Pośród gwiazd – siódmy cud galaktyki?

„Niepewność ogarnęła Republikę galaktyczną. Powstał spór o opodatkowanie szlaków handlowych w systemie gwiezdnym.” … ups to chyba nie ta historia.
Zacznijmy od początku:
„Pokój i miłość nastały w galaktyce. Wieloletni spór zakończył się wyczekiwanym pokojem, a na szlakach handlowych wszystkich systemów rozpoczęto odbudowę gigantycznych stacji. Bój na rakiety i blastery zastąpiły oferty i przetargi”
Konstruktorzy, negocjatorzy i projektanci – do dzieła! Pośród gwiazd plac budowy jest nieograniczony!

Przy okazji recenzowania Lewisa i Clarka podzieliłem gry na te, w których bezpośrednio dominuje pierwiastek innowacji np. poprzez zupełnie nowe mechaniki lub przeszczepianie mechanik między gatunkami oraz te, które w mniej lub bardziej udany sposób czerpią ze swych poprzedniczek tworząc swoiste planszówkowe kolaże. Przyjmując taki ramowy podział świata planszówek Pośród gwiazd kwalifikuje się do drugiej z wymienionych kategorii. To tytuł, w którym bez trudu odnajdziemy elementy takich gier jak 7 cudów świata, Carcassonne, czy Suburbia. Pozostaje odpowiedzieć sobie na pytanie w jakim stopniu greckiemu projektantowi powiodło się trudne zadanie czerpania od najlepszych?

Planowanie w stanie nieważkości

Czas potrzebny na przygotowanie partii oraz wytłumaczenie zasad nowicjuszom plasuje Pośród Gwiazd wśród gier kategorii lekkiej+ (~10 min). Zasady są klarowne i łatwo przyswajalne – znacznie więcej czasu spędzimy dumając nad najbardziej korzystnym ruchem. Fakt ten powinien cieszyć wszystkich miłośników gier, które pozwalają bez zbędnego przedłużania przejść do sedna.
Przygotowujemy talię zgodnie z liczbą graczy, wykładamy kilka losowych płytek zadań, każdemu z uczestników rozdajemy po kilka kart, dorzucając do tego trochę żetonów i kosteczek, kartę reaktora i kafelek rasy – ot tyle –  jesteśmy gotowi do gry, a zapomniałbym – na samym początku kupujemy baaardzo duży stół ;)

Gra trzyma się ściśle określonej liczby rund – w ciągu 4 lat, którym odpowiadać będą 4 rozdania kart, rozegramy serie tur w czasie których nasze stacje rozwiną się od zaledwie jednego reaktora do istnego kosmicznego centrum handlu, kultury, nauki i wypoczynku.
Początek każdej z tur mocno przypomina nam rozwiązanie zastosowane między innymi w 7 cudach świata – każdy z graczy wybiera dla siebie jedną kartę z aktualnie posiadanej ręki, a następnie pozostałe przekazuje współgraczowi obok. Rozwiązanie to sprawia, że wciąż zastanawiamy się którą kartę wybrać – ugrać kilka punktów, a może podebrać istotną kartę przeciwnikowi? Druga opcja nabiera szczególnie istotnej wagi w wariancie dwuosobowym, który prócz wybrania karty dla siebie, wymaga od nas odrzucenia kolejnej z gry.
Wybrawszy kartę mamy przed sobą 3 możliwości:

  • dołożyć kartę do wcześniej wyłożonych, rozbudowując tym samym swoją stację
  • odrzucić kartę, by dobrać i dołożyć do stacji jedną kartę reaktora (ta akcja wymaga dodatkowo opłaty w kredytach (waluta gry))
  • odrzucić kartę, by dobrać 3 kredyty

Rozpoczynając grę, pierwszą wybraną kartą najpewniej zechcemy rozbudować stację. W tym celu dokładamy ją do stacji tak, by przynajmniej jedna krawędź nowej karty stykała się z już wyłożonymi. Na początku naszą jedyną wyłożona kartą jest reaktor, toteż do niego dostawimy pierwszy element stacji. Sam reaktor pełni w Pośród gwiazd funkcję źródła energii dla bardziej wymagających modułów stacji (kart). Wprowadzając go do gry umieszczamy na karcie 2 znaczniki energii, które później zostaną zużyte przy budowie wspomnianych wymagających zasilania kart. Zapotrzebowanie na energię, jej ograniczona ilość oraz fakt, że pewne karty nie punktują w pobliżu reaktora (np. ogrody) sprawiają, że umiejętne projektowanie stacji i sukcesywna realizacja tego projektu staje się nie lada zagwozdką, będąc zarazem sercem omawianego tytułu. To na obliczaniu wzajemnych korzyści jakie płyną z zagrania kart w takim, a nie innym układzie spędzimy 90% czasu podczas każdej partii. Oczywiście im dalej w las – tzn. w próżnię – tym nasza stacja bardziej się rozwija, a wraz z nią coraz większa staje się sieć zależności między kartami. Jak wcześniej wspomniałem karta może współdziałać z reaktorem, lecz równie dobrze jej zdolność może dotyczyć kart z konkretnej kategorii i to na kilku płaszczyznach – bezpośredniego sąsiedztwa, odległości, występowania w linii prostej itd. Dodajmy do tego, że karty dzielą się na działające natychmiast oraz dopiero pod koniec gry, posiadają zróżnicowany koszt zagrania w kredytach, a sam wybór poszczególnych kart i akcji może być również podyktowany unikalnymi dla każdego z graczy możliwościami, jakie dają żetony ras… nie zapominajmy również o zadaniach, które nagradzają gracza najszybciej wypełniającego ich cele. Uff sporo tego, lecz mimo to gra przebiega zazwyczaj dość płynnie i dopiero końcowe tury potrafią zwolnić z racji przeliczania możliwych ruchów. Na szczęście wszystkie tury wykonujemy równocześnie – toteż rzadko spotykany jest tu problem oczekiwania na kolejny ruch.

Gdy wszyscy gracze rozegrają 6 tur następuje przesunięcie znacznika rundy, zostają rozdane nowe karty, kierunek ich przekazywania ulega zmianie i rozpoczyna się kolejna seria tur.

W razie gdyby podstawowy wariant gry się nam znudził, autor przygotował szereg dodatkowych, między innymi agresywny – dodający do pasjansowego charakteru rozgrywki minimalnej nuty pikanterii.

Migotliwa wstęga*

Pośród gwiazd, galaktyk i mgławic kolorów jest bez liku, toteż i gra o takim tytule nie może ustępować tej zasadzie. Z klimatycznych ilustracji wylewa się na nas potok barw, które podczas pierwszych rozgrywek potrafią nieco utrudnić szybką ocenę sytuacji. Później jest już lepiej, gdyż karty stają się dla nas bardziej rozpoznawalne – jak w każdej grze karcianej.
W stosunku do pierwszego angielskiego wydania poprawiono nieco niewyraźny tor punktacji, a także zmieniono część ikon. O ile pierwszą zmianę należy policzyć bezwzględnie na plus, o tyle już w przypadku ikon znalazły się głosy chwalące poprzednie wydanie. Jestem zadowolony ze zmian i nie uważam, by wpłynęły negatywnie na czytelność podczas partii.

Od strony technicznej gra prezentuje przeciętny poziom. Żetony i karty nie należą do najgrubszych, a niestandardowy rozmiar tych ostatnich dyskwalifikuje koszulki. Może być to problem dla graczy lubiących pielęgnować swoje gry do granic możliwości. Sam podchodząc do tematu dość pedantycznie nie zauważyłem wyraźnych śladów zużycia na elementach – toteż chyba nie jest tak źle jak mogłoby się wydawać, ale z drugiej strony przy planszy jestem rygorystą i nie pozwalam sobie na wycieranie podłogi kartami :D

Na koniec zostawiłem sobie wypraskę, która w przypadku wydania przygotowanego przez wydawnictwo Portal jest co najmniej zaskakująca. Dawno nie spędziłem tyle czasu przyglądając się zwykłej kartonowej wytłoczce. Brawa za pomysł i realizację – odpakowywanie planszówek staje się z Wami jeszcze przyjemniejsze (a myślałem, że to niemożliwe)!

Podsumowanie

Starałem się by ta recenzja była podobna do omawianej gry – niezbyt długa, lecz treściwa. Autorowi Pośród gwiazd udało się zebrać znane mechaniki i przedstawić je nam w odpowiednich proporcjach tak, by podobieństwo nie raziło w oczy. Dostajemy mix karcianki z grą kafelkową, idealny w przerwie między wymagającymi tytułami, lecz przy tym dostatecznie absorbujący, by nie pozwolić zasnąć szarym komórkom.
Wyjadacze docenią elegancję i prostotę w operowania znanymi mechanikami, zaś nowi poznają kilka ciekawych elementów obecnych w nowoczesnych grach planszowych, nie zniechęcając się przy tym długą instrukcją.
Gra wypada bardzo dobrze niezależnie od liczby graczy, przy czym rozgrywka dwuosobowa nieco różni się od rywalizacji w pełnym gronie. Z drugiej strony nie każdy dysponuje odpowiednio dużym stołem, by pozwolić sobie na rozgrywkę w maksymalnym składzie …

Dziękujemy wydawnictwu Portal za przekazanie gry do recenzji.

*Migotliwa wstęga to nazwa pasu habitatów i stacji orbitujących nad jedną z głównych planet w cyklu powieści sci-fi „Przestrzeń Objawienia” autorstwa Alastaira Reynoldsa.
Ich główną cechą była ekstrawagancja, różnorodność, a zatem również feria barw. 

Przy okazji gorąco polecam wspomniany cykl, na fabule którego wzorowali się miedzy innymi twórcy komputerowej serii „Mass Effect”.
Obok słynnego „Hyperiona” Dana Simmonsa, to jedna z najlepszych powieści sci-fi nowego wieku.