Szklany Szlak – Uwe Rosenberg jakiego (prawie) nie znacie

Wiele musiałoby się w planszówkowym świecie zmienić, by słynna już „Trylogia żywieniowa” Uwe Rosenberga straciła wysokie miejsce w naszym prywatnym TOP najlepszych gier. Agricola, Le Havre i At the Gates of Loyang sprawiły, że każdego kolejnego tytułu spod ręki niemieckiego projektanta, wyczekujemy z niemałym kredytem zaufania.

Niestety zarówno Merkator, jak i Ora et Labora nie przypadły nam do growego gustu w stopniu gwarantującym stałe miejsce na półce. Szczególnie ostatnia z nich warta jest w tym miejscu przypomnienia, gdyż – chociaż bez wątpienia dobra i mechanicznie świeża – zwyczajnie przytłoczyła nas ogromem surowców, budynków i wynikających z tego możliwości. W planszówkach bardzo cenimy sobie zmienne warunki początkowe oraz – przynajmniej śladowe – umożliwienie taktycznego podejścia do rozgrywki. Ora, oferując już na starcie każdej partii pełny i niezmienny wachlarz możliwości – wpisała się w grupę tytułów silnie (i niemal wyłącznie) strategicznych. W tym kontekście pozycja, której poświęcam dzisiejszą recenzję stoi w całkowitej opozycji do Ory, a jednak – na moje szczęście – podejmuje kilka pomysłów, do których tęskniłem porzucając habit mnicha.

Dobrze znany szlak

Uwe Rosenberg w ten czy inny sposób od lat pozostaje w temacie przetwarzania surowców. W zależności od gry zmieniają się ich typy oraz waga wykorzystania dla samej rozgrywki, jednak od zmieniania „wody w wino” niemiecki projektant  uwolnić się nie może. Wstępując na Szklany szlak możecie zatem spodziewać się, że prędzej czy później na Waszej drodze pojawią się znane oznaczenia typu „1 jadła za 2 węgle”. Czy jest to wada opisywanego tytułu – dla mnie w żadnej mierze, jednak już na wstępie chciałbym jasno wskazać specyfikę rozgrywki, gdyż z doświadczenia wiem, że nie każdemu podoba się takie – stosunkowo suche – przetwarzanie.

Jak wcześniej wspomniałem Szklany szlak w pewnych aspektach rozgrywki nawiązuje do tego co Uwe zaprezentował w swojej poprzedniej grze – Ora et Labora. Mam na myśli dwie podstawowe kwestie – użycie kieratu wraz z kołem produkcji oraz podkreślenie wagi planowania przestrzennego. Jak powyższe wpływają na rozgrywkę i czy wraz z ciekawym mechanizmem podejmowania akcji oferują odpowiednią dozę świeżości? Na te pytania postaram się odpowiedzieć nieco niżej, najpierw jednak dwa słowa w kwestii tematu.

Nim zajrzymy głąb hutniczego pieca, chcąc zgłębić zasady jego działania warto przynajmniej szkicowo przedstawić temat, jaki autor starał się wpleść w typowo niemieckie mechanizmy. Tytuł przenosi nas kilkaset lat wstecz – do XIX wieku, kiedy to w bawarskich lasach trudniono się dmuchaniem szkła i wypalaniem cegieł. Liczne osady i leśne huty łączył 250 kilometrowy szlak, który z oczywistego powodu otrzymał miano „Szklanego”.

Na czas rozgrywki gracz przyjmuje rolę zarządcy pewnego wycinka szklanego szlaku, stara się jak najlepiej zabudować przydzielony mu kawałek terenu, równocześnie dbając o produkcję szkła i cegieł. Można śmiało powiedzieć, że to iście rosenbergowski temat.

Produkcja półautomatyczna, czyli o urokach kieratu, pomocnej dłoni i tartaku opodal lasu

Wstępując na szklany szlak każdy z graczy ma przed sobą jasne i klarowne zadanie – początkowo zalesioną, pełną jezior i piasku planszetkę musi zamienić w prężnie działający ośrodek produkcji. W tym celu wykorzysta:

– budynki wybrane spośród 90 (!) unikatowych żetonów,

– surowce, których stan odnotowywany jest przy użyciu koła produkcji z kieratem

– pracowników-pomocników reprezentowanych przez talię 15 kart

oraz sporą dozę taktyczno-strategicznego myślenia.

Rozgrywka toczy się przez 4 identyczne w swym schemacie etapy, zaś każdy z nich dzieli się na 3 rundy pomocników. Ci ostatni pełnią tu kluczowa rolę, gdyż to ich dobór określa jakie akcje zostaną podjęte w danym etapie. Mechanizm wybierania, a następnie rozstrzygania akcji z kart pomocników jest bez wątpienia najświeższym z elementów zasad zaprezentowanych w Szklanym szlaku, toteż warto poświecić mu nieco więcej uwagi.

Dzięki akcjom oferowanym przez karty wybudujemy budynki, pozyskamy surowce i zmienimy otaczający nas krajobraz, co jednak istotne o tym jakich działań podejmiemy się w danej rundzie musimy zadecydować już na jej początku, wybierając w tajemnicy 5 pomocników. Wybór nie jest łatwy, gdyż należy wziąć pod uwagę jedną istotną kwestię – prawdopodobnie nie każda z wybranych kart zostanie rozegrana … Dlaczego? Ano dlatego, że każdy etap pomocników trwa jedynie 3 rundy – czyli trzy możliwości zagrania jednej z 5 wybranych kart – proste? Nie do końca, bowiem w tym miejscu do gry wkracza zasada, która ów schemat łamie, wprowadzając element silnie taktyczny, wymuszający czytanie przeciwników i szacowanie decyzji, jakich mogą dokonać. Otóż na początku każdej z rund wykładamy przed sobą jedną zakrytą kartę z pośród 5 wcześniej wybranych, a następnie zgodnie z kolejnością graczy odkrywamy ją. I tutaj uwaga – jeśli jakikolwiek inny gracz ma jeszcze identyczną kartę na ręce (nie przed sobą!) – musi ją zagrać! Z jednej strony pozwala to – przy dobrym odczytaniu zamiarów przeciwników – na zagranie wszystkich pięciu kart, z drugiej nieco ogranicza działania, gdyż uczestnicząc w cudzej akcji możemy wykorzystać tylko jedną z dwóch przysług oferowanych przez zagranego pomocnika. Wybór pomocników, szacowanie ryzyka, profity oraz koszty uczestnictwa w cudzej akcji – to wszystko sprawia, iż Szklany szlak prowadzi do niespotykanych dotąd u Rosenberga pokładów taktyki i nieprzewidywalności.

Skoro rozumiecie już (mam nadzieję), jak działa podejmowanie akcji w grze Szklany Szlak, możemy przyjrzeć się – wspomnianym we wstępie – zapożyczeniom z innych gier niemieckiego autora – kole produkcji i planowaniu przestrzennemu.

W toku rozgrywki – budując i używając budynków oraz zagrywając karty pomocników stan naszych surowców będzie ulegał płynnym zmianom, wszystko to za sprawą świetnie przemyślanego koła produkcji. Wystarczy drobne poruszenie kieratem, a posiadana glina, opalona węglem zamieni się w cegły. Jakże brakowało mi podobnego rozwiązania w grach, gdzie po stole przewalają się dziesiątki żetonów reprezentujących poszczególne dobra. jest płynnie, a zarazem klimatycznie, gdyż zależności produkcyjne bardzo sensownie się zazębiają.

Posiadanie surowców umożliwia wznoszenie budynków (jeśli wybraliśmy odpowiedniego pomocnika), tych jest – jak wcześniej wspomniałem – aż 90, po około 30 w trzech różnych typach. Jednorazowe oferują, jak nazwa wskazuje szybki i istotny bonus, przetwórcze – ponownie zgodnie z nazwą – pozwalają zmieniać jedne dobra w inne, zaś premiowe punktują pod koniec gry wedle najróżniejszych warunków. Budynki możliwe do nabycia układa się na planszy głównej, uzupełniając wolne miejsca po koniec każdej z rund, sprawia to że rotacja jest spora, toteż ponownie do głosu dochodzi taktyka, zbyt wiele tu zmiennych, by móc trzymać się sztywno jednej strategii.

Wiele z budynków odnosi się do otoczenia w jakim je budujemy, tartak zadziała najlepiej w okolicy lasu, zaś hucie szkła przyda się piasek itd. rozumiecie w czym rzecz – by uzyskać jak najlepsze wyniki punktowe oraz zawsze mieć pod ręką potrzebne surowce trzeba stale optymalizować niewielki, lecz własny wycinek szklanego szlaku.

 Niczym cegła – czyli słów kilka o zawartości pudełka

Jeżeli kupując planszówki ważnym czynnikiem jest dla nas stosunek ceny do jakości i liczby elementów recenzowany tytuł z pewnością spełni wszelkie pokładane w nim oczekiwania. Pudełko jest wypełnione po same brzegi, a na fanów wypychania żetonów czeka kilkanaście solidnie wysztancowanych wyprasek. Mamy tu do czynienia z najlepszym przykładem słynnej niemieckiej jakości wydania.

Przyjemnie i czytelnie prezentuje się również oprawa graficzna – każdy budynek ma swoją własną – niewielką – lecz unikalna grafikę, zaś pomocnicy sympatycznie szczerzą się z kart. Instrukcja chociaż stosunkowo długa, sprawnie wyjaśnia wszystkie zawiłości, odpowiadając na wiele potencjalnych pytań. Tym razem zwyczajnie nie widzę tu żadnych wad (może poza demonicznym Uwe doradzającym w instrukcji).

Wstąp na szlak

Skłamałbym pisząc, że do Szklanego szlaku podchodziłem z  jakąkolwiek obawą czy rezerwą, mimo iż dwa wcześniejsze tytuły tego samego autora niespecjalnie się nam spodobały, ten od samego początku wydawał się być wręcz skrojony pod nasz gust. Jak się okazuje tym razem zapowiedzi, recenzje i partie wideo nie wywiodły nas w pole i Uwe Rosenberg ponownie zagościł na naszym stole. Nie jest to jednak powrót typowy, o czym starałem się przekonać was pisząc tę recenzję. Owszem mamy tu sporo mechanik, które autor wcześniej eksploatował, jednak tym razem udało się wychylić ramię kieratu w kierunku rozgrywki znacznie bardziej taktycznej, co w perspektywie wcześniejszych – typowo strategicznych – tytułów wnosi do portfolio niemieckiego projektanta nieco świeżości.

Nie jest to z pewnością gra przełomowa – ani dla autora, ani planszówkowego świata, jednak spełnia wszelkie niezbędne założenia solidnego, średnio ciężkiego euro na 1,5 do 2 godzin, a przy tym zachęca oprawą i jakością wykonania. Jako pełna para nie mogliśmy naturalnie odpuścić solidnych tekstów wariantu dwuosobowego, toteż mogę w tym miejscu zapewnić, że mimo istotnych zmian w zagrywaniu kart pomocników, jest on równie satysfakcjonujący jak pozostałe. Nawet wariant solo, którego zazwyczaj unikam na rzecz gier komputerowych okazał się w tym wypadku bardzo przyjemną łamigłówką, która może nie dostarcza takich emocji, jak mierzenie się z prawdziwym przeciwnikiem, lecz nie jest również wrzuconym na siłę „sloganem z pudełka”.

Zaryzykuję stwierdzenie, iż podobnie jak kilka innych gier tego autora, również ta nie ma istotnych wad, a jedynie cechy, które mogą zniechęcić część potencjalnych graczy. Z pewnością nie jest prosta, a już na pewno nie przy pierwszym kontakcie, co więcej mając tendencję do przeliczania wszystkich ruchów uczynimy z partii prawdziwą katorgę. Trzeba pamiętać, że tym razem znacznie ważniejsza jest tu elastyczność w obrębie założonego planu. Czytanie z ruchów przeciwnika również nie musi się spodobać, a jak wspomniałem jest tu niezwykle istotne – warto mieć na uwadze, iż dbanie jedynie o własny ogródek zupełnie się tu nie sprawdza. Z drugiej strony mimo istotnej czujności, jaką należy zachować wobec współgraczy, nie ma na szklanym szlaku absolutnie żadnych narzędzi – poza podbieraniem budynków, którymi w jakimś stopniu mogłyby zaszkodzić innym, stąd fanom negatywnej interakcji polecamy inną ścieżkę. jeżeli powyższe nie zniechęciły Was do rozgrywki, śmiało sięgnijcie po najnowszą propozycję wydawnictwa Lacerta, wielość budynków i ciekawy system podejmowania akcji to materiał na wiele, wiele.

  • WYKONANIE: 10/10

    + solidne elementy

    + estetyczne wykonanie i przyjemne dla oka kolory

    + wyczerpująca instrukcja

    + stosunek cena/jakość

  • MECHANIKA: 8+/10

    + REGRYWALNOŚĆ!

    + dynamiczna (jak na euro) rozgrywka

    + bardzo dobre skalowanie

    + rozsądna długość partii

    + sprawne wykorzystanie znanych mechanik z odpowiednią doza nowości

    + zazębiające się zdolności budynków (silniczki!)

    + „ergonomia gry” (brak 10 000 żetoników zasobów)

    + przyjemny tryb solo

    +/- mocno taktyczna

    +/- wymaga uwagi i czytania przeciwników

    +/- nie dla niepoprawnych optymalizatorów

  • OCENA: 8+/10

    Recenzowany tytuł być może nie wytycza nowych szlaków w planszówkowym świecie, jednak wnosi sporo taktycznej świeżości do wypełnionego strategią portfolio Uwe Rosenberga. Wysoka regrywalność i stosunkowo krótki czas gry sprawiają, że zapewne jeszcze nie raz powędrujemy szklanym szlakiem.

Dziękujemy wydawnictwu Lacerta za przekazanie polskiej edycji gry. 

  • Przemysław Orzełowski

    Adamie i Iwono, z ogromna przyjemnoscia czytam Wasze recenzje. Co wiecej, mamy w emacie planszowek idealnie zbizne gusta. Za Wasza namowa zamowilem wlasnie Szklany Szlak (jestem zagorzalym milosnikiem Agricoli, lecz rowniez nie koge sie przekonac so Ory). Mam nadzieje, ze i tym razem mnie nie „zawiedziecie” :) I tym razem, bo wczesniej kupilem Cyklady i, zgodnie z recenzja, a zatem i zgodnie z moimi oczekiwaniami okazaly sie strzalem w dziesiatke! Dziekuje Wam!
    PS. Czy jest szansa na bezposredni, mailowy kontakt z Wami?

    • pelnaparaZnadPlanszy

      Cześć!
      Cieszę się, że teksty okazuję się pomocne, lecz również nieco truchleję przed ewentualnym pierwszym zgrzytem ;)
      Jeżeli chcesz napisać – pisz śmiało. Pierwszym krokiem jest kontakt przez ikonkę koperty najeżdżając na nasze blogowe zdjęcie.
      pozdrowienia!
      Adam