Do plecaka #2: Piętaszek – czyli przypadki Robinsona

Piętaszek wspiął się na jedno z wzniesień na wyspie, by jak co dzień obserwować piękno dzikiego lądu. Nic nie mogło zakłócić spokoju, który go otaczał, ni szumu fal, w który się wsłuchiwał. Przynajmniej tak mu się wydawało…
Rozbitek? – pomyślał tubylec, gdy tylko zauważył mężczyznę biegnącego przez plażę. Krzyczał, wymachiwał rękami – gorzej być nie mogło. Zawsze robią to samo: wpadają w panikę.

Nieoczekiwana zamiana ról 

W trakcie gry wcielamy się w postać Piętaszka (inspirowaną powieścią „Przypadki Robinsona Crusoe” Daniela Defoe), młodego tubylca żyjącego na dzikiej wyspie. Po tym, jak niespodziewanie statek, którym podróżował Robinson rozbił się, a jego jedyny ocalały załogant zamieszkał na słonecznej plaży, w życie Piętaszka wkradł się niepokój. Aby pomóc rozbitkowi opuścić wyspę wspieramy go w doskonaleniu podstaw sztuki przetrwania oraz walczymy u jego boku z zagrożeniami czyhającymi w dziczy. Z czasem Robinson przyzwyczaja się do życia z dala od cywilizacji, stawia pierwszą chatę, uprawia zboże, oswaja zwierzęta i wytwarza narzędzia. Wszystko pod czujnym okiem towarzysza – nauczyciela, Piętaszka.

Przygodę z grami jednoosobowymi rozpoczęłam od Onirim. Gra przypadła mi do gustu, czego konsekwencją była chęć posiadania kolejnych gier, którymi mogłabym umilić sobie czas, gdy brakuje mi gracza do pary. Wybór padł na Piętaszka – grę karcianą autorstwa Friedmana Freise. Po otwarciu niewielkiego, kwadratowego pudełka przywitała mnie 16 stronicowa instrukcja, 72 karty, 3 niewielkie plansze i zielone znaczniki punktów życia (tak zielone jak włosy samego autora gry). Piętaszek oferuje kilka poziomów trudności. Zabawę zaczynamy od „najprostszego”, a opanowawszy ten wariant (co wcale nie jest takie łatwe…) możemy spróbować gry na kolejnych, trudniejszych – tak, aby finalnie wygrać grę na ostatnim – czwartym.

Mechanika – budujemy talię 

Gra oparta jest na mechanice deckbuildingu, czyli tworzenia talii. Zasady i mechanizm są stosunkowo proste: dobieramy dwie karty zagrożeń i wybieramy jedną z nich. Reprezentuje ona  niebezpieczeństwo, z którym zmierzymy się  tego dnia na wyspie. Zmagając się z zagrożeniem możemy zawsze liczyć na kilka darmowych kart, które reprezentują dotychczas nabyte umiejętności Robinsona, za resztę musimy zapłacić znacznikami życia – nikt nie powiedział, że radzenie sobie z nieznanym niebezpieczeństwem na własną rękę jest proste. Podczas każdego etapu musimy zebrać karty o łącznej sile równej lub przekraczającej wartość podaną w polu siły zagrożenia (umieszczonym na jednej z plansz gry). Wyobraźmy sobie, że liczba ta symbolizuje próg umiejętności Robinsona, jakie wymagane są do dalszego przygotowywania ucieczki z wyspy. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie wykorzystanie zdolności specjalnych zdobywanych kart. Gdy uda nam się przebrnąć przez 3 etapy gry czeka nas decydujące starcie – walka z piratami.

Pierwsze kroki na wyspie… 

… nie należały do najłatwiejszych i mięło kilka rozgrywek nim Robinson nauczył się zdobywać pożywienie, walczyć z dzikim zwierzętami i  budować tratwę nie ginąc przy tym w czasie jej montażu. Mimo prostych zasad, początkowo gra może sprawiać trudności ponieważ nasz bohater łatwo traci punkty życia, płacąc nimi za dodatkowe karty (brak doświadczenia) podczas walki. Jednak nie zniechęcajmy się! Po kilku rozgrywkach staje się intuicyjnie, lecz wciąż musimy podejmować decyzje, które zaważą na wyniku partii.
W moim przypadku Robinsonowi udało się opuścić wyspę dopiero za 4 razem, co i tak uznaję za sukces biorąc pod uwagę zmagania moich znajomych ;)

Wyspa skarbów

Piętaszek wykonany jest bardzo dobrze. Małe, kwadratowe pudełko jest solidne, dzięki czemu nie musimy martwić się o transport gry. Humorystyczne grafiki kart tworzą specyficzny klimat, a miny Robinsona są przezabawne, jak tu się nie uśmiechnąć, kiedy rozbitek patrzy na nas swoim maślanym, głupiutkim wzrokiem nawet w obliczu najniebezpieczniejszego zagrożenia?
Niestety miłośnicy koszulkowania będą zawiedzeni ponieważ karty wykonano w niestandardowym formacie – to jedyny minus oprawy. Jednak w tym miejscu muszę zaznaczyć, że są nadzwyczaj porządnie i przynajmniej u mnie po kilkudziesięciu rozgrywkach nie widać znamion zużycia.

PS
W cyklu „Do plecaka” z rozgrzanego samochodu przenosimy się na tropikalną wyspę :) Piętaszek to idealna gra na wakacyjny wyjazd, by po aktywnie spędzonym dniu rozegrać kilka partii w hotelowym pokoju. Pamiętajcie jednak, że podczas rozgrywki nasz bohater rozbija obóz, zwiedza wyspę i gromadzi sprzęt – to wszystko zajmuje trochę miejsca, toteż nie polecam zabierać Piętaszka na piknik lub wypad do parku. Zwyczajnie zajmuje zbyt wiele miejsca, a wiatr z łatwością porwie karty. 

Pozdrawiam

Iwona