgowaniu wrażeń estetycznych. Nieco później, równolegle do powstających implementacji, zaczęły pojawiać się fanowskie aplikacje w jakimś stopniu ułatwiające i porządkujące pewne mechaniczne czynności, charakterystyczne dla planszówek. Kalkulatory trafień kością, cyfrowe karty postaci, liczniki rund itp, nieobowiązkowe drobiazgi dla graczy lubujących się w modernizowaniu gier. Wciąż jednak nie wydano pozycji, której sercem byłaby aplikacja – brakowało czegoś autentycznie świeżego, jednoznacznie łączącego dwa światy.

Dopiero zeszły rok przyniósł w tej materii swoisty przełom – zapowiedziano grę XCOM, której mechanika nierozerwalnie łączy się z działaniem dedykowanej aplikacji. Ta odmierza czas trwania rund, generuje wydarzenia, najogólniej rzecz ujmując „czuwa” nad przebiegiem partii. Tytuł ostatecznie został przyjęty dość ciepło, jednak nie obyło się bez dyskusji na temat zasadności tego typu rozwiązań. Alchemicy, będący przedmiotem tej recenzji, podążają w podobnym kierunku, jednak tutaj aplikacja nie pełni roli sekundanta – jest narzędziem, które aktywnie wykorzystujemy w czasie partii, a zarazem generatorem regrywalności i upłynniaczem rozgrywki.

Mam nadzieję, że powyższe kilka zdań naświetliło mniej więcej, dlaczego Alchemicy są dla mnie tytułem szczególnie ważnym. Autentycznie świeże doświadczenie to  dla śledzącego nowości geeka prawdziwa okazja do świętowania.

Alchemicy, jakich znamy

Przed ciągłymi zmianami bronimy się jak możemy, tworząc szufladki, skróty myślowe i kategorie. Zatem, by nie mącić Wam zbytnio w  głowach już na wstępie uspokoję, że Alchemicy – poza interesującymi mechanizmami i wykorzystaniem aplikacji – nie wywracają naszego planszowego świata do góry nogami. To solidna gra w stylu europejskim reprezentująca gatunek „worker placement”, z mocno zaakcentowanym i wyczuwalnym klimatem oraz solidną dawką dedukcji. Wszystko to zmieszano wręcz idealnie tworząc swego rodzaju – jak na alchemika przystało – mieszaninę jednorodną.

Na czas partii wcielamy się w tytułowych Alchemików – jednak nie tych znanych z kart historii, a ich RPGowo-baśniową reinterpretację – nieco zwariowanych uczonych-handlarzy, którzy co rusz topią w swych kociołkach żaby i skorpiony, wykrzykując przy tym niepotwierdzone teorie na temat natury wszechrzeczy. Na wspomnianym topieniu, mieszaniu, wykrzykiwaniu i czasem – naturalnie celem uczciwego zarobku – sprzedawaniu, upłynie nam około 1,5-2h angażującej intelektualnie zabawy. Nim jednak ta się rozpocznie wypada przygotować grę, a co najistotniejsze zapoznać się z instrukcją. Ta, jak przystało na Czechów z CGE ponownie rozluźnia napiętą atmosferę licznymi żartami i masą klimatycznych wstawek, co w połączeniu z bardzo sensownym rozplanowaniem treści sprawia, że zasady – chociaż liczne – nie przytłaczają nadmiernie. Istotne jest też wprowadzenie wariantu delikatnie uproszczonego, co upłynnia pierwsze partie, pozwalając na zaznajomienie się z gra, przy jednoczesnym nie kastrowaniu mechaniki z najistotniejszych elementów. Dopiero mając za sobą przydługą lekturę oraz złożenie specjalnych, tekturowych zasłonek-kociołków możemy przystąpić do gry … Chociaż nie – zapomniałbym o najważniejszym – wpierw musicie pobrać aplikację – Wasz prawdziwy kociołek.

Licencjat z alchemii

Mikstury tworzone w Alchemikach powstają dzięki zmieszaniu dwóch z ośmiu składników, lecz to nie składniki, a alchemony w nich zawarte (coś na kształt magicznych związków chemicznych) sprawiają, że z danej pary powstaje taki, a nie inny specyfik. W mieszaniu tym leży podstawa dedukcyjnego charakteru recenzowanej gry, a zarazem główna funkcja dedykowanej aplikacji. Każdy składnik to dokładnie jeden alchemon, zaś każdy alchemon to związek trzech „atomów” o różnej wielkości, kolorze i wartości (dodatniej lub ujemnej). Wiem brzmi to pokrętnie – spójrzcie zatem na zdjęcie niżej – wszystko w mig się rozjaśni.

O ile układ poszczególnych „atomów” w alchemonach jest niezmienny – określony żetonem, tak już ich występowanie w składnikach nie. I w tym miejscu do gry wkracza aplikacja – to dzięki niej każda partia posiada swój własny – wygenerowany dzięki algorytmowi – zestaw ośmiu par „składnik-alchemon”. Zadaniem graczy, jest na drodze eksperymentów i dedukcji, dość do tego co tym razem kryje w sobie oko żaby lub kwiat paproci, oraz dlaczego ich połączenie daje truciznę, a nie leczniczy napar.

Poszczególne mikstury powstają w wyniku przyciągania się większego „plusa”/”minusa” określonego koloru z mniejszym odpowiednikiem zawartym w drugim z mieszanych składników. Dzięki tej zasadzie, z dowolnej pary alchemonów zawsze powstanie dokładnie jedna możliwa mikstura. Dla przykładu – dwa czerwone plusy o rożnych wymiarach dadzą nam miksturę leczącą, toteż na poniższym zdjęciu, takowa powstanie jedynie z połączenia kurzej łapki oraz żabiego oka.

Każda sytuacja wymagająca mieszania składników pociąga za sobą potrzebę użycia telefonu lub tabletu, którym skanujemy wybrane karty, by chwilę później otrzymać na ekranie wynik warzenia. Rezultaty kolejnych eksperymentów zaznaczamy na specjalnej tablicy kryjącej się za naszą zasłonką. Ta pozwala szybko określać, jakie połączenia dotychczas odkryliśmy. Również dzięki niej z czasem – metodą dedukcji, poprzez wykluczanie połączeń niemożliwych w świetle wyżej wymienionych zasad – dojdziemy do faktycznego alchemonu, skrywanego w konkretnym składniku.

Uff, mam nadzieje, że ten wykład rozjaśnił Wam nieco zawiłe meandry alchemii – więcej informacji znajdziecie na stronach 2-3 instrukcji, do której w tym miejscu Was odsyłam.

Napięty terminarz

Odebrawszy zasłużony dyplom najwyższej kapituły, możesz nareszcie otworzyć własne – w pełni licencjonowane laboratorium. Za co weźmiesz się najpierw? Czym wypełnisz swój dzień? Zależy to już tylko od strategii i taktyki obranej na czas tej rozgrywki. Plansza do gry przedstawia miasto, w którym mieści się twój wyjątkowy i jak sądzisz lukratywny interes oraz sporo interesujących miejsc w sam raz dla alchemika z wizją i zapałem. Niestety, mimo iż my alchemicy władamy materią z niezwykłą łatwością, wobec żywiołu jakim jest czas jesteśmy równie bezbronni co parobkowie – naszą jedyną bronią jest solidna i przemyślna organizacja pracy lub maksimum, a niech stracę – pięciu terminujących czeladników.

Podstawą pracy każdego szanującego się naukowca jest określenie celu badań, a jakiż cel byłby bardziej szczytny dla alchemika od zgłębianie natury świata (a przy okazji skompletowania niewielkiej kolekcji przydatnych artefaktów)? Nic jednak samo się nie uczyni – czas brać się do roboty.

Pojedyncza partia Alchemików toczy się przez pięć rund, z których każda symbolizuje jeden dzień wytężonej pracy. Do dyspozycji otrzymujemy – w zależności od liczby graczy – od 4 do 6 znaczników symbolizujących czas/czeladników (wedle uznania). To dzięki nim – na zasadach klasycznych gier typu „worker placement” wskażemy jakich zadań planujemy podjąć się w danej rundzie. Kosteczki rozkładamy w porządku odwrotnym do pozycji graczy na torze kolejności, toteż im wyższą posiadamy, tym więcej informacji o planach przeciwników będzie dla nas dostępnych w momencie umieszczania własnych sześcianów. Pierwszeństwo gra tu zatem bardzo istotną rolę i czasami warto sypnąć groszem, by zarezerwować sobie najwyższe miejsce, rezygnując z bonusów w postaci składników i pomocników (kart mieszczan ułatwiających grę lub potęgujących działanie akcji) oferowanych przez niższe lokaty.

Załóżmy, że kolejność została ustalona – przyszedł czas na wybranie akcji – oto jakie możliwości stoją przed pełnym wigoru alchemikiem, wychodzącym skoro świt na miasto:

  • Szukanie składników – miasto i pobliski las pełne są potencjalnych nośników alchemonów – wystarczy poszukać! Podejmując się tej akcji pobieramy jeden składnik za każdy znacznik. UWAGA, odkryte karty uzupełniamy dopiero pod koniec rundy – spóźnialscy mogą pobierać jedynie w ciemno – z zakrytej talii.
  • Transmutacja składników – nawet tak znamienita persona jak Ty może czasami utopić złoto w nietrafionej inwestycji (lub żrącym roztworze). Na szczęście w mieście od lat prosperuje magister transmutacji. Daj mu składniki, a podzieli się zyskiem w postaci monet.
  • Sprzedaż mikstur – naturalnie wszyscy działamy w imię nauki, ale przecież żyć za coś trzeba (syntetyzowana potrawka z baraniną jest wyjątkowo podła). Chcąc zarobić nieco grosza możemy sprzedać efekty swej pracy nawiedzającym miasto awanturnikom. Każdy z nich ma nieco inne wymagania, ale przy odrobinie szczęścia i manipulacji umową gwarancyjną być może uda się opchnąć zalegający w magazynie zapas placebo? Walka o klienta jest drugim po kolejności, szczególnie obleganym obszarem. Na szczęście gra wyjątkowo dobrze się tu skaluje, oferując możliwość licytacji prawa do sprzedaży, mimo ustalonej kolejności – kto da większy rabat, tego klient wybierze. Sprzedaż to jednak nie tylko możliwy zysk – dzięki wynikom ważenia mikstur uzyskamy tu cenne informacje przydatne w ciągłej dedukcji i poszukiwaniu ukrytych alchemonów.
  • Kupno artefaktu – szanujący się alchemik nie wydaje złota na zbytki chyba, że mowa tu o wyjątkowych, luksusowych, artefaktycznych zbytkach … a że przy okazji przydadzą się w czasie badań oferując swe niezwykłe moce… ależ one będą wyglądać w salonie, biorę, biorę te inkrustowane kociołki!
  • Obalenie teorii – nic tak nie poprawia humoru, jak wbicie szpili konkurencji. Publikowanie i obalanie teorii to chleb powszedni akademika, a przecież my – jak powtarzam – szanujący się naukowcy – utrzymujemy kontakt z społecznością akademicką. Dla mniej wtajemniczonych przypomnę, że w dziedzinie alchemii obalenie teorii oznacza wykazanie, że dany składnik nie zawiera w sobie alchemonu deklarowanego przez konkurencję. W zależności od tego, czy rywalizujemy na poziomie czeladnika, czy też mistrza musimy dodatkowo przeprowadzić dowód, tzn eksperyment potwierdzający naszą tezę. Poprawne obalenie teorii nie dość, że pozbawia sławy (punktów) oponenta to zarazem przysparza jej nam.
  • Publikacja teorii – jeżeli już odpowiednio podkopaliśmy konkurencję zawsze możemy podzielić się ze światem własnymi – godnymi chwały – badaniami. Wystarczy wybrać jeden z dotychczas niewskazanych alchemonów i przypisać go do składnika, pozostaje jeszcze opłacenie kosztów publikacji, przybicie pieczęci (gdzie deklarujemy punkty lub zabezpieczamy się na wypadek obalenia) i gotowe. Najbardziej pilni akademicy (publikujący wiele teorii) mogą liczyć na stypendia!
  • Testy na uczniu – na uniwersyteckim ganku na pęczki jest uczniów chętnych oddać swój zapał (i układ pokarmowy) nauce. Naturalnie do czasu pierwszej pomyłki – po niej kolejnych wypadnie nam zachęcić złotem.  Czego jednak nie robi się dla pozyskania danych do dalszych badań!
  • Picie mikstur (innymi słowy testy na sobie) – a propos poświecenia – gdy chętnych brak, a w sakwie hula eter, sami możemy łyknąć co nieco z kociołka – miejmy jednak na uwadze, że nie każda mikstura to sok porzeczkowy. Są takie, które utrudnią nam działania kolejnego dnia (blokada na torze kolejności (paraliż), jedna kość akcji mniej (kontuzja) itd.)

Tak oto mijają nam dni-rundy, kręcimy się po mieście załatwiając typowe, alchemiczne sprawy, przy okazji sumiennie notując wszystkie uzyskane wyniki. Poszczególne pola akcji rozstrzygane są kolejno, zgodnie z wymienionym wyżej porządkiem. Wedle toru kolejności, wpierw rozgrywa się po jednej akcji na każdego zadeklarowanego gracza, a następnie – również wedle kolejności – pod uwagę brane są kosteczki dostawione w następnej kolumnie itd, aż do całkowitego rozstrzygnięcia konkretnego pola. Dzięki temu nawet przy niskiej pozycji mamy szansę coś ugrać. Pierwszy nie zgarnia wszystkiego za jednym razem. To kolejne świetnie balansujące rozgrywkę rozwiązanie.

W toku rozgrywki tabela naszego kociołka powoli zacznie się klarować – uważna obserwacja przeciwników oraz skrupulatne notowanie własnych wyników, pozwolą zakładać z dozą prawdopodobieństwa, jaki alchemon kryje się w konkretnym składniku. Pamiętajmy, że to publikowanie i obalanie teorii da nam najwięcej punktów, w końcu nauka ponad wszystko! (No prawie wszystko – bo któż odmówi glorii Alchemikowi z kolekcją najrzadszych artefaktów po tej stronie królestwa?) Stąd też oczekiwanie na całkowitą pewność nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem – jednak wszystko zależy od przyjętej strategii i zachowania przeciwników

Ostatnią szansą na podreperowanie reputacji (punktów) jest finalna runda oraz trwający w jej czasie pokaz sztuki alchemicznej. Dla uciechy gawiedzi i własnego prestiżu, gracze deklarują jaką miksturę przygotują, będąc nagradzanymi gromkimi brawami w przypadku sukcesu. Później pozostaje już tylko ostateczne sprawdzenie prawdziwości deklarowanych teorii, oświadczenie majątkowe i możną ogłosić, kto zdobył tytuł najlepszego alchemika w królestwie.

PS. Co ciekawe w grze umieszczono również wariant nie wymagający aplikacji. Jej funkcję pełni osoba wybrana do sprawdzania wyników eksperymentów, używając w tym celu specjalnej planszy. Jako, iż nasz „ludzki komputer” nie może uczestniczyć w faktycznej rozgrywce, szczerze wątpię, by ktokolwiek zechciał zagrać w ten sposób.

Warsztat alchemika

Tym, co bez najmniejszego zapoznania z mechaniką przyciąga do Alchemików jest zdecydowanie oprawa. Sam wielokrotnie przystawałem obserwując osoby rozgrywające partię wersji anglojęzycznej na ostatnim Pionku. Tytuł ten zwyczajnie cieszy oko, nie tylko dzięki idealnie pasującej do zabawnego tematu estetyce, lecz również z racji wykonania. Mamy tu świetnie zaprojektowane zasłonki, plastikowe pojemniczki ułatwiające zachowanie porządku na stole, kolorowe fiolki do oznaczenia kolejności graczy oraz oczywiście – przejrzystą aplikację. Niemal wszystko zasługuje tu na najwyższą notę, jedynie karty składników wydają się być zbyt delikatne, co w połączeniu z intensywną eksploatacją naraża je na szybkie zużycie (koszulki mocno wskazane).

Podsumowanie oraz garść informacji dla leniwych (w skrócie TLDR)

Jak widzicie z tego lekko humorystycznego opisu, wyłania się nam gra spójna, złożona i wręcz ociekająca klimatem, a przecież wciąż mówimy o tytule z gatunku eurogier. Czechom po raz kolejny udało się przygotować pozycję wyjątkową i wybijający się ponad planszową przeciętność. Sam najbardziej cenię sobie w Alchemikach wspomnianą spójność wszystkich mechanizmów i dbałość o szczegóły, przy jednoczesnym zachowaniu względnej przejrzystości. Owszem gra nie jest łatwa w tłumaczeniu i nie poleciłbym jej początkującym, jednak z nawiązką wynagradza kilka chwil wysiłku, by przy kolejnych partiach pokazać, że tak naprawdę nie ma w niej nic szczególnie trudnego.

Rozebrawszy mechanikę na czynniki pierwsze cieszy sensowne skalowanie nawet w gronie 2 osób (dostosowano liczbę akcji oraz układ planszy), regrywalność generowana dzięki aplikacji oraz losowo dobieranym kartom artefaktów i pomocników, a także nareszcie świeże podejście do dedukcji. Oczywiście  w zależności od rozgrywanego wariantu akcenty rozkładają się nieco inaczej i pewne akcje będą wykorzystywane częściej, jednak nie zauważyłem, by gra dwuosobowa była w jakiś sposób wykastrowana – spokojnie można kupić ten tytuł tylko dla takich rozgrywek. Dzięki pomocnikom i artefaktom każda partia wyglądała nieco inaczej, gdyż w różnych jej momentach otrzymujemy dostęp do innych możliwości. Dla przykładu – osoba po warzeniu odrzucająca tylko jeden zużyty składnik (z racji posiadania artefaktu), będzie koncentrować się na zupełnie innych akcjach niż przeciwnik, posiadający artefakt wspomagający publikacje. W ten sam sposób wpływają na grę pomocnicy, oferując rożnego rodzaju bonusy na czas pojedynczej czynności. W naszych partiach korzystaliśmy z każdego pola na planszy nie czując zupełnie, by cokolwiek było zbędne.

W grach planszowych cenimy sobie również ograniczenie efektu kuli śnieżnej, tutaj nie czuliśmy, by jeden gracz już w początkowej fazie mógł zdominować partię. Zawsze jest coś do zrobienia, nigdy nie mamy wrażenia, że oto czas już tylko klepać punkciki do wielkiego finału, którego wynik jest oczywisty. Autor oddał w nasze ręce sporo mechanizmów pozwalających czerpać punkty i przełamywać złą passę, jak np. dołączanie do cudzych teorii, licytowanie prawa sprzedaży lub bonusy na torze kolejności.

Mimo wszystkich opisanych wyżej zalet, sięgając po Alchemików wypada brać pod uwagę pewne ich cechy – niekoniecznie wady, które części z Was nie muszą się podobać. Przede wszystkim jest to gra mocno angażująca intelektualnie. Mamy tu dwa równoległe obszary ciągłego planowania – po pierwsze plansza i dostępne na niej akcje, po drugie nasz kociołek i nieustanna dedukcja alchemonów zawartych w składkach. Wierzcie lub nie, ale po partii autentycznie czułem się zmęczony ii raczej nie wyobrażam sobie dwóch rozgrywek z rzędu. Nie jest to również tytuł dla osób nie tolerujących dumania nad planszą – zwyczajnie nie każdy dedukuje z taką samą szybkością, toteż zdarzają się momenty gdy zwyczajnie musimy przystanąć by zastanowić się nad układem za własną zasłonką. Całe szczęście, że w tym samym momencie również inni gracze mogą zająć się swoimi kociołkami, co nieco rozładowuje napięcie oczekiwania na ruch. Gra należy również do gatunku tych, które kończą się dokładnie w tym momencie, gdy wszystko zaczyna działać bez dodatkowych problemów, generując istotne zyski. To zabieg celowy, gdyż w istocie najważniejsza jest tu droga do wielkości, toteż cieszę się, że autor postanowił uciąć rozgrywkę tak, by każdy miał ochotę na więcej, nie czując przy tym rozczarowania.

Nie trzeba być mistrzem dedukcji, by na podstawie gabarytów i tonu mojej recenzji domyśleć się oceny. Ta w istocie jest bardzo pozytywna, bowiem mamy do czynienia nie tylko z jedną z najbardziej innowacyjnych planszówek ostatnich lat, lecz również tytułem zwyczajnie dobrym. Aplikacja nie jest tu dodatkowym bajerem – wabikiem na klienta, to silnie osadzony mechanicznie element, którego wykorzystanie po kilku ruchach jest dla graczy równie oczywiste, co rzut kością. Nie chcę wieszczyć nowej ery planszówek, gdyż na to jeszcze za wcześnie, lecz jeśli tak mają wyglądać crossovery świata tektury i krzemu to dlaczego nie! Wszak wszystko robimy w imię nauki i lepszej przyszłości – jak prawdziwi Alchemicy planszy!

  • WYKONANIE: 9/10

    + fantastyczne, zabawne, oddające temat grafiki

    + bardzo solidna jakość elementów tekturowych, w tym zasłonek

    + plastikowe organizery i woreczki w zestawie

    + wysoka jakość materiałów

    +/- karty składników narażone na szybkie zużycie.

  • MECHANIKA: 9/10

    + świetnie napisana, zabawna i wyczerpująca instrukcja

    + świeże połączenie wielu znanych mechanik (worker placement, licytacja, dedukcja)

    + KLIMAT!

    + w pełni uzasadnione wykorzystanie aplikacji (przejrzystej i łatwej w użyciu)

    + spora regrywalność i świetne skalowanie

    + rywalizacja odczuwalna do samego końca

    (+/-) „wyczerpująca” intelektualnie rozgrywka

    – dumanie nad wynikami może generować przestoje

    – uciążliwa w tłumaczeniu nowym graczom

  • OCENA: 9/10

    Garść sprawdzonych pomysłów, 2-4 niezbyt nowe smartfony, szczypta czeskiego poczucia humoru. Mieszać energicznie do uzyskania klarownej konsystencji, gotować na wolnym ogniu przez 1,5-2h. I voila – właśnie uwarzyłeś miksturę planszowej świeżości!

Dziękujemy wydawnictwu REBEL.pl za przekazanie polskiej edycji gry do recenzji. 

Patronem medialnym gry Alchemicy jest platforma blogowa ZnadPlanszy

  • Adam Sowiński

    Świetny tekst. W grę jeszcze nie grałem, ale po tej lekturze myślę, że gra zagości u mnie znacznie szybciej niż zakładałem.

  • Marcin Szalek

    Jak zwykle dobry tekst:) Wszystko wygląda fajnie i na prawdę aż się ma ochotę zasiąść i samemu spróbować (tylko nie ma jak bo brak gry ;) kiedyś na pewno do niej zasiądę :)

    Zastanawia mnie tylko ta aplikacja, czy moglibyście napisać o niej coś więcej?

    Czy jest darmowa, skąd ją pobrać i czy działa na większości sprzętu czy trzeba mieć jakiegoś wypaśnego smar(k)fona żeby móc grać? Jak to jest?

    Sorki za banalne pytania ale nie miałem styczności z grami wykorzystującymi aplikacje! A jak na razie nie uznaję planszówek na PCcie ;)

    Pozdrawiam! :D

    • pelnaparaZnadPlanszy

      Aplikacja jest w pełni darmowa, dostępna w Google Play itp. sklepach – w zależności od systemu Android/iOS/ Windows. Działa nawet na moim – już leciwym – Galaxy S Advance, więc nie ma strachu.

  • Konrad Wajda

    Gra robi niesamowite wrażenie już po otwarciu pudełka ;) Jakość jest na wysokim poziomie jaki sama gra ;) Polecam. W sklepie CDP.pl jest teraz w promocji za 108 zł.

    Świetna recenzja ;)

  • zirael

    Świetna recenzja:) Gra jest fantastyczna zarówno jako gra jak i jej wykonanie, na razie grałam w 2 osoby i całkiem dobrze się skaluje, aczkolwiek w więcej osób na pewno będzie bardziej emocjonująca z uwagi na ilość i wybór akcji w danej turze.