Android: Netrunner – opowieść o klimacie

Wiele już powiedziano na temat klimatu w grach, jednakże nikt „nie dopuścił do głosu” samych gier. Nikt nie pozwolił, by klimat sam przemówił i zawładnął naszą wyobraźnią. Postanowiłem nieco zmienić ten stan rzeczy pisząc to opowiadanie. Za wzór posłużyło kilkadziesiąt partii rozegranych w Android: Netrunner. Karcianka ta okazała się dla mnie kamieniem milowym w kwestii spójności mechaniki i tematu, tworząc klimat sugestywny i płynny.

[Chcąc w pełni zanurzyć się w cyberpunkowym uniwersum polecam w czasie czytania włączyć odpowiednią muzykę – KLIK!]

[1. Budowanie talii]

Klient nerwowo postukiwał w ladę. Pobłyskujące metalicznie opuszki palców raz po raz generowały głuchy dźwięk, który niemal natychmiast rozmywał się w strugach zacinającego deszczu. Padało od kilku dni i tym razem nikt nie miał wątpliwości co do tego, że nie była to zwykła awaria modułu pogodowego New Angeles. Gabriel nie widział w tym większego sensu, mimo iż poświecił rozmyślaniom kilka, a może nawet kilkanaście minut czasu upływających w nerwowym oczekiwaniu na realizację zamówienia.

Komu u diabła miałoby pomóc nieustające oberwanie chmury?
Uśmiechnął się na myśl o słowach, jakie przemykały przez wewnętrzny wyświetlacz  – „chmury” – tak, dobre sobie. Dziś, gdy pogoda zależała niemalże wyłącznie od kaprysu Meteo Inc., możliwości generowania najbardziej nawet wymyślnych anomalii przekraczały dalece wszelkie zdroworozsądkowe wyobrażenia, a jednak – pięć dni niekończących się opadów połączone z nocami wypełnionymi feriami polarnej zorzy?
– Kształcerze – tylko oni byli zdolni do tak bezwartościowego marnotrawstwa środków. Próba sił, czy „głęboka” metafora życia?
Gabriel raz jeszcze spojrzał z irytacją w rozświetlone niebo, zastanawiając się jakimi pobudkami tym razem kierowali się runnerzy…
– kliencie #098736 – twoje zamówienie oczekuje na odbiór – beznamiętny głos interkomu wyrwał Gabriela z chwili zadumy.
Nareszcie – pomyślał, ciesząc się, że nie przyjdzie mu spędzić całego wieczoru w Dzielnicy Szperaczy. Doskonale wiedział, że poza nimi samymi, nikt nie chciałby przebywać tu dłużej niż wymagały tego interesy.

***

Szperacze nie należeli do najprzyjemniejszego typu ludzi, a wedle pewnych definicji nie byli ludźmi wcale.
Klony – stworzone na bazie ludzkiego DNA niespełna pół wieku temu przez wschodząca gwiazdę inżynierii genetycznej – Jinteki. Początkowo, kiedy Kosuke – szef firmy był jeszcze młody, a jego myśli przepełniały wizjonerskie plany zrzucenia z ludzkości jarzma pracy fizycznej, klony produkowano na kształt bezmyślnych  i nieczułych maszyn zdolnych do wykonywania prostych poleceń, a przy tym znacznie zmodyfikowanych pod względem możliwości fizycznych. Z upływem lat Jinteki, dzięki masowej produkcji klonów stało się potęgą, z którą konkurować mógł jedynie Haas-Bioroid. Mimo wszystko kolejne lata odciskały piętno na Kosukim, który coraz częściej kierował plany badawcze firmy ku technikom przedłużania życia. Płodne klony, modyfikacje całych układów ciała to tylko niektóre z projektów, jakie na przestrzeni ostatnich 450 lat wprowadzano w życie. Nie trudno się domyślić, że znaleźli się tacy, którzy na własną rękę pragnęli poznać tajemnice kryjące się w głębi korporacyjnych serwerów – zamoczyć palec w boskiej sake, którą przez lata sączył Kosuke i inni nieśmiertnicy. Efekty ich działań dostrzeże każdy, kto z jakiś przyczyn zmuszony będzie udać się do najpodlejszej z dzielnic New Angeles, gdzie wśród niezliczonych straganów i wątpliwej reputacji barów spotkać można Szperaczy – dzieci człowieka i maszyny, projekty pirackiej bioinżynierii – libertyńskiej wizji cyberewolucji.
Obsługujący go Szperacz nie był może najdziwniejszym ze swojego „gatunku”, ale dla „powrotowców” (ludzi wracających do New Angeles po dziesięcioleciach gwiezdnych podróży, które spędzali najczęściej w kriokomorach) byłby najpewniej widokiem co najmniej egzotycznym. Nawet Gabriel, będąc cyborgiem, nie mógł zaprzeczyć, że w idealnej harmonii ciała i maszyny kryły się zarazem piękno i groza. Ciało koloru blado-szarego zdobiły wzory symetrycznych splotów przewodów i połyskliwych płyt. Tam gdzie metal ustępował miejsca żywej tkance, zazwyczaj pokrywały ją tatuaże nadrukowe z cienkiej warstwy syntetycznego przewodnika.

– Pan G.S. ? – spytał zdawkowo szperacz. Jego lewe oko obróciło się  ku wnętrzu czaszki, zapewne porównując dane zamówienia wyświetlone na wewnętrznym ekranie z tym, co zdołał wyczytać z publicznego terminala klienta.
– Owszem – Santiago przytaknął zdecydowanie, wkładając w słowa tyle serdeczności, na ile pozwalało przemoczone do szczętu ubranie – to ja. Gdzie znajdę swoje graty?
– Infobox #89X2 – terminal Łodygi. Płatne z góry 15 kredytów na szyfrowany numer przelewowy podany podczas ostatniej rozmowy.
Przytaknąłem polubownie, wystukując polecenia na mniejszej z holoklawiatur prawego ramienia.
– Potwierdzenie powinno być już w macierzy.
Szperacz zamrugał zmechanizowanymi powiekami aktualizując dane – Istotnie. Zapraszamy ponownie.

***

Kilkadziesiąt minut później cyborg, z narastającą irytacją przepychał się przez tłum wypełniający atrium otaczające pierwszy poziom Łodygi. Tysiące przyjezdnych mieszały się z opuszczającymi planetę tworząc pulsującą mieszaninę sprzecznych interesów. Jak szerokie możliwości stawiała przed moimi talentami perspektywa rozhisteryzowanego tłumu -pomyślał Gabriel; szybko dochodząc do wniosku, że nie czas na drobne zyski – nawet tak łatwe. Wyciszył chip infosfery, gratulując sobie w duchu zmyślnej modyfikacji podstawowego softwareu – nawet dla niego ilość informacji upublicznianych w tak ruchliwych miejscach stanowiła bolesną uciążliwość. Szczególnie w chwilach takich jak ta, gdy myśli musiały skupiać się na jednym celu.  Zwolniona pamięć pozwoliła na uruchomienie modułu mapowania bez narażenia na utrudniające pracę lagi.
[filtrowanie terenu rozpoczęte – proszę czekać …]
Pole widzenia Santiago wypełniała zielonkawa siatka, bezgłośnie dyktował polecenia i dane techniczne skrzynki, którą wskazał mu Szperacz. Po kilku sekundach terminal korowy oznajmił, że Infobox #89X2 znajduje się na przeciwległej ścianie budynku, tuż obok zachodniego wyjścia z atrium.
Pospieszny skan otrzymanego od Szperacza datapada, Infobox zmienił kolor na zielony, a następnie drzwi odskoczyły z metalicznym brzękiem. Runner uchylił nieznacznie czarny materiał okalający zamówienie – szperacz mnie nie oszukał – zawartość przesyłka pokrywała się z oczekiwaniami. Nie zdejmując powłoki kamuflującej umieścił paczkę we wcześniej przygotowanej kasetce i zdecydowanym krokiem ruszył w kierunku Nory.

***

Nora nie była najgorszym z lokali, jakie Gabriel wybierał na swoje miejscówki, ale też daleko było jej do tych znanych z dzielnicy korporacyjnej, czy chociażby handlowej. Jednak nie o standardy tu chodziło, lecz o lokalizację – na tyle bliską, by nawiązać silne połączenie, lecz zarazem na tyle daleką, by w razie kłopotów móc szybko i bez żalu opuścić miejsce ‚pracy’. Wszedłszy do pokoju zauważył, że wynajęci pogromcy kodu zaczęli już swoją pracę – dobrze, dzięki temu sam zaoszczędzi czas, jaki musiałby zmarnować na pozyskiwaniu środków niezbędnych do przypuszczenia pierwszych skoków.
Rozsiadł się w metalowym fotelu. Prawe, zrobotyzowane ramię zadrżało, wysuwając pęk różnokolorowych przewodów, które jeden po drugim podpinał do srebrnoszarych ram.
– Czas na nowe zabawki – pomyślał – wyciągając z kasetki pakunek.
Chwile później Santiago manipulował już przy konfiguracji najnowszej konsoli typu Desperado. Cacko sprawdzało się idealnie w starciu z niewielkimi firmami – miał nadzieję, że podoła również korporacyjnemu szyfrowaniu. Nieopodal konsoli, dzięki kilku połączeniom bezpośrednim zamontował drugi ze swoich nowych nabytków – Lemuriański Łamacz Kodów – jeden z najlepszych w swej klasie. W połączeniu z konsolą stanowił stosunkowo tanie i sprawdzone źródło informacji o strukturze korporacyjnych serwerów.
Przygotowawszy podstawowy hardware, Gabriel pospiesznie przejrzał kostki pamięci w poszukiwaniu odpowiednich lodołamaczy – kilka „podstawowych”  w tym sezonie programów oraz garść własnych modyfikacji powinny wystarczyć. Zresztą, nie po to miesiącami przygotowywał skok, by teraz wyłożyć się na sofcie. Wszystko co robił w ciągu kilkudziesięciu ostatnich dni w jakimś stopniu wiązało się z wielkim skokiem – kontakty handlowe, fałszywe dziuple, konta bankowe o zmodyfikowanym kodzie, wtyki i obejścia w systemach samego megakorp, a nawet kilka zakładów wśród „kolegów po fachu”.
Robił to wszystko z tej samej prozaicznej przyczyny, dla której Weyland Consortium prowadziło własną działalność – dla pieniędzy.

[2. Rozgrywka]

Krople deszczu bębniły o szklany dach zakłócając idealną ciszę rozległego gabinetu. W półmroku, rozświetlanym raz za razem rozbłyskami zorzy rysowały się kontury oszczędnego umeblowania. Nienaganny styl – srebro i czarna skóra, prezes nie mógł pozwolić sobie na jakiekolwiek uchybienia w tej kwestii. Jego wizerunek to wizerunek firmy, a ten musi przynajmniej wyglądać na nieposzlakowany.
Mężczyzna wpatrywał się w panoramę miasta, jaka rozciągała się z balkonowego okna – światła neonów i reflektory przeszywających powietrze pojazdów mieszały się z wariacjami skołowanego nieboskłonu. Chwilę zadumy przerwał sygnał terminala komunikacyjnego, pospiesznym krokiem ruszył ku łunie niebieskawego światła generowanego przez holowyświetlacz, już z tej odległości rozpoznał postać, która nerwowo spacerowała po blacie biurka.
– Słucham.
Obraz holograficzny był stosunkowo czysty, zakłócały go jedynie cykliczne przepięcia –  czyżby pogoda? – pomyślał James.
Szef techników gorączkowo wydawał polecenia podwładnym, nim ostatecznie odpowiedział na wezwanie prezesa.
– Proszę Pana, odbieramy dziwne sygnały z sektora licencyjnego Łodygi. Pojawiły się około godziny temu wraz z cotygodniowym przelewem kredytów.
– Dziwne? A co niby ma znaczyć słowo „dziwne”?! Natychmiast wyjaśnij co u diabła się dzieje! Najpierw cholerna pogoda, a teraz moje kredyty stają się „dziwne”?!
Technik wyczuł, że w tej chwili nie może sobie pozwolić na zły dobór słów. Wiedział, że w sytuacjach takich jak ta szef potrafi być bezwzględny.
– Transakcje interferują, dostrzegamy śladowe widmo obcej obecności w systemach budynku …
Oczy Jamesa nabiegły krwią, doskonale wiedział co mogą, co ZNACZĄ wypowiedziane przez technika słowa. Jak udało im się dostać do głównego katalogu i czego tym razem szukają? – nie było czasu na rozmyślania. Czas działać!
– Zlecam natychmiastowe priorytetowe zapotrzebowanie na aktywowanie LODów, natychmiast prześlij dane do wszystkich oddziałów. Niech skierują rezerwowe środki do działu aktywacji zabezpieczeń, a teraz łącz z mnie z działem promocji, mam pewien plan …

***

Gabriel niczym mgła sunął w potoku danych, gdzieś tam jego ciało wykonywało serie energicznych ruchów – mechaniczna ręka tańczyła do rytmu wystukiwanych na konsoli komend, lecz umysł znajdował się tu – nurkował uczepiony Aurory w oceanie informacji, w kodach transakcyjnych, wśród wzburzonych fal przelewów i poleceń. Skierował się ku Archiwom. Wiedział, że jego ludzie wewnątrz wypracowali kilka zręcznych obejść.
Brama ziała czarną pustką, jej krawędzie opalizowały resztkami kodu, a ramiona rozciągały się poza widoczny horyzont niczym szafirowa wstęga. Enigma, nigdy nie wyglądała tak samo, ale zawsze dostatecznie dziwacznie, by mógł ją rozpoznać. Modląc się, by sygnalizator nadawał poprawny sygnał, wykonał skok…
Chwila wszechobecnej czerni i nagle potok danych wypchnął go przez dopiero co utworzoną bladoniebieską wyrwę. Udało się – wewnętrzni dali radę – ominął LÓD. Wydal komendę, a chip beta załadował program – boczne wejście otwarło się wlewając do archiwum strzępki srebrzystego kodu. Bez wahania wniknął w zamykająca się szczelinę…
Znajdował się w kwaterze głównej – wyczuwał to po ożywionym ruchu danych oraz widocznych w oddali zarysach systemów bezpieczeństwa.
Szlag, wiedzieli o jego obecności.
Cyborg wydał polecenie wyłączenia datawizji; na powrót znajdował się w wypełnionym łuną monitorowego światła pokoju. Błyskawicznie chwycił za łamacz kodów i rozpoczął sekwencję.
Ekran konsoli miarowo wypełniał się liniami tekstu.
[TRWA KONCENTROWANIE DANYCH]
{SEKWENCJA BŁĘDNA , WPROWADŹ IDENTYFIKATOR DOSTĘPU}
– Szlag, zaklął i ponownie wprowadził sekwencję, tym razem dokładniej wystukując kod.
Ekran zadrgał i wyświetlił katalog projektu.
– A więc ogłosili stan priorytetowego zapotrzebowania…

***

Dział promocji pracował zwykłym tokiem, gdy nagle w holooknie pojawiła się twarz prezesa.
– Natychmiast wprowadzić  na serwery wszystkie kampanie reklamowe! Głos prezesa zdradzał wszelkie objawy zdenerwowania.
– Oczywiście, przekazuję polecenie do realizacji odpowiedział blady pracownik, prawdopodobnie azjatyckiego pochodzenia, wpisując komendy na zmodowanym nadgarstku. Dobra koniunktura? Liczy Pan na wysokie zyski?
– Nie – prezes uśmiechnął się tajemniczo i twarz zniknęła z holowizji.

Drzwi działu bezpieczeństwa rozsunęły się tnąc powietrze.
– Natychmiast wprowadzić dyrektywę Łowcy, wyśledzimy sukinsyna. Niech tylko spróbuje sforsować najbliższe serwery.

***

Gabriel wygrał zakład, udało mu się dostać na serwery Weyland Con. już w czasie pierwszego skoku. Niemalże czuł, jak kredyty zasilają jego konto, lecz jeśli chciał wydobyć poszukiwane dane z najdalszych serwerów korporacji potrzebował więcej, dużo więcej.
Uruchomił sekwencję skoku z podprogramu pompującego – na ekranie konsoli zamigotały fałszywe konta Gabriela. Tym razem musiał podjąć się walki z LODem, gdyż jego ludzie w tej chwili zajęci byli kamuflowaniem skutków wcześniejszego sabotażu. Jeden nierozważny ruch, a systemy bezpieczeństwa usmażyłyby ich mózgi, kasując tym samym wszystkie misternie przygotowane obejścia. Wydał komendę aktywacji datawizji, w tej samej chwili rzeczywistość rozpłynęła się w strumieniu danych.

Wyczuwał obecność strażnika. Wiedział, że gdy zbliży się o kilka komend korporacja wykona rez – nie miał wyboru potrzebował tych kredytów. Kod źródłowy zafalował magnetycznie tworząc coś na kształt ostro zakończonej piramidy, z jej szczytu łypało pozbawione powieki, przekrwione oko.
– Kto im projektuje te LODy pomyślał Gabriel, wydając  komendy pakietowi Ninja. Aktywacja została autoryzowana, program niczym shuriken wrył się w źrenicę oka. W ferii fragmentów kodu piramida przygasła, pozostając na miejscu jedynie w formie przypominającej tani hologram reklamowy.
Cyborg wykonał kolejny skok. Zewsząd ogarnął go cień, nie widział praktycznie nic poza migotliwym odczytem własnego wyświetlacza korowego. Kolejny lód, lecz tym razem nie miał odpowiedniego kontrprogramu… Czuł, jak przyczajone w mroku cyfrowe obecności skrzętnie dokonują pomiarów jego położenia, jak śledzą każdy jego krok. Po chwilach, które wydawały się wiecznością wydostał się z mglistej bariery docierając do kodów serwera.
[DATAWIZJA – TRYB OFF]
Spojrzał na monitor bezpieczeństwa, nadal pulsował zielonym światłem – zmyłka zadziałała ściągając na siebie uwagę namierzających.
Nie było odwrotu podprogram pompujący uzyskiwał dostęp do serwera i gotówka popłynęła przez szereg fałszywych kont. Kilka zręcznych obejść i na rachunku Santiago pojawiła się podwojona sumka. Niestety, wyświetlacz bezpieczeństwa sygnalizował 2 stopień alarmowy. Miał ogon.

***

[PROSZĘ CZEKAĆ NAWIĄZUJĘ POŁĄCZENIE SZYFROWANE]

Twarz szefa ochrony pojawiła się w holowyśietlaczu.
– Mamy go – dzielnica przemysłowa, sektor 4A.
– Doskonale – gładką twarz Jamesa rozciął zimny uśmiech – kontynuujcie namierzanie, sprowadźcie tu prywatny odział, teraz.
– Tak jest! Wyświetlacz zamilkł.
James wstał z fotela i ponownie podszedł do okna. Zorza przygasła na chwilę pogrążając miasto w ciemnościach, na tyle na ile pozwalały na to neony. Spojrzał w kierunku dzielnicy przemysłowej zaciskając dłoń na pięści. Zetrze go na proch, spali niczym bezwartościowy, organiczny odpad. Tak, te myśli znacznie poprawiły mu humor. Zaśmiał się bezgłośnie i skierował swe kroki w kierunku barku.

***

Gabriel pokonywał kolejną barierę, nareszcie dostał się na jeden ze zdalnych serwerów korporacji. Wydał sporo z zaoszczędzonych kredytów pokonując trzy dość uciążliwe LODy. Na szczęście korporacja nie aktywowała pełnej gamy zabezpieczeń. Po chwili kody zabezpieczające serwer zostały złamane. Uzyskał dostęp do dyrektywy priorytetowej, wartościowe dane na czarnym rynku – pomyślał, ba kto wie czy konkurencja nie zechce ich odkupić, a może i sam megakorp zapłaci mu za milczenie? Gabriel analizował płynące ze skoku profity. Napawając się sukcesem „wrócił” do pokoju i zainicjował sekwencję zwodzącą. Tagi były ostatnim co było mu teraz potrzebne.

***

Ręka Jamesa nieznośnie krwawiła. Wiadomość o zgubieniu tropu runnera dotarła do niego w momencie, gdy sączył wino z dość delikatnego kieliszka …
Medchip zajmował się usuwaniem odłamków szkła z tkanki, gdy drzwi gabinetu otwarły się. W bladym świetle dostrzegł parę uzbrojonych w ciężkie karabiny bioroidów, firmowanych logiem jednej  prywatnych firm ochroniarskich.
– Pan wzywał – odezwał się jeden z nich, jego akcent był matematycznie czysty.
– Owszem. Jest pewna sprawa, którą chciałbym Panom zlecić, jednakże najpierw muszę porozmawiać z Radą. Mówiąc to uczynił ręką gest wskazujący na to, by opuścili pomieszczenia.
– Jak Pan sobie życzy – mówiąc to bioroidy cofnęły się w progu, zamykając drzwi gabinetu.

Połączenie zostało nawiązane w okrągłej sali zasiadało około 12 osób, różnej płci, rasy i wieku.
– Witajcie – głos prezesa wydobywał się z umieszczonego na środku sali postumentu, na którego szczycie zamontowano holowyświetlacz – jak zapewne wiecie zostaliśmy zaatakowani i w tej chwili jesteśmy w trakcie namierzania intruza. Zebrałem Was tu, by „przegłosować” pewną kwestię. Otóż potrzebujemy pełnej zgodny na usunięcie zagrożenia, od tego zależy dobro i dobre imię firmy. Jeśli ktoś jest przeciwny temu rozwiązaniu niech teraz zgłosi swe obiekcje – w tej samej chwili powietrze przeszył ledwie słyszalny świst, z niewielkich luk, które rozwarły  się w ścinach wyleciało kilkanaście niewielkich sond bojowych.
Wcześniejsza wrzawa ustąpiła grobowej ciszy – Tak myślałem – kontynuował James.
– Skoro jesteśmy tak demokratycznie zgodni proponuję wszcząć przygotowania do operacji „Spalona Ziemia” …

***

Gabriel był czysty. Usunąwszy ostatni z tagów podchodził do skoku na kolejny serwer zdalny. Tym razem przygotował się na każdą ewentualność instalując silnie zawirusowany Mimetyzm – postprogramową hybrydę Lodołamacza i wyzwolonej AI. Serwer był dobrze chroniony, zanurzając się w datasferze wyczuwał obecność kilku  LODów. Wpisał komendę wejścia i natychmiast poczuł, jak dane nieopodal jego obecności przeszywa strumień kodu, natknął się na Łucznika – korporacja podjęła rękawicę. Nie tracąc czasu wydał polecenia podkonsoli mimetyzmu, program przybrał kształt polaryzującej tarczy, pojawiając się przed cyborgiem. Gabriel nie mógł aktywować pełnego zestawu opcji, musiał działać na wyczucie. Poczuł, jak kolejna strzała wypala chip Aurory, ale dzięki temu przedostał się poza zasięg działania Łucznika. Kolejny etap, tym razem LÓD okazał się jedynie nędzną atrapą, korporacja widocznie nie była gotowa na rez wszystkich zainstalowanych systemów – to dobrze, bo i on sam nie posiadał już zbyt wielu środków. Ostatnia barykada przed wejściem na serwer, Gabriel zawahał się sprawdzając dane pozyskane w czasie włamania na konto korporacji. Zgodnie z nimi nie miała szans na zrezowanie poważnego przeciwnika, zaryzykował kodując ostatni skok. Po chwili pożałował swojej decyzji – oko Łowcy łypało na niego ze szczytu piramidy.
Nie miał dostatecznych środków na dezaktywację podprogramu namierzającego, musiał poddać się skanowaniu. Z obawą przeszedł przez strumień danych czując, że w tej chwili korporacja pozyskuje wszystkie słabo szyfrowane dane dotyczące miejsca jego pobytu. Dotarł do serwera, pospiesznie wpisał dane dostępowe, by jak najszybciej wykasować swoją obecność z sektora. Implant korowy zalały setki, nie tysiące danych, kolorowe formularze, projekty holoreklam, nagrania odzianych w skąpe stroje bioroidów, specyfikacje techniczne najnowszego modelu PADów. Szybko zamknął kanał odcinając się od nieznośnego szumu danych.
– Szlag – pomyślał, wpatrując się w wyświetlacz bezpieczeństwa sygnalizacyjny 1 poziom zagrożenia – jak mogłem być aż tak naiwny.

***

James stał na balkonie gabinetu usytuowanego na dachu Weyland Tower. Deszcz padał z tą samą siłą, jak kilka godzin wcześniej, gdy odbierał alert o włamaniu. Teraz jednak nie zwracał na to uwagi. Wiedział, że już niebawem rozpocznie się krótki, acz intensywny epilog tej sztuki. Wydał niezbędne polecenia inicjując realizację operacji „Spalona Ziemia”.

***

Gabriel Santiago wiedział już, że tym razem nie wymknie się ścigającym. Pospiesznie wgrywał kody tożsamości na zdalną konsolę w dzielnicy Szperaczy, miał to zakontraktowane – miesiąc lub dwa i znów spojrzy na rzeczywistość, lecz teraz jego świadomość powoli przeciekała przez krzemowe ścieżki ku matrycy magazynującej. Nie było czasu, ostanie co udało mu się  zarejestrować to znikające z wyświetlacza programy i czarny dym przepalonego sprzętu.
Gdy przez wyważone drzwi Nory wpadł pierwszy granat elektromagnetyczny dawny Santiago, był zaledwie martwym zezwłokiem ciała i maszyny zwisającym z metalowego fotela.

***

Na drugim końcu miasta blado-szary Szperacz otrzymał powiadomienie o zakończonym sukcesem transferze tożsamości. Spojrzał na holowyświetlacz i zgodnie z kontraktem zaplanował wtapianie na kolejny miesiąc. Do tego czasu na pewno znajdzie na wysypisku ciało spełniające warunki postawione przez pana Santiago.

PS
Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca ;)
90% opisanych tu sytuacji może mieć miejsce w pojedynku Weyland Consortium z Gabrielem Santiago. Pisząc dokonałem jedynie kilku nieistotnych skrótów myślowych, by nadać tekstowi bardziej fabularny ton.
Pozostaje mi zaprosić Was do lektury recenzji gry Android: Netrunner, która w przeciągu tygodnia powinna pojawić się na naszym blogu.

rezuję pozdrowienia

Adam

  • Bea

    Świetna robota – FFG powinni ci za to zapłacić :) Niesamowite jest czytać opowiadanie i odnajdywać znajome sytuacje i karty z ulubionej gry. Będzie więcej?

    • pelnaparaZnadPlanszy

      :) jeśli czas pozwoli to kto wie, ale na razie temat NR zmierza ku recenzji, a dalej mama zamiar pociągnąć przynajmniej 2-3 spotkania normalnego LCGeeka ;)

  • Jan Bażyński

    Świetne opowiadania!

    Czy tylko mi się wydaje, że Iwona jest bliźniaczo podobna do Elizabeth Mills z Weylandu? (pani na Spalonej Ziemi chociażby ;))

    • pelnaparaZnadPlanszy

      Nie tylko Tobie :D Sam jej to mówiłem kilka razy. Nie mogę się doczekać jej karty w dodatku Second Thoughts.

  • mat_eyo

    Bardzo to fajne, świetnie się czyta. Mam tylko pytanie – jednoczesne użycie Roboty od Wewnątrz i Bocznego Wejścia Beta to jeden z tych skrótów myślowych czy jednak błąd w rozgrywce? ;)

    • Bea

      Autor gdzieś wspominał, że opowiadanie nie bazuje na jednej konkretnej rozgrywce, ale jest ogólnie inspirowane grą.

    • pelnaparaZnadPlanszy

      ha +1 za bystre oko.
      Dokładnie to miałem na myśli (obie wymagają skoku).
      Właściwie chciałem to rozbić na 2 osobne sekwencje skoku, ale ostatecznie w imię spójności tekstu postawiłem na lekkie odstępstwo od zasad.
      Również dlatego umieściłem pary tych kart na osobnych zdjęciach.

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Kawal swietnej roboty. Brawo!

  • Pingback: Pełną parą | Android: Netrunner – z przeszłości w przyszłość ZnadPlanszy.pl()

  • Pingback: Pełną parą | LCGeek #7: Podsumowanie sezonu I & konkurs ZnadPlanszy.pl()